Amelka się nudziła, a bardzo tego nie lubiła. Tata był zajęty, mama rozmawiała z koleżanką przez telefon, nawet Mateusz nie miał dla niej czasu!
O AMELCE, KTÓRA ODKRYŁA RZEKĘ
I
Amelka się nudziła, a bardzo tego nie lubiła. Tata był zajęty, mama rozmawiała z koleżanką przez telefon, nawet Mateusz nie miał dla niej czasu!
Kiedy nic się nie działo, Amelka czuła, jakby przez całe jej ciało przebiegał taki prąd, który zmusza ją do działania. Takie małe błyskawice, które napędzają wszystko dookoła.
A że Amelia była człowiekiem czynu, postanowiła wziąć się do roboty! Najpierw posprzątała wszystkie swoje zabawki. Lalki ułożyła od najmniejszej do największej, a książeczki – kolorami. Poukładała kredki, alfabetycznie ułożyła wszystkie swoje ciuchy. Miała przy tym mnóstwo zabawy. Nigdy nie słyszała, żeby ktoś w szafie układał ubrania od A jak apaszka i B jak bluzy przez G jak getry po S jak spodnie czy Z jak zimowe czapki!
Minęło dopiero 45 minut, a pokój wyglądał jak nowy!
– Co tu robić? – zapytała i westchnęła smutno.
– Pssst!
– Psssst! – usłyszała znowu. Dziwne, w pokoju była przecież sama.
– Halo, Amelka, no chodź. – Nie ma co ukrywać, że Amelia trochę się przestraszyła. Wyjrzała przez okno – nikogo nie było, ale czuła, że nie jest sama. Czuła na sobie czyjś wzrok.
– Amelka, to ja! Turkusek!
Turkusek! Przecież to niemożliwe…
Turkusek był rybką. A przecież ryby głosu nie mają… Ale Amelia wyraźnie słyszała!
– Tak? Turkusek? To ty mówisz?
– No mówię, nigdy się nie przyznawałem, bo generalnie to nie jestem zbytnio rozmowny. Ale widzę, że trochę jesteś smutna i się nudzisz, to pomyślałem – pogadamy.
– Ale super! – Amelka była bardzo podekscytowana. – Opowiesz mi coś o sobie?
– O mnie? To bardzo długa historia, ja nie jestem normalną rybą. Jestem rybą zaczarowaną, jestem strażnikiem Łodzi! Zostałem nim bardzo dawno temu i mam pilnować, żeby w naszym mieście ciągle coś się działo, żeby nie było nudy. Bo nuda jest straszna. Jak jest nudno, to ludzie zamieniają się w takie kukiełki i cały dzień potrafią siedzieć przed telewizorem lub komputerem. I są wtedy bardzo zmęczeni, nie uśmiechają się. A to pociąga za sobą kolejne konsekwencje… Brak uśmiechu to brak energii. Na świecie robi się szaro, wszyscy są niemili, nie ufają sobie. Trudno potem jest wrócić do normalnego kolorowego życia. Oj, mówię ci, ciężka jest moja praca. A właściwie to była, bo od niedawna jestem na zasłużonej emeryturze. Szef mnie wysłał do ciebie, bo tu jest fajnie. Ciągle coś robisz, wymyślasz, śmiejesz się, bawisz z Natalią lub Kają. Uwielbiam słuchać, jak planujesz z rodzicami kolejne wycieczki lub idziecie na spacer. Ale teraz mam nową misję. Trochę się denerwuję, bo tam mnie jeszcze nie było… Jak się dobrze zastanowić, to chyba nikogo z nas. Pójdziesz ze mną?
Będę się lepiej czuł.
– Oczywiście! Mam coś wziąć?
– Tak. Zegarek. I nic więcej. Teraz musisz tylko zamknąć oczy i powiedzieć: ŁÓDŹ MOJĄ WIDZĘ OGROMNĄ!
Amelka nie czekała długo:
– ŁÓDŹ MOJĄ WIDZĘ OGROMĄ! – krzyknęła. Zegarek zaczął szaleć, czas płynął bardzo szybko…
I nagle znalazła się w zupełnie innym świecie. Wszystko wyglądało inaczej, chociaż nie miała wątpliwości – jest w Łodzi.
– Gdzie my jesteśmy?
– W Łodzi. Ale właściwe pytanie brzmi: kiedy?
– Jak to?
– Tak, jesteśmy w Łodzi w 2099 roku. Mówiłem ci, że nie jestem zwykłą rybką. Jest nas wielu na całym świecie. Pilnujemy porządku istnienia. Dostaliśmy zaszyfrowaną wiadomość, że bardzo dużo zmienisz w Łodzi. Dzięki tobie będzie to inne miasto. Dostałem rozkaz, żeby pokazać ci, jak Łódź będzie wyglądała kiedyś. Podobno wszystko zrozumiesz, ale w swoim czasie.
– Ale, ale… mam dopiero 8 lat! Uwielbiam lody, wygłupy z Kają i Natalką, spacery po Łagiewnikach… Ja mam zmienić Łódź?
– Nie ma czego się bać! Chodź, zobaczymy, jak to miasto wygląda teraz… Gdzie najpierw?
– To może do Parku Ocalałych. Bardzo lubię to miejsce.
Amelka często chodziła do tego parku. Uwielbiała wchodzić na kopiec Karskiego, z którego rozciągał się widok na zielone Bałuty. Lubiła podziwiać pachnące róże, patrzeć, jak rosną drzewa. Tata opowiadał jej, że to miejsce jest dla łodzian, którzy musieli z Łodzi wyjechać. I którzy nigdy nie wrócili. Kiedyś nawet pracował tutaj cały dzień, bo podobno jest tu dobra energia i dobrze się myśli.
W 2099 park wyglądał trochę inaczej. Był jakby większy, drzewa były bardzo wysokie, a Centrum Dialogu miało 17 pięter! A kopiec Karskiego był ogromny jak góra!
Drzewa także urosły. Amelka pamięta, że biegała między nimi. Teraz wyglądały jak prawdziwy las!
Na szczęście energia się nie zmieniła. Tata miał rację, tu jest coś magicznego…
Turkusek był zachwycony rzeką. I to nie byle jaką. Łódka była szeroka jak Wisła! Pływały po niej łodzie, choć tak jakby nie dotykały lustra wody, a unosiły się tuż nad taflą. Poszli dalej. Wzdłuż koryta rzeki kiedyś można było dojść do Helenowa, ale teraz znajdował się tu… port.
Najprawdziwszy port! Nazywał się port Helenów. Wielka tablica mówiła:
Tu kiedyś znajdował się park Helenów. Dzięki zmianie w 2020 roku nazwa Łódź nabrała nowego znaczenia.
Od tego czasu jest to port Helenów. Nazwa nadal upamiętnia żonę Ludwika Anstadta – Helenę. To dla niej kochający mąż założył park w 1881 r. Kiedyś był to najbardziej elegancki park w Łodzi, dzisiaj jest to najpiękniejszy port w Europie, a może i na świecie.
Amelka była zaskoczona. Ale spodobało jej się to, co widzi.
– Patrz Turkusku, zmiana nastąpiła w 2020 roku! Czyli musimy jeszcze trochę poczekać!
– Tak, tak – uśmiechnęła się rybka.
– Może państwa podwieźć? – zapytał ich wioślarz. – Pokażę wam co nieco. Jestem przewodnikiem po Łodzi w łodzi! Mam na imię Włodzimierz, dla przyjaciół Włodek.
– Hahaha – zaśmiała się Amelka. – Po Łodzi w łodzi. Dobre. Z przyjemnością!
Raz, dwa wskoczyli do łódki!
– A skąd państwo do nas przyjechali?
– Jesteśmy z daleka… Dawno nie byliśmy w Łodzi.
– Nooo, to dużo się tu zmieniło… Te wszystkie zmiany są od 2020. To był trudny rok, pewnie wiecie to z książek. Różne choroby, problemy. Obawialiśmy się, że będzie coraz gorzej, aż tu nagle wszystko się zmieniło! I to za sprawą pewnej młodej dziewczyny!
– Ale, ale... Tymczasem dopłynęliśmy do parku śledzia. Dawno temu znajdował się tu targ rybny, dlatego łodzianie tak nazwali park. A potem nagle po 2020 roku zaczęły tu przypływać śledzie. Nie wiedzieliśmy, co robić, bo czuły się tutaj jak u siebie. W końcu było ich tu tyle, że miast musiało przerobić okoliczne bloki na wielkie śledziowe akwaria. Teraz to wielka atrakcja Łodzi, zobaczcie.
I faktycznie! W miejscu, gdzie kiedyś stały bloki, teraz były akwaria – na osiem pięter. Wszędzie pływały zadowolone śledzie! Coś niesamowitego!
Pan Włodek uśmiechał się szeroko: – Przed nami jeszcze jedna atrakcja. Patrzcie uważnie!
Nagle, jak na jakąś magiczną komendę, śledzie dopłynęły pod sam dach akwarium i zaczęły tańczyć, układać się w różne, wzory, tak jakby opowiadały jakąś historię. Wyglądało to niesamowicie.
Amelka śmiała się na głos, a Turkusek stał jak oniemiały. Nie wiedział, że ryby potrafią tańczyć synchronicznie!
– Płyniemy dalej, przed nami jeszcze dużo atrakcji. A to jest…
– Manufaktura! – wykrzyknęli zgodnie!
– Tak jest. Manufaktura za bardzo się nie zmieniła, bo łodzianie bardzo ją lubią. Jedyne, co się tam znajduje, to dużo sklepów z żywnością dla rybek, bo musicie wiedzieć, że bardzo lubimy ryby. Ale nie jeść. Nie, nie! Lubimy z nimi być, przyjaźnić się. Wszystko przez to, co
wydarzyło się w 2020 roku. A było to tak… O, patrzcie! To pałac Poznańskiego. Kiedyś należał do największego żydowskiego fabrykanta w Łodzi, potem przez lata mieściło się tu Muzeum Miasta Łodzi, a dzisiaj jest Muzeum Wielkich Ryb! W naszej historii było kilka ryb, które wpłynęły na losy miasta.
Płyniemy dalej, do placu Wolności Wody. To miejsce kiedyś wyglądało zupełnie inaczej. Na środku do dzisiaj stoi pomnik Tadeusza Kościuszki, ten sam od 1960! Plac ma nietypowy kształt oktagonalny. Ulice odchodzą tutaj w cztery strony świata – na północ jest Północna, na wschód – Wschodnia, na Zachód – Zachodnia, a na Południe…
– Południowa – powiedzieli zgodnie.
– Nie! Rewolucji 1905! Ale kiedyś nazywała się Południowa. Wszystko się zgadza. – Pan Włodzimierz uśmiechnął się szeroko. Na starych zdjęciach, z 2019 roku i tych wcześniejszych, to miejsce wyglądało bardzo smutno. Było u dużo aut, murki się sypały, fontanna zakochanych nie działała. Miasto planowało wielki remont tego miejsca. Na zdjęciach było dużo zieleni, fontanna, ale 2020 rok wszystko zmienił. W 2070, na 50-lecie Zmiany, zmieniono nazwę na plac Wolności Wody. I nadal jest to jedyny taki plac na świecie!
Wypłynęli ulicą Nowomiejską prosto na plac. WOW! Faktycznie czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Wszędzie była woda. Woda zakręcała na rondzie, płynęła pod prąd, po niej sunął wodny tramwaj.
– W 1898 roku w tym miejscu wyjechał na ulice pierwszy tramwaj elektryczny w Łodzi, a w 2022 roku ten sukces powtórzył pierwszy wodny tramwaj w Polsce! Cudownie historia wodą się toczy.
Nad placem był prawdziwy ogród. Były tam alejki i mnóstwo kwiatów, we wszystkich kolorach świata… Amelka uwielbia kwiaty. Przypomniała sobie, że kiedyś była tu z tatą, który pokazywał jej to miejsce. Wyobrażali sobie, że wszędzie rosną kwiaty. I są. Do tego nie trzeba ich podlewać, bo czerpią wodę z placu Wolności Wody. Pan Włodzimierz nie ukrywał zachwytu – to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Uwielbiam tu przypływać. Zawsze odkryję coś ciekawego. O, zobaczcie, jakie kolorowe ptaki!
Coś pięknego.
Turkusek wyglądał, jakby chciał tu zostać na zawsze. Amelka spojrzała na niego i wszystko stało się jasne. Nie mogą się rozdzielić! Muszą odkrywać Łódź dalej.
– Teraz musimy wysiąść z łódki. Pora na spacer ulicą Piotrkowską!
Zatrzymali się na przystanku dla łódek pod kościołem, który wcale się nie zmienił. Wyglądał, jakby jego remont zakończył się wczoraj.
– Kiedyś tu był przystanek autobusów, a teraz łódek – pan Włodek pomógł im wyjść, potem nacisnął niebieski przycisk i łódka złożyła się do wielkości plecaka…
– Pewnie ciężkie? – zapytała z troską Amelka.
– Wcale nie! Po tym, co się wydarzyło w 2020 roku, studenci Politechniki Łódzkiej wynaleźli najlżejsze tworzywo do robienia łódek i samolotów na świecie. Dzięki nim lotnisko w Łodzi było najpopularniejsze w Polsce, a łódki? Sami widzicie. Od 2020 roku każdy w Łodzi ma łódkę. Czasami przypadają nawet dwie lub trzy na rodzinę. I nie ma problemu z parkingami,
bo każdy może ją sobie zabrać do domu. Ale teraz idziemy na spacer. W Łodzi może się zmienić dużo, ale nie Piotrkowska. To nasza ukochana ulica i tak było zawsze. Jedyne, co zmieniliśmy, to jezdnia. Spójrzcie w dół.
Pod ulicą Piotrkowską płynęła rzeka. Można było ją obserwować przez ogromną szybę położoną od ściany do ściany.
Dopiero teraz Amelka zauważyła, że nie ma tu żadnych aut! Nie śmierdzi spalinami, powietrze jest czyste.
– Panie Włodku, a co się wydarzyło w 2020 roku?
– A to jeszcze nie powiedziałem? No widzisz, przewodnicy lubią tak opowiadać dookoła…
A zatem w 2020 roku w Łodzi zaszła ogromna zmiana. Wszystko za sprawą dziewczynki, która mieszkała na Stokach. Miała tylko 8 lat, a zmieniła Łódź i to w ciągu jednej chwili. Miała na imię… Aaaaa, ale ze mnie gapa! Zapomniałbym wam coś pokazać! Zobaczcie, to jest największy pomnik na świecie!
Ma on tyle wysokości, ile lat ma ulica Piotrkowska, czyli…276 cm! Co roku dodajemy tutaj jeden kafelek, ta tradycja ma już 91 lat. Mam nadzieję, że nigdy nie przestaniemy…
A teraz zobaczcie to. To kiedyś był pasaż Róży.
– Tak! Byłam tu! – Amelka zapamiętała dokładnie podwórko wyłożone tysiącami lusterek. W środku było jak w diamencie.
– Po 2020 roku miasto bardzo się wzbogaciło. Wyłożyliśmy kamienicę prawdziwymi diamentami!
– WOOOW! Teraz Amelka wyglądała, jakby chciała tu zostać na zawsze! Cała kamienica przy Piotrkowskiej 3 lśniła. Nie tylko podwórko, ale cała kamienica z przodu, z boku, z tyłu pokryta była diamentami!
Pan Włodek dał im specjalne okulary, bo podobno od dłuższego patrzenia miało się mroczki przed oczami, jak od patrzenia w słońce.
– I nie ma tu policji, nikt nie próbuje tego ukraść?
Pan Włodzimierz się zaśmiał: – Nie no, co wy. Mieszkańcom Łodzi niczego nie brakuje. Po co komu diamenty, brylanty. Od 2020 roku jesteśmy najszczęśliwszym miastem w Polsce!
– A skończy pan historię o tej dziewczynce? – poprosiła Amelka.
– A! Bo nie skończyłem! Już kończę, ale najpierw zawołam rikszę, żebyśmy mogli przejechać się po Piotrkowskiej. Czasami trzeba trochę poczekać, bo rower i riksza to popularny środek transportu, ale zaraz ktoś przyjedzie. O, już jest!
Podjechała riksza, którą prowadził uśmiechnięty pan w koszulce z rikszą na wodzie. Amelka czuła, że rozumie coraz mniej… No ale nic to, bardzo jej się podobało to, co widzi!
Rikszarz na prośbę pana Włodka zatrzymał się pod „Magdą”, starym domem handlowym. Amelce on się nie podobał. Był zawsze brudny i zniszczony, ale nie teraz. W Łodzi 2099 roku Magda była wodospadem. Tak jest! Już nie była sklepem, gdzie można było kupić chińską odzież czy coś do jedzenia albo lakier do paznokci. Była wodospadem Magdarą, na cześć wodospadu na granicy USA i Kanady.
– Robi wrażenie. – Turkusek wszedł jej prawie pod pachę. Bał się, że siła wody go porwie, ale wodospad był tak skonstruowany, że było widać i sklep, a woda odbijała się delikatnie o plac przed budynkiem.
Amelka była zachwycona: – Jak to jest zrobione? – zapytała.
– To wielka tajemnica Łodzi – uśmiechnął się pan Włodzimierz. – Co powiecie na coś słodkiego? Mamy też coś dla rybek!
– O tak! Z przyjemnością – odpowiedź mogła być tylko jedna!
To jedziemy! Riksza zawiozła ich dalej Pietrynką. Mijali piękne kamienice, wszędzie było też dużo zieleni. Każda ulica wyglądała pięknie. Zielona była cała ulica Zielona. Ale dosłownie cała: chodniki, jezdnia, budynki, latarnie, kosze na śmieci, ławki. Było tu chyba ze 100 odcieni zielonego.
6 sierpnia i Traugutta wyglądały bardzo podobnie, jak za czasów Amelki. Było tam tylko więcej wody i kwiatów.
Na rogu Moniuszki i Piotrkowskiej stała wielka kamienica. Napis na niej głosił: KAWIARNIA U ROSZKOWSKIEGO. Pan Włodek wyjaśnił im, że kiedyś, dawno temu, jeszcze w XIX wieku, znajdowała się tu ogromna cukiernia, w której spotykała się cała Łódź. To tutaj siedział pisarz Reymont i pisał Ziemię obiecaną, najsłynniejszą książkę o Łodzi. Miasto postanowiło przywrócić najlepsze lata tego miejsca.
Musieli tylko odpowiednio się ubrać. Na parterze była wielka przebieralnia. Amelka dostała niebieską suknię z koronki, białe rękawiczki i kapelusz, pan Włodek założył czarny surdut, a Turkusek dostał monokl i cylinder! Wyglądali, jak z innego świata.
– Panienka pozwoli? – pan Włodek podał Amelce ramię i weszli na pierwsze piętro. Było tam 66 sal, w każdej coś innego. W jednej rurki z różnymi kremami, w drugiej eklerki, w trzeciej ciastka czekoladowe, w kolejnej torty śmietankowe, w następnej czekoladowe ciasta z kremem, obok czekoladowe ciasta bez kremu. Były też placki z rabarbarem, drożdżówki, sala z jabłkami w karmelu, z bezami małymi, z czekoladowymi jajkami, z malinami w syropie…
Uff! Aż się kręci w głowie!
Na kolejnym piętrze mieściło się tylko 65 pokoi. Za to wszystkie z lodami! Każdy smak świata! Amelka uwielbia lody, ale podjąć decyzję w takim miejscu to nie lada sztuka.
– Te lody robione są na łódzkiej wodzie. A że łódzka woda najlepsza, to każdy jest pyszny.
– Ale ja nie wiem, który chcę… Wszystkie wyglądają super.
– Spróbuj ten. To smak jednorożcowy łączący wszystkie smaki tych lodów w jeden.
Amelka spróbowała i faktycznie! Czuła czekoladę, truskawki, jabłka, pistacje, jagody, śmietankę… Normalnie wszystkie smaki świata!
– To ty, Amelko, tutaj jedz, a ja zaprowadzę Turkuska na piętro dla rybek.
Na trzecim piętrze były 64 sale. W każdej była inna karma, dla innej rybki, zgodnie z tym, co lubi i może jeść. Turkusek nie zastanawiał się ani chwili. Dokładnie wiedział, co zamówi. Poprawił monokl, zdjął cylinder, bo przecież nie wypada jeść w nakryciu głowy i zaczął jeść. Gdyby miał uszy, to na pewno by mu się trzęsły!
Najedzona ekipa zachwycała się pięknymi salami kawiarni u Roszkowskiego, Amelka żałowała, że nie było czegoś takiego za jej czasów.
– Panie Włodku, a może tutaj dokończy pan historię o 2020 roku?
– A oczywiście! Tak jak mówiłem, to był trudny rok: choroby, problemy. Wszyscy byli źli i zmartwieni, aż tu nagle, we wrześniu 2020 wszystko się zmieniło. I to za sprawą dziewczynki, która miała 8 lat! Miała na imię…
– Włodzimierz? Włodziu? To Ty? – usłyszeli nagle.
– Ja! A któż inny! – odpowiedział pan Włodek. Amelka przestała wierzyć, że uda się jej usłyszeć tę historię do końca…
– Pan profesor? Nie wierzę! To mój kolega ze szkolnej ławy, Włodzisław!
– Kupę lat przyjacielu, opowiadaj szybko co u ciebie, bo – jak widzisz – jestem w pracy. Oprowadzam panienkę i jej przyjaciela Turkuska.
– Hmm, ciekawe. Nie przypominają ci nikogo? Uczyliśmy o podobnej parze na lekcji historii… – powiedział Włodzisław.
- Faktycznie! Ale to zbieg okoliczności. Nasza Amelka, która odmieniła Łódź, ma przecież 87 lat! A mój gość zaledwie 8. Widzisz, że to przypadek.
Amelka słuchała ich uważnie, poczuła ścisk w brzuchu, przecież nie może im powiedzieć, że pochodzi z przeszłości i że jest tu tylko na chwilę…
– Włodzisław, zadzwoń do mnie, numer mam ten sam co 2080. Spotkamy się na kawie i pogadamy. A teraz spływam, bo mam do pokazania jeszcze parę supermiejsc!
Na zewnątrz czekała na nich riksza, Amelka nadal czuła szczęście po lodzie jednorożcowym, a z drugiej strony zaciekawienie, o czym rozmawiali Włodzimierz z Włodzisławem.
– Panie Włodku, a o czym mówił pana przyjaciel?
– A to nic takiego, coś mu się pomyliło. Myślał, że jesteś naszą największą bohaterką. Wprawdzie jesteś podobna, to prawda, ona też miała przyjaciela rybkę, ale to przecież niemożliwe.
Zaraz coś wam pokażę.
Riksza zatrzymała się przy ławeczce Tuwima. Amelka odruchowo pogłaskała poetę po nosie i pomyślała życzenie: „Chciałabym, żeby pan Włodek dokończył historię o dziewczynce ze Stoków”.
– Zobacz, tu siedzi najsłynniejszy łódzki poeta, Julian Tuwim. Ta ławeczka jest w tym miejscu od 1999 roku! Łodzianie kochają Tuwima i to miejsce od bardzo dawna. Po drugiej stronie ulicy stoi wielkie akwarium, w którym pływają kolorowe rybki, a obok stoi druga ławeczka. Z bardzo ważną osobą. To jest właśnie Amelka, która zmieniła losy Łodzi, oraz jej przyjaciel – mała rybka. Niestety nie wiemy, jaka. Są różne wersje. Na wszelki wypadek miłością obdarzyliśmy wszystkie rybki świata i w Łodzi obowiązuje całkowity zakaz jedzenia ryb!
Turkusek trochę się obraził, a Amelka patrzyła na pomnik i nie mogła uwierzyć! Faktycznie dziewczynka z ławeczki jest do niej podobna, ma dwa warkoczyki, nieśmiały uśmiech, jest dokładnie tak duża, jak ona…
– Ta rybka to turkusek – powiedziała zdecydowanie, a pan Włodek uśmiechnął się szeroko!
Panie Włodzimierzu musimy już iść! Dziękujemy panu za wszystko, za pokazanie nam ogromnej Łodzi! Jest pan najlepszym przewodnikiem na świecie!
ŁÓDŹ MOJĄ WIDZIAŁAM OGROMNĄ – powiedziała Amelka.
I nagle była w domu. Niedaleko jeździły auta, tata nadal pracował, a mama rozmawiała przez telefon. Ale miałam sen… Spojrzała na akwarium z Turkuskiem, który się w nią wpatrywał jak zaczarowany.
– Idę na rower – zawołała.
– Uważaj na siebie i nie jedź za daleko – zawołali chórem rodzice.
Amelka wyszła przed dom. Czuła się dziwnie, jak po długiej drzemce w upalny dzień.
Nawet nie chciało jej się jeździć rowerem, grzebała patykiem w ziemi, aż tu nagle…
Z dziury wytrysnęła woda! Amelka zaczęła kopać głębiej…
– Tato, mamo! Chyba coś znalazłam! Chodźcie szybko…
Wtedy zrozumiała. Wszystko ułożyło się w jedną całości. Amelka odkryła w Łodzi wodę, najczystszą i najzdrowszą na świecie. Wystarczyło tylko odkryć jej źródło, a reszta zrobiła się sama. Z ulic zniknęły samochody, powietrze zrobiło się czyste, ludzie mieli mniej zmartwień. Powstawały nowe budynki, było dużo pracy, ale lekkiej! Samoloty często przylatywały do Łodzi, pociągi się zatrzymywały. Łodzianie mieli gdzie odpoczywać! Całe miasto było pokryte kanałami, prawie jak Wenecja, ale ładniej. Było dużo zieleni. I wszyscy się do siebie uśmiechali. W końcu mieli powody. Wszystko dzięki Amelce!I
Amelka się nudziła, a bardzo tego nie lubiła. Tata był zajęty, mama rozmawiała z koleżanką przez telefon, nawet Mateusz nie miał dla niej czasu!
Kiedy nic się nie działo, Amelka czuła, jakby przez całe jej ciało przebiegał taki prąd, który zmusza ją do działania. Takie małe błyskawice, które napędzają wszystko dookoła.
A że Amelia była człowiekiem czynu, postanowiła wziąć się do roboty! Najpierw posprzątała wszystkie swoje zabawki. Lalki ułożyła od najmniejszej do największej, a książeczki – kolorami. Poukładała kredki, alfabetycznie ułożyła wszystkie swoje ciuchy. Miała przy tym mnóstwo zabawy. Nigdy nie słyszała, żeby ktoś w szafie układał ubrania od A jak apaszka i B jak bluzy przez G jak getry po S jak spodnie czy Z jak zimowe czapki!
Minęło dopiero 45 minut, a pokój wyglądał jak nowy!
– Co tu robić? – zapytała i westchnęła smutno.
– Pssst!
– Psssst! – usłyszała znowu. Dziwne, w pokoju była przecież sama.
– Halo, Amelka, no chodź. – Nie ma co ukrywać, że Amelia trochę się przestraszyła. Wyjrzała przez okno – nikogo nie było, ale czuła, że nie jest sama. Czuła na sobie czyjś wzrok.
– Amelka, to ja! Turkusek!
Turkusek! Przecież to niemożliwe…
Turkusek był rybką. A przecież ryby głosu nie mają… Ale Amelia wyraźnie słyszała!
– Tak? Turkusek? To ty mówisz?
– No mówię, nigdy się nie przyznawałem, bo generalnie to nie jestem zbytnio rozmowny. Ale widzę, że trochę jesteś smutna i się nudzisz, to pomyślałem – pogadamy.
– Ale super! – Amelka była bardzo podekscytowana. – Opowiesz mi coś o sobie?
– O mnie? To bardzo długa historia, ja nie jestem normalną rybą. Jestem rybą zaczarowaną, jestem strażnikiem Łodzi! Zostałem nim bardzo dawno temu i mam pilnować, żeby w naszym mieście ciągle coś się działo, żeby nie było nudy. Bo nuda jest straszna. Jak jest nudno, to ludzie zamieniają się w takie kukiełki i cały dzień potrafią siedzieć przed telewizorem lub komputerem. I są wtedy bardzo zmęczeni, nie uśmiechają się. A to pociąga za sobą kolejne konsekwencje… Brak uśmiechu to brak energii. Na świecie robi się szaro, wszyscy są niemili, nie ufają sobie. Trudno potem jest wrócić do normalnego kolorowego życia. Oj, mówię ci, ciężka jest moja praca. A właściwie to była, bo od niedawna jestem na zasłużonej emeryturze. Szef mnie wysłał do ciebie, bo tu jest fajnie. Ciągle coś robisz, wymyślasz, śmiejesz się, bawisz z Natalią lub Kają. Uwielbiam słuchać, jak planujesz z rodzicami kolejne wycieczki lub idziecie na spacer. Ale teraz mam nową misję. Trochę się denerwuję, bo tam mnie jeszcze nie było… Jak się dobrze zastanowić, to chyba nikogo z nas. Pójdziesz ze mną?
Będę się lepiej czuł.
– Oczywiście! Mam coś wziąć?
– Tak. Zegarek. I nic więcej. Teraz musisz tylko zamknąć oczy i powiedzieć: ŁÓDŹ MOJĄ WIDZĘ OGROMNĄ!
Amelka nie czekała długo:
– ŁÓDŹ MOJĄ WIDZĘ OGROMĄ! – krzyknęła. Zegarek zaczął szaleć, czas płynął bardzo szybko…
I nagle znalazła się w zupełnie innym świecie. Wszystko wyglądało inaczej, chociaż nie miała wątpliwości – jest w Łodzi.
– Gdzie my jesteśmy?
– W Łodzi. Ale właściwe pytanie brzmi: kiedy?
– Jak to?
– Tak, jesteśmy w Łodzi w 2099 roku. Mówiłem ci, że nie jestem zwykłą rybką. Jest nas wielu na całym świecie. Pilnujemy porządku istnienia. Dostaliśmy zaszyfrowaną wiadomość, że bardzo dużo zmienisz w Łodzi. Dzięki tobie będzie to inne miasto. Dostałem rozkaz, żeby pokazać ci, jak Łódź będzie wyglądała kiedyś. Podobno wszystko zrozumiesz, ale w swoim czasie.
– Ale, ale… mam dopiero 8 lat! Uwielbiam lody, wygłupy z Kają i Natalką, spacery po Łagiewnikach… Ja mam zmienić Łódź?
– Nie ma czego się bać! Chodź, zobaczymy, jak to miasto wygląda teraz… Gdzie najpierw?
– To może do Parku Ocalałych. Bardzo lubię to miejsce.
Amelka często chodziła do tego parku. Uwielbiała wchodzić na kopiec Karskiego, z którego rozciągał się widok na zielone Bałuty. Lubiła podziwiać pachnące róże, patrzeć, jak rosną drzewa. Tata opowiadał jej, że to miejsce jest dla łodzian, którzy musieli z Łodzi wyjechać. I którzy nigdy nie wrócili. Kiedyś nawet pracował tutaj cały dzień, bo podobno jest tu dobra energia i dobrze się myśli.
W 2099 park wyglądał trochę inaczej. Był jakby większy, drzewa były bardzo wysokie, a Centrum Dialogu miało 17 pięter! A kopiec Karskiego był ogromny jak góra!
Drzewa także urosły. Amelka pamięta, że biegała między nimi. Teraz wyglądały jak prawdziwy las!
Na szczęście energia się nie zmieniła. Tata miał rację, tu jest coś magicznego…
Turkusek był zachwycony rzeką. I to nie byle jaką. Łódka była szeroka jak Wisła! Pływały po niej łodzie, choć tak jakby nie dotykały lustra wody, a unosiły się tuż nad taflą. Poszli dalej. Wzdłuż koryta rzeki kiedyś można było dojść do Helenowa, ale teraz znajdował się tu… port.
Najprawdziwszy port! Nazywał się port Helenów. Wielka tablica mówiła:
Tu kiedyś znajdował się park Helenów. Dzięki zmianie w 2020 roku nazwa Łódź nabrała nowego znaczenia.
Od tego czasu jest to port Helenów. Nazwa nadal upamiętnia żonę Ludwika Anstadta – Helenę. To dla niej kochający mąż założył park w 1881 r. Kiedyś był to najbardziej elegancki park w Łodzi, dzisiaj jest to najpiękniejszy port w Europie, a może i na świecie.
Amelka była zaskoczona. Ale spodobało jej się to, co widzi.
– Patrz Turkusku, zmiana nastąpiła w 2020 roku! Czyli musimy jeszcze trochę poczekać!
– Tak, tak – uśmiechnęła się rybka.
– Może państwa podwieźć? – zapytał ich wioślarz. – Pokażę wam co nieco. Jestem przewodnikiem po Łodzi w łodzi! Mam na imię Włodzimierz, dla przyjaciół Włodek.
– Hahaha – zaśmiała się Amelka. – Po Łodzi w łodzi. Dobre. Z przyjemnością!
Raz, dwa wskoczyli do łódki!
– A skąd państwo do nas przyjechali?
– Jesteśmy z daleka… Dawno nie byliśmy w Łodzi.
– Nooo, to dużo się tu zmieniło… Te wszystkie zmiany są od 2020. To był trudny rok, pewnie wiecie to z książek. Różne choroby, problemy. Obawialiśmy się, że będzie coraz gorzej, aż tu nagle wszystko się zmieniło! I to za sprawą pewnej młodej dziewczyny!
– Ale, ale... Tymczasem dopłynęliśmy do parku śledzia. Dawno temu znajdował się tu targ rybny, dlatego łodzianie tak nazwali park. A potem nagle po 2020 roku zaczęły tu przypływać śledzie. Nie wiedzieliśmy, co robić, bo czuły się tutaj jak u siebie. W końcu było ich tu tyle, że miast musiało przerobić okoliczne bloki na wielkie śledziowe akwaria. Teraz to wielka atrakcja Łodzi, zobaczcie.
I faktycznie! W miejscu, gdzie kiedyś stały bloki, teraz były akwaria – na osiem pięter. Wszędzie pływały zadowolone śledzie! Coś niesamowitego!
Pan Włodek uśmiechał się szeroko: – Przed nami jeszcze jedna atrakcja. Patrzcie uważnie!
Nagle, jak na jakąś magiczną komendę, śledzie dopłynęły pod sam dach akwarium i zaczęły tańczyć, układać się w różne, wzory, tak jakby opowiadały jakąś historię. Wyglądało to niesamowicie.
Amelka śmiała się na głos, a Turkusek stał jak oniemiały. Nie wiedział, że ryby potrafią tańczyć synchronicznie!
– Płyniemy dalej, przed nami jeszcze dużo atrakcji. A to jest…
– Manufaktura! – wykrzyknęli zgodnie!
– Tak jest. Manufaktura za bardzo się nie zmieniła, bo łodzianie bardzo ją lubią. Jedyne, co się tam znajduje, to dużo sklepów z żywnością dla rybek, bo musicie wiedzieć, że bardzo lubimy ryby. Ale nie jeść. Nie, nie! Lubimy z nimi być, przyjaźnić się. Wszystko przez to, co
wydarzyło się w 2020 roku. A było to tak… O, patrzcie! To pałac Poznańskiego. Kiedyś należał do największego żydowskiego fabrykanta w Łodzi, potem przez lata mieściło się tu Muzeum Miasta Łodzi, a dzisiaj jest Muzeum Wielkich Ryb! W naszej historii było kilka ryb, które wpłynęły na losy miasta.
Płyniemy dalej, do placu Wolności Wody. To miejsce kiedyś wyglądało zupełnie inaczej. Na środku do dzisiaj stoi pomnik Tadeusza Kościuszki, ten sam od 1960! Plac ma nietypowy kształt oktagonalny. Ulice odchodzą tutaj w cztery strony świata – na północ jest Północna, na wschód – Wschodnia, na Zachód – Zachodnia, a na Południe…
– Południowa – powiedzieli zgodnie.
– Nie! Rewolucji 1905! Ale kiedyś nazywała się Południowa. Wszystko się zgadza. – Pan Włodzimierz uśmiechnął się szeroko. Na starych zdjęciach, z 2019 roku i tych wcześniejszych, to miejsce wyglądało bardzo smutno. Było u dużo aut, murki się sypały, fontanna zakochanych nie działała. Miasto planowało wielki remont tego miejsca. Na zdjęciach było dużo zieleni, fontanna, ale 2020 rok wszystko zmienił. W 2070, na 50-lecie Zmiany, zmieniono nazwę na plac Wolności Wody. I nadal jest to jedyny taki plac na świecie!
Wypłynęli ulicą Nowomiejską prosto na plac. WOW! Faktycznie czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Wszędzie była woda. Woda zakręcała na rondzie, płynęła pod prąd, po niej sunął wodny tramwaj.
– W 1898 roku w tym miejscu wyjechał na ulice pierwszy tramwaj elektryczny w Łodzi, a w 2022 roku ten sukces powtórzył pierwszy wodny tramwaj w Polsce! Cudownie historia wodą się toczy.
Nad placem był prawdziwy ogród. Były tam alejki i mnóstwo kwiatów, we wszystkich kolorach świata… Amelka uwielbia kwiaty. Przypomniała sobie, że kiedyś była tu z tatą, który pokazywał jej to miejsce. Wyobrażali sobie, że wszędzie rosną kwiaty. I są. Do tego nie trzeba ich podlewać, bo czerpią wodę z placu Wolności Wody. Pan Włodzimierz nie ukrywał zachwytu – to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Uwielbiam tu przypływać. Zawsze odkryję coś ciekawego. O, zobaczcie, jakie kolorowe ptaki!
Coś pięknego.
Turkusek wyglądał, jakby chciał tu zostać na zawsze. Amelka spojrzała na niego i wszystko stało się jasne. Nie mogą się rozdzielić! Muszą odkrywać Łódź dalej.
– Teraz musimy wysiąść z łódki. Pora na spacer ulicą Piotrkowską!
Zatrzymali się na przystanku dla łódek pod kościołem, który wcale się nie zmienił. Wyglądał, jakby jego remont zakończył się wczoraj.
– Kiedyś tu był przystanek autobusów, a teraz łódek – pan Włodek pomógł im wyjść, potem nacisnął niebieski przycisk i łódka złożyła się do wielkości plecaka…
– Pewnie ciężkie? – zapytała z troską Amelka.
– Wcale nie! Po tym, co się wydarzyło w 2020 roku, studenci Politechniki Łódzkiej wynaleźli najlżejsze tworzywo do robienia łódek i samolotów na świecie. Dzięki nim lotnisko w Łodzi było najpopularniejsze w Polsce, a łódki? Sami widzicie. Od 2020 roku każdy w Łodzi ma łódkę. Czasami przypadają nawet dwie lub trzy na rodzinę. I nie ma problemu z parkingami,
bo każdy może ją sobie zabrać do domu. Ale teraz idziemy na spacer. W Łodzi może się zmienić dużo, ale nie Piotrkowska. To nasza ukochana ulica i tak było zawsze. Jedyne, co zmieniliśmy, to jezdnia. Spójrzcie w dół.
Pod ulicą Piotrkowską płynęła rzeka. Można było ją obserwować przez ogromną szybę położoną od ściany do ściany.
Dopiero teraz Amelka zauważyła, że nie ma tu żadnych aut! Nie śmierdzi spalinami, powietrze jest czyste.
– Panie Włodku, a co się wydarzyło w 2020 roku?
– A to jeszcze nie powiedziałem? No widzisz, przewodnicy lubią tak opowiadać dookoła…
A zatem w 2020 roku w Łodzi zaszła ogromna zmiana. Wszystko za sprawą dziewczynki, która mieszkała na Stokach. Miała tylko 8 lat, a zmieniła Łódź i to w ciągu jednej chwili. Miała na imię… Aaaaa, ale ze mnie gapa! Zapomniałbym wam coś pokazać! Zobaczcie, to jest największy pomnik na świecie!
Ma on tyle wysokości, ile lat ma ulica Piotrkowska, czyli…276 cm! Co roku dodajemy tutaj jeden kafelek, ta tradycja ma już 91 lat. Mam nadzieję, że nigdy nie przestaniemy…
A teraz zobaczcie to. To kiedyś był pasaż Róży.
– Tak! Byłam tu! – Amelka zapamiętała dokładnie podwórko wyłożone tysiącami lusterek. W środku było jak w diamencie.
– Po 2020 roku miasto bardzo się wzbogaciło. Wyłożyliśmy kamienicę prawdziwymi diamentami!
– WOOOW! Teraz Amelka wyglądała, jakby chciała tu zostać na zawsze! Cała kamienica przy Piotrkowskiej 3 lśniła. Nie tylko podwórko, ale cała kamienica z przodu, z boku, z tyłu pokryta była diamentami!
Pan Włodek dał im specjalne okulary, bo podobno od dłuższego patrzenia miało się mroczki przed oczami, jak od patrzenia w słońce.
– I nie ma tu policji, nikt nie próbuje tego ukraść?
Pan Włodzimierz się zaśmiał: – Nie no, co wy. Mieszkańcom Łodzi niczego nie brakuje. Po co komu diamenty, brylanty. Od 2020 roku jesteśmy najszczęśliwszym miastem w Polsce!
– A skończy pan historię o tej dziewczynce? – poprosiła Amelka.
– A! Bo nie skończyłem! Już kończę, ale najpierw zawołam rikszę, żebyśmy mogli przejechać się po Piotrkowskiej. Czasami trzeba trochę poczekać, bo rower i riksza to popularny środek transportu, ale zaraz ktoś przyjedzie. O, już jest!
Podjechała riksza, którą prowadził uśmiechnięty pan w koszulce z rikszą na wodzie. Amelka czuła, że rozumie coraz mniej… No ale nic to, bardzo jej się podobało to, co widzi!
Rikszarz na prośbę pana Włodka zatrzymał się pod „Magdą”, starym domem handlowym. Amelce on się nie podobał. Był zawsze brudny i zniszczony, ale nie teraz. W Łodzi 2099 roku Magda była wodospadem. Tak jest! Już nie była sklepem, gdzie można było kupić chińską odzież czy coś do jedzenia albo lakier do paznokci. Była wodospadem Magdarą, na cześć wodospadu na granicy USA i Kanady.
– Robi wrażenie. – Turkusek wszedł jej prawie pod pachę. Bał się, że siła wody go porwie, ale wodospad był tak skonstruowany, że było widać i sklep, a woda odbijała się delikatnie o plac przed budynkiem.
Amelka była zachwycona: – Jak to jest zrobione? – zapytała.
– To wielka tajemnica Łodzi – uśmiechnął się pan Włodzimierz. – Co powiecie na coś słodkiego? Mamy też coś dla rybek!
– O tak! Z przyjemnością – odpowiedź mogła być tylko jedna!
To jedziemy! Riksza zawiozła ich dalej Pietrynką. Mijali piękne kamienice, wszędzie było też dużo zieleni. Każda ulica wyglądała pięknie. Zielona była cała ulica Zielona. Ale dosłownie cała: chodniki, jezdnia, budynki, latarnie, kosze na śmieci, ławki. Było tu chyba ze 100 odcieni zielonego.
6 sierpnia i Traugutta wyglądały bardzo podobnie, jak za czasów Amelki. Było tam tylko więcej wody i kwiatów.
Na rogu Moniuszki i Piotrkowskiej stała wielka kamienica. Napis na niej głosił: KAWIARNIA U ROSZKOWSKIEGO. Pan Włodek wyjaśnił im, że kiedyś, dawno temu, jeszcze w XIX wieku, znajdowała się tu ogromna cukiernia, w której spotykała się cała Łódź. To tutaj siedział pisarz Reymont i pisał Ziemię obiecaną, najsłynniejszą książkę o Łodzi. Miasto postanowiło przywrócić najlepsze lata tego miejsca.
Musieli tylko odpowiednio się ubrać. Na parterze była wielka przebieralnia. Amelka dostała niebieską suknię z koronki, białe rękawiczki i kapelusz, pan Włodek założył czarny surdut, a Turkusek dostał monokl i cylinder! Wyglądali, jak z innego świata.
– Panienka pozwoli? – pan Włodek podał Amelce ramię i weszli na pierwsze piętro. Było tam 66 sal, w każdej coś innego. W jednej rurki z różnymi kremami, w drugiej eklerki, w trzeciej ciastka czekoladowe, w kolejnej torty śmietankowe, w następnej czekoladowe ciasta z kremem, obok czekoladowe ciasta bez kremu. Były też placki z rabarbarem, drożdżówki, sala z jabłkami w karmelu, z bezami małymi, z czekoladowymi jajkami, z malinami w syropie…
Uff! Aż się kręci w głowie!
Na kolejnym piętrze mieściło się tylko 65 pokoi. Za to wszystkie z lodami! Każdy smak świata! Amelka uwielbia lody, ale podjąć decyzję w takim miejscu to nie lada sztuka.
– Te lody robione są na łódzkiej wodzie. A że łódzka woda najlepsza, to każdy jest pyszny.
– Ale ja nie wiem, który chcę… Wszystkie wyglądają super.
– Spróbuj ten. To smak jednorożcowy łączący wszystkie smaki tych lodów w jeden.
Amelka spróbowała i faktycznie! Czuła czekoladę, truskawki, jabłka, pistacje, jagody, śmietankę… Normalnie wszystkie smaki świata!
– To ty, Amelko, tutaj jedz, a ja zaprowadzę Turkuska na piętro dla rybek.
Na trzecim piętrze były 64 sale. W każdej była inna karma, dla innej rybki, zgodnie z tym, co lubi i może jeść. Turkusek nie zastanawiał się ani chwili. Dokładnie wiedział, co zamówi. Poprawił monokl, zdjął cylinder, bo przecież nie wypada jeść w nakryciu głowy i zaczął jeść. Gdyby miał uszy, to na pewno by mu się trzęsły!
Najedzona ekipa zachwycała się pięknymi salami kawiarni u Roszkowskiego, Amelka żałowała, że nie było czegoś takiego za jej czasów.
– Panie Włodku, a może tutaj dokończy pan historię o 2020 roku?
– A oczywiście! Tak jak mówiłem, to był trudny rok: choroby, problemy. Wszyscy byli źli i zmartwieni, aż tu nagle, we wrześniu 2020 wszystko się zmieniło. I to za sprawą dziewczynki, która miała 8 lat! Miała na imię…
– Włodzimierz? Włodziu? To Ty? – usłyszeli nagle.
– Ja! A któż inny! – odpowiedział pan Włodek. Amelka przestała wierzyć, że uda się jej usłyszeć tę historię do końca…
– Pan profesor? Nie wierzę! To mój kolega ze szkolnej ławy, Włodzisław!
– Kupę lat przyjacielu, opowiadaj szybko co u ciebie, bo – jak widzisz – jestem w pracy. Oprowadzam panienkę i jej przyjaciela Turkuska.
– Hmm, ciekawe. Nie przypominają ci nikogo? Uczyliśmy o podobnej parze na lekcji historii… – powiedział Włodzisław.
- Faktycznie! Ale to zbieg okoliczności. Nasza Amelka, która odmieniła Łódź, ma przecież 87 lat! A mój gość zaledwie 8. Widzisz, że to przypadek.
Amelka słuchała ich uważnie, poczuła ścisk w brzuchu, przecież nie może im powiedzieć, że pochodzi z przeszłości i że jest tu tylko na chwilę…
– Włodzisław, zadzwoń do mnie, numer mam ten sam co 2080. Spotkamy się na kawie i pogadamy. A teraz spływam, bo mam do pokazania jeszcze parę supermiejsc!
Na zewnątrz czekała na nich riksza, Amelka nadal czuła szczęście po lodzie jednorożcowym, a z drugiej strony zaciekawienie, o czym rozmawiali Włodzimierz z Włodzisławem.
– Panie Włodku, a o czym mówił pana przyjaciel?
– A to nic takiego, coś mu się pomyliło. Myślał, że jesteś naszą największą bohaterką. Wprawdzie jesteś podobna, to prawda, ona też miała przyjaciela rybkę, ale to przecież niemożliwe.
Zaraz coś wam pokażę.
Riksza zatrzymała się przy ławeczce Tuwima. Amelka odruchowo pogłaskała poetę po nosie i pomyślała życzenie: „Chciałabym, żeby pan Włodek dokończył historię o dziewczynce ze Stoków”.
– Zobacz, tu siedzi najsłynniejszy łódzki poeta, Julian Tuwim. Ta ławeczka jest w tym miejscu od 1999 roku! Łodzianie kochają Tuwima i to miejsce od bardzo dawna. Po drugiej stronie ulicy stoi wielkie akwarium, w którym pływają kolorowe rybki, a obok stoi druga ławeczka. Z bardzo ważną osobą. To jest właśnie Amelka, która zmieniła losy Łodzi, oraz jej przyjaciel – mała rybka. Niestety nie wiemy, jaka. Są różne wersje. Na wszelki wypadek miłością obdarzyliśmy wszystkie rybki świata i w Łodzi obowiązuje całkowity zakaz jedzenia ryb!
Turkusek trochę się obraził, a Amelka patrzyła na pomnik i nie mogła uwierzyć! Faktycznie dziewczynka z ławeczki jest do niej podobna, ma dwa warkoczyki, nieśmiały uśmiech, jest dokładnie tak duża, jak ona…
– Ta rybka to turkusek – powiedziała zdecydowanie, a pan Włodek uśmiechnął się szeroko!
Panie Włodzimierzu musimy już iść! Dziękujemy panu za wszystko, za pokazanie nam ogromnej Łodzi! Jest pan najlepszym przewodnikiem na świecie!
ŁÓDŹ MOJĄ WIDZIAŁAM OGROMNĄ – powiedziała Amelka.
I nagle była w domu. Niedaleko jeździły auta, tata nadal pracował, a mama rozmawiała przez telefon. Ale miałam sen… Spojrzała na akwarium z Turkuskiem, który się w nią wpatrywał jak zaczarowany.
– Idę na rower – zawołała.
– Uważaj na siebie i nie jedź za daleko – zawołali chórem rodzice.
Amelka wyszła przed dom. Czuła się dziwnie, jak po długiej drzemce w upalny dzień.
Nawet nie chciało jej się jeździć rowerem, grzebała patykiem w ziemi, aż tu nagle…
Z dziury wytrysnęła woda! Amelka zaczęła kopać głębiej…
– Tato, mamo! Chyba coś znalazłam! Chodźcie szybko…
Wtedy zrozumiała. Wszystko ułożyło się w jedną całości. Amelka odkryła w Łodzi wodę, najczystszą i najzdrowszą na świecie. Wystarczyło tylko odkryć jej źródło, a reszta zrobiła się sama. Z ulic zniknęły samochody, powietrze zrobiło się czyste, ludzie mieli mniej zmartwień. Powstawały nowe budynki, było dużo pracy, ale lekkiej! Samoloty często przylatywały do Łodzi, pociągi się zatrzymywały. Łodzianie mieli gdzie odpoczywać! Całe miasto było pokryte kanałami, prawie jak Wenecja, ale ładniej. Było dużo zieleni. I wszyscy się do siebie uśmiechali. W końcu mieli powody. Wszystko dzięki Amelce!
Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/amelka.html
Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź
