Majka otworzyła oczka, wystawiła nogę spod kołdry i szybko schowała z powrotem!
O MAJI CO SZUKAŁA OLAFA
I
– Maja! Wstawaj! Już czas w drogę!
Majka otworzyła oczka, wystawiła nogę spod kołdry i szybko schowała z powrotem!
– Wstawaj! Trzeba iść! – głos był coraz głośniejszy.
Dziewczynka podniosła główkę i zobaczyła Misia Stefana gotowego do drogi. Zdziwiła się, bo nie pamięta, żeby umawiali się na wycieczkę. Od organizowania wycieczek zawsze był tata, który jest pilotem wycieczek i przewodnikiem.
Jednak Stefan wyglądał na zdenerwowanego. Lalki stały dookoła ze zmartwionymi minami. Coś się musiało stać!
– Co jest, Misiu? – dziewczynka, szybko wstała z łóżka i przytuliła ukochanego Stefanka.
Majeczka taka już była. Nawet jako bardzo mała dziewczynka martwiła się o innych i bardzo nie lubiła, gdy ktoś był smutny! Dlatego nie mogła pozwolić, żeby jej ukochane zabawki w piękną, słoneczną niedzielę miały takie miny!
– Olaf zniknął. Jeszcze wczoraj tu był. Maju, martwię się o niego. Powoli robi się ciepło, a wiesz, jaki on jest nieostrożny. Lubi wchodzić w dziwne miejsca. Zawsze mówił, że chciałby pojechać w podróż, a co się stanie, jeśli usiądzie po słonecznej stronie autobusu!
– Stefanku! O nic się nie martw! Ruszamy uratować Olafa!
Jeszcze nigdy wcześniej Majka nie ubrała się tak szybko! Szybko też zjadła śniadanie, chociaż trzeba przyznać, że nie była wielką fanką jedzenia, choć doskonale wiedziała, że musi mieć dużo siły, żeby odnaleźć przyjaciela. Zjadła dwa i pół naleśnika z dżemem malinowym. Mama była szczęśliwa i trochę zaskoczona. Tata się szeroko uśmiechał.
– Grzeczna dziewczynka – powiedział. Maja była zaskoczona. Wiedziała, że sprawa jest poważna! Nie ma co wybrzydzać. Była gotowa do drogi. Spakowali ze Stefankiem plecak: szczotka do włosów, plasterki w pingwinki, trochę kostek lodu dla Olafa, jabłko, soczek i balony. Byli gotowi.
II
Balony były bardzo potrzebne. Jakiś czas temu tata wrócił z wycieczki nad morze i przywiózł Majce balony, które kupił na ulicznym straganie od pewnego tajemniczego mężczyzny. Tata mówił, że choć ten mężczyzna stał pośrodku zatłoczonego rynku, nikt do niego nie podchodził, chociaż obok było mnóstwo ludzi i przy każdym stoisku stał tłum. Nie chciał od taty pieniędzy, powiedział tylko: Daj to córce, ona będzie wiedziała, co z tym zrobić.
Maja na początku nie wiedziała, o co chodzi. Jednak po usłyszeniu rewelacji o Olafie, wiedziała, że musi wziąć balony ze sobą!
Wyszli przed dom i Stefan nadmuchał pierwszy z dziesięciu balonów.
– Pufffff, uuuuuch, duuuch!
Nie uwierzycie! Czerwony balon był ogromny! Dziewczynka nie wiedziała, co się dzieje, ale wszystko miało czerwony kolor i pachniało… malinami! Balon był na tyle duży, że weszli do ogromnego plecaka Stefanka i pofrunęli nad miastem…
– Z góry wszystko lepiej widać – powiedział Misiu. Frunęli nad Łodzią. Widzieli rynek cały w czerwieni, czerwone domy, ulice, ludzi, którzy wyszli na niedzielny spacer i jedli lody – oczywiście truskawkowe. Ale ani śladu Olafa!
– Stefanku, musimy wylądować i zapytać kogoś, czy nie widział Olafa.
Wylądowali niedaleko placu Wolności, może tam ktoś go widział!
III
Stefanek schował czerwony balon do plecaka. Wszystko znowu było normalne.
– Może się jeszcze przyda – mruknął pod nosem.
Majka nagle zobaczyła swoją koleżankę Emilkę!
– Emilka! Emilka! Nie uwierzysz, co się stało! Okazało się, że Olaf zniknął. Jesteśmy ze Stefankiem w misji poszukiwawczej! Widziałaś może Olafa? Widziałaś?
Emilka patrzyła na Misia szeroko otwartymi oczami! Misja poszukiwawcza! To brzmi, jak super przygoda!
– Nie widziałam Olafa, ale wiem, gdzie może być! Chętnie pomogę! Chodźmy!
I poszły w stronę Piotrkowskiej, do najfajniejszej lodziarni w mieście, która nazywała się „Lody Bosko”. Dziewczynki dobrze znały o miejsce. Lubiły tam chodzić i – faktycznie – Maja raz była tam z zachwyconym Olafem. Olaf uwielbiał lody, chyba wiadomo dlaczego…
– Dzieeeń doobryyy – chórem zawołały dziewczynki.
Zza lady wyskoczyła kolorowo ubrana pani Asia: – Cześć dziewczynki! Cześć Stefanek! Co podać?
– Dzisiaj wyjątkowo nie przyszłyśmy na lody – powiedziała poważnie Emilka. – Chciałyśmy zapytać, czy widziała pani może przyjaciela Mai, bałwanka Olafa?
– Olafa? Tego śmiesznego bałwanka? No pewnie! Był u mnie godzinę temu. Zjadł ogromną porcję lodów i poszedł. Powiedział, że idzie na dworzec coś sprawdzić. Był
w doskonałym nastroju. Zjadł siedem różnych kulek, więc na jakiś czas mu wystarczy – zaśmiała się pani Asia.
– Aaaaa! – Maja i Stefanek aż podskoczyli z radości!
– Bardzo dziękujemy! Obiecujemy, niedługo przyjść do pani na deser, ale teraz lecimy szukać Olafa.
Maja ucałowała Emilkę, podziękowała jej za pomoc i pobiegła ze Stefankiem w stronę dworca.
IV
- Stefanku! Widzisz, nic mu nie jest! Musimy teraz szybko lecieć na dworzec. Może jeszcze go spotkamy!
Miś stanął w pół kroku.
– Słyszysz?
– Co?
– Ciiichooo! Musimy się schować!
Stefanek miał rację. Na szczęście udało im się ukryć, bo po ulicy szły na szczudłach pajace z wielkim igłami, którymi we wszystko uderzały! Zaczepiały dzieci pytając, czy mają może baloniki. Napadły nawet na sprzedawcę zabawek i wszystko mu zniszczyły!
Maja trochę się przestraszyła, ale Miś tylko się uśmiechnął pod nosem i mruknął:
– Pajace! Musimy być ostrożni i uważać na nasze baloniki od taty. Nie bój się, one się tylko popisują!
Wyjął z plecaka paczuszkę i zapytał: – Jaki kolor?
– Żółty! – odpowiedziała Majka.
I, jak się szybko okazało, znowu miała rację! Nagle zrobiło się bardzo jasno! Balonik unosił się nad nimi. Pajace mrużyły oczy od światła. Zaczęły się kłuć nawzajem i potykać o własne szczudła tak, że jeszcze daleko słyszeli takie przeciągłe krzyki: ała, ałć, aaaaał, aaaaa!
Żółty balonik powędrował do plecaka Misia Stefanka, a przyjaciele zbliżali się do dworca.
V
Miś Stefanek bardzo lubił podróżować, a pociągi uwielbiał najbardziej. Pamiętał, że nieraz opowiadał o nich Olafowi. Zawsze uważał, że już z pierwszym obrotem koła pociągu, samolotu, auta, roweru, a nawet pierwszym krokiem za próg domu zaczyna się wielka przygoda. Trzeba tylko uważnie się rozglądać, nie bać nowego, a wtedy cały świat stoi otworem! Obawiał się, że Olaf zatęsknił za przygodą.
Dworzec Łódź Żabieniec wyglądał bardzo ponuro. Maja zawsze zastanawiała się, skąd taka śmieszna nazwa. Żabieniec.
Zdaje się, że Stefanek znał odpowiedź.
– Widziałem ostatnio w telewizji taką fajną przewodniczkę po Łodzi i ona mówiła, że ta nazwa pochodzi od tego, że kiedyś tu, gdzie jest dworzec, znajdowały się bardzo podmokłe tereny. Niedaleko stąd płynie rzeka Bałutka i podobno ten teren zamieszkiwało kiedyś dużo żab. Stąd nazwa!
– Ale historia! Chyba nawet słyszę żaby! Może jeszcze jakieś tu mieszkają. Kto wie…
Majka rozglądała się dookoła, aż w końcu powiedziała:
– Tak nie może wyglądać miejsce, gdzie zaczynają się podróże małe i duże. Zaraz coś zaradzimy, ale najpierw Olaf!
Misiu podszedł do wąsatego pana kolejarza i zapytał o bałwanka.
– Oczywiście, że widziałem. Nie dało się nie zauważyć. Zobaczcie jak jest szaro, a wasz przyjaciel wniósł tu powiew radości i uśmiechu. Bardzo się cieszę, że u nas był. Szkoda tylko, że tak krótko.
– A wie pan może, co planował?
– Tak! Przyszedł sprawdzić rozkład pociągów do Zgierza. Powiedział, że czeka go rozmowa z kimś ważnym i musi być dobrze przygotowany. Opowiedział mi dowcip i poszedł w Tamtą Stronę.
– A jaki dowcip? Pamięta pan?
– Pewnie: wiesz, co mówi bałwan do bałwana?
– Chcesz marchewkę? – HAHAHAHHAHA! Pan kolejarz nie mógł przestać się śmiać!
Marchewkę! Nosa mu oddał! HAHAHAHAHAHA.
Maja i Stefanek ze śmiechem podziękowali panu z wąsem i poszli w Tamtą Stronę.
– Poczekaj, Misiu. Daj mi, proszę, zielonego balonika! – poprosiła dziewczynka.
Zamknęła oczy i zaczęła mocno dmuchać, a potem wypuściła balonik w powietrze.
Nagle na peronach zakwitła łąka, a dworzec, do tej pory smutny i ponury, pokrył się trawą i kwiatami, które sięgały aż po dach. Na peronie pojawił się staw, a dookoła siedziały żaby! Pan kolejarz nie mógł uwierzyć!
– Dziękuję! Ale z ciebie fajna dziewczyna! Nareszcie Żabieniec nabrał sensu i radości! Teraz będą tu przyjeżdżać turyści, a mieszkańcy naszego miasta chętniej wyruszą w podróż. Wszystko dzięki tobie!
Stefanek uśmiechał się od ucha do ucha. Był dumny, że ma taką przyjaciółkę.
VI
Szli w Tamtą Stronę. Maja nie znała jej za dobrze, więc trzymała Misia za łapkę. Śpiewali sobie razem dla dodania otuchy: „Mam tę moc! Mam tę moc! Rozpalę to, co się tli. Mam tę moc! Mam tę moc!”.
Szli i szli… Już zaczęły ich boleć nóżki, a Misiowi bardzo burczało w brzuchu…
Maja też poczuła, że coś by zjadła. Miała ochotę tylko na jedno: wielką, serową pizzę! Tak! Nie mogą przecież szukać Olafa na głodnego, zwłaszcza wiedząc już, że jest cały i zdrowy!
Miś Stefanek nie chciał nawet śpiewać. Dziewczynka wiedziała, że musi coś zrobić. Głodny Miś to zły Miś, a do tego nie mogła dopuścić.
Nagle zobaczyli! „Bar Puchatek”! Misiu bardzo się ucieszył, bo właścicielem był ktoś z jego dalekiej rodziny. Dla Puchatka pełny brzuszek był ważniejszy niż cokolwiek innego!
Misie długo się ze sobą witały. Coś ustalały machając rączkami, aż w końcu poklepały się zgodnie po plecach.
Za siedem minut na stół podano: pizzę z serem, pieczarkami i szynką dla Mai, a dla Stefanka: pizzę z wędlinami, pizzę cztery sery, pizzę z pomidorami, oliwkami, zieloną sałatą, pizzę z bananem i czekoladą i pizzę z miodem!
– Misiu! Ty to zjesz?
– Jestem bardzo głody. Poza tym nie mogłem odmówić Puchatkowi. Pizza z miodem to specjalność lokalu! Chcesz spróbować?
Maja się zastanowiła, ale przypomniała sobie słowa Stefanka, że każda podróż, nawet ta najmniejsza, we własnym mieście, to przygoda. I że nie wolno bać się nowych smaków, ludzi, zwyczajów. Przecież nic jej nie będzie. Przynajmniej taką miała nadzieję…
– Poproszę mały kawałek… – I, o dziwno, zjadła pizzę z miodem. Wiedziała, że nie będzie to jej ulubione danie, ale była z siebie bardzo dumna, że spróbowała!
– Puchatku, usiądziesz z nami? – zapytał Stefanek.
– Pewnie. Co was do mnie sprowadza? Poza głodem? – zaśmiał się Kubuś.
– Szukamy naszego przyjaciela Olafa – powiedziała dziewczynka.
– Bałwanka? To chyba mogę wam pomóc!
– Naprawdę! Opowiadaj, kuzynie – powiedział Stefanek.
– Był tu jakąś godzinę temu. Bardzo podekscytowany, ciągle powtarzał: 8:58, 9:44, 10:12 itd.
Gdy zapytałem go, o co chodzi, powiedział, że nie chce niczego zapomnieć! Poprosił mnie tylko o coś bardzo zimnego do picia i poszedł dalej. Mówił, że wraca do domu, bo obawiał się, że jego przyjaciele martwią się o niego. Wspominał pewnie o was!
– Tak! Szukamy go po całej Łodzi. Dziękujemy ci Puchatku! Czy możemy coś dla ciebie zrobić? Odwdzięczyć się jakoś?
– Ech, mam jedno takie zmartwienie. Małe, ale nie wiem, czy coś zaradzicie… Otóż, kilka dni temu przyszła do mnie banda pajaców i zjadła mi prawie cały miód. To, co zostało, dałem Stefankowi na pizzę. Bez miodu nie będę mógł rozszerzyć menu, a chciałem robić gofry z miodem, naleśniki z miodem, lody o smaku miodu, nawet surówkę: zielone ogórki z miodem. Ale teraz nic z tego. Muszę zamknąć bar – westchnął smutno Kubuś Puchatek.
– O nic się nie martw! Zaraz coś wymyślimy. Maja sięgnęła do plecaka Stefanka i wyjęła żółto-czarny balonik.
– Puchatku, zostawimy ci nasz zaczarowany balonik. On spełni każdą twoją miodową zachciankę, ale możesz go użyć tylko raz na miesiąc, więc bądź rozsądny! Zobacz, jak to działa. – Maja nadmuchała balonik, przytrzymała go nad talerzem i powiedziała, w tym samym momencie wypuszczając z niego powietrze:
– Proszę uprzejmie o ogórki z miodem! – Pyk! I na talerzu pojawiła się cała sterta zielonych ogórków polanych najlepszym miodem na świecie! Maja bardzo lubiła ogórki, a że z miodem jeszcze ich nie jadła. Znowu postanowiła spróbować czegoś nowego!
– Fantastyczne! Dziękuję wam bardzo! Będę używać tego rozsądnie, chociaż niektórzy nazywają mnie misiem o bardzo małym rozumku. Jesteś bardzo grzeczną dziewczynką! – wszyscy się roześmiali.
– Pora na nas, Stefanku! – ale Stefanek nie miał siły się ruszyć! Zjadł wszystko, co Puchatek dla niego przygotował, i ledwo zipał.
– Maju! Chyba za dużo zjadłem, ale byłem taki głodny – wzdychał.
– Chodź, spacer dobrze ci zrobi! Musisz się rozruszać. Poza tym Olaf na nas czeka i pewnie teraz on się martwi, co się z nami dzieje!
Ociężały Stefanek wstał, wyściskał kuzyna i obiecał, że niedługo znowu go odwiedzi. Sapał i dyszał jak stara lokomotywa. Maja nie mogła przestać się śmiać!
– Misiu, wszystko trzeba robić z umiarem! Nawet przeżywać przygody. Chodź, nic ci nie będzie.
Ruszyli, a Stefanek poczuł się lepiej i za chwilę byli już w domu.
VII
Jeszcze z daleka zobaczyli, że siedząc w oknie, machają do nich Lalki. Podbiegli szybko. W pokoju siedział smutny, trochę przestraszony Olaf…
– Przepraszam… Nie chciałem was wystraszyć. Myślałem, że wrócę, zanim wstaniecie… Ale najpierw poczułem, że topi mi się lewa noga, więc musiałem zjeść zimne lody w kawiarni. Potem ukrywałem się przez pajacami, bo bałem się, że będą ze mną walczyć na śnieżki. Na dworcu musiałem rozśmieszyć smutnego pana kolejarza, a na koniec uzupełnić lód u przemiłego Kubusia Puchatka, który chciał się ze mną podzielić przedostatnią porcją miodu, jaka mu została… Strasznie długo mi zeszło. Majeczko, nie gniewaj się na mnie! Nie wiem, co zrobię, jak będziesz na mnie zła! Przywiążę się do kaloryfera albo wypiję gorącą herbatę! – Olaf prawie płakał, a Maja i Stefanek zaczęli się śmiać!
– Wiemy wszystko, bo szliśmy twoim tropem przez całe miasto! Powiedz nam tylko, co ci przyszło do głowy! Po co była cała ta ucieczka! – zapytała dziewczynka.
– No… bo, no bo, byłem na stacji, żeby sprawdzić, o której odjeżdżają pociągi do Zgierza… Odjeżdżają o 8:58, 9:44, 10:12, 11:36, 12.00…
– A po co chcesz jechać do Zgierza? – zapytał Stefanek.
– Bo tam będzie największe lodowisko, które można odwiedzać cały rok! I na jego otwarcie ma przyjechać cała moja rodzina. Ciocia z Łodzi, wujek z Poznania, kuzynka z Kołobrzegu… Będzie tam wielki zjazd bałwanów…
I chciałem was poprosić, żebyśmy też pojechali. I być na to dobrze przygotowany tak jak tata Mai. On o każdej podróży wie wszystko…
Maja i Miś Stefanek roześmiali się głośno i przytulili przestraszonego Olafa.
– Zaraz wszystko ustalimy i zaplanujemy podróż do Zgierza! Nic się nie martw!
I pojechali. A to, co działo się w Zgierzu, to już zupełnie inna historia… I
– Maja! Wstawaj! Już czas w drogę!
Majka otworzyła oczka, wystawiła nogę spod kołdry i szybko schowała z powrotem!
– Wstawaj! Trzeba iść! – głos był coraz głośniejszy.
Dziewczynka podniosła główkę i zobaczyła Misia Stefana gotowego do drogi. Zdziwiła się, bo nie pamięta, żeby umawiali się na wycieczkę. Od organizowania wycieczek zawsze był tata, który jest pilotem wycieczek i przewodnikiem.
Jednak Stefan wyglądał na zdenerwowanego. Lalki stały dookoła ze zmartwionymi minami. Coś się musiało stać!
– Co jest, Misiu? – dziewczynka, szybko wstała z łóżka i przytuliła ukochanego Stefanka.
Majeczka taka już była. Nawet jako bardzo mała dziewczynka martwiła się o innych i bardzo nie lubiła, gdy ktoś był smutny! Dlatego nie mogła pozwolić, żeby jej ukochane zabawki w piękną, słoneczną niedzielę miały takie miny!
– Olaf zniknął. Jeszcze wczoraj tu był. Maju, martwię się o niego. Powoli robi się ciepło, a wiesz, jaki on jest nieostrożny. Lubi wchodzić w dziwne miejsca. Zawsze mówił, że chciałby pojechać w podróż, a co się stanie, jeśli usiądzie po słonecznej stronie autobusu!
– Stefanku! O nic się nie martw! Ruszamy uratować Olafa!
Jeszcze nigdy wcześniej Majka nie ubrała się tak szybko! Szybko też zjadła śniadanie, chociaż trzeba przyznać, że nie była wielką fanką jedzenia, choć doskonale wiedziała, że musi mieć dużo siły, żeby odnaleźć przyjaciela. Zjadła dwa i pół naleśnika z dżemem malinowym. Mama była szczęśliwa i trochę zaskoczona. Tata się szeroko uśmiechał.
– Grzeczna dziewczynka – powiedział. Maja była zaskoczona. Wiedziała, że sprawa jest poważna! Nie ma co wybrzydzać. Była gotowa do drogi. Spakowali ze Stefankiem plecak: szczotka do włosów, plasterki w pingwinki, trochę kostek lodu dla Olafa, jabłko, soczek i balony. Byli gotowi.
II
Balony były bardzo potrzebne. Jakiś czas temu tata wrócił z wycieczki nad morze i przywiózł Majce balony, które kupił na ulicznym straganie od pewnego tajemniczego mężczyzny. Tata mówił, że choć ten mężczyzna stał pośrodku zatłoczonego rynku, nikt do niego nie podchodził, chociaż obok było mnóstwo ludzi i przy każdym stoisku stał tłum. Nie chciał od taty pieniędzy, powiedział tylko: Daj to córce, ona będzie wiedziała, co z tym zrobić.
Maja na początku nie wiedziała, o co chodzi. Jednak po usłyszeniu rewelacji o Olafie, wiedziała, że musi wziąć balony ze sobą!
Wyszli przed dom i Stefan nadmuchał pierwszy z dziesięciu balonów.
– Pufffff, uuuuuch, duuuch!
Nie uwierzycie! Czerwony balon był ogromny! Dziewczynka nie wiedziała, co się dzieje, ale wszystko miało czerwony kolor i pachniało… malinami! Balon był na tyle duży, że weszli do ogromnego plecaka Stefanka i pofrunęli nad miastem…
– Z góry wszystko lepiej widać – powiedział Misiu. Frunęli nad Łodzią. Widzieli rynek cały w czerwieni, czerwone domy, ulice, ludzi, którzy wyszli na niedzielny spacer i jedli lody – oczywiście truskawkowe. Ale ani śladu Olafa!
– Stefanku, musimy wylądować i zapytać kogoś, czy nie widział Olafa.
Wylądowali niedaleko placu Wolności, może tam ktoś go widział!
III
Stefanek schował czerwony balon do plecaka. Wszystko znowu było normalne.
– Może się jeszcze przyda – mruknął pod nosem.
Majka nagle zobaczyła swoją koleżankę Emilkę!
– Emilka! Emilka! Nie uwierzysz, co się stało! Okazało się, że Olaf zniknął. Jesteśmy ze Stefankiem w misji poszukiwawczej! Widziałaś może Olafa? Widziałaś?
Emilka patrzyła na Misia szeroko otwartymi oczami! Misja poszukiwawcza! To brzmi, jak super przygoda!
– Nie widziałam Olafa, ale wiem, gdzie może być! Chętnie pomogę! Chodźmy!
I poszły w stronę Piotrkowskiej, do najfajniejszej lodziarni w mieście, która nazywała się „Lody Bosko”. Dziewczynki dobrze znały o miejsce. Lubiły tam chodzić i – faktycznie – Maja raz była tam z zachwyconym Olafem. Olaf uwielbiał lody, chyba wiadomo dlaczego…
– Dzieeeń doobryyy – chórem zawołały dziewczynki.
Zza lady wyskoczyła kolorowo ubrana pani Asia: – Cześć dziewczynki! Cześć Stefanek! Co podać?
– Dzisiaj wyjątkowo nie przyszłyśmy na lody – powiedziała poważnie Emilka. – Chciałyśmy zapytać, czy widziała pani może przyjaciela Mai, bałwanka Olafa?
– Olafa? Tego śmiesznego bałwanka? No pewnie! Był u mnie godzinę temu. Zjadł ogromną porcję lodów i poszedł. Powiedział, że idzie na dworzec coś sprawdzić. Był
w doskonałym nastroju. Zjadł siedem różnych kulek, więc na jakiś czas mu wystarczy – zaśmiała się pani Asia.
– Aaaaa! – Maja i Stefanek aż podskoczyli z radości!
– Bardzo dziękujemy! Obiecujemy, niedługo przyjść do pani na deser, ale teraz lecimy szukać Olafa.
Maja ucałowała Emilkę, podziękowała jej za pomoc i pobiegła ze Stefankiem w stronę dworca.
IV
- Stefanku! Widzisz, nic mu nie jest! Musimy teraz szybko lecieć na dworzec. Może jeszcze go spotkamy!
Miś stanął w pół kroku.
– Słyszysz?
– Co?
– Ciiichooo! Musimy się schować!
Stefanek miał rację. Na szczęście udało im się ukryć, bo po ulicy szły na szczudłach pajace z wielkim igłami, którymi we wszystko uderzały! Zaczepiały dzieci pytając, czy mają może baloniki. Napadły nawet na sprzedawcę zabawek i wszystko mu zniszczyły!
Maja trochę się przestraszyła, ale Miś tylko się uśmiechnął pod nosem i mruknął:
– Pajace! Musimy być ostrożni i uważać na nasze baloniki od taty. Nie bój się, one się tylko popisują!
Wyjął z plecaka paczuszkę i zapytał: – Jaki kolor?
– Żółty! – odpowiedziała Majka.
I, jak się szybko okazało, znowu miała rację! Nagle zrobiło się bardzo jasno! Balonik unosił się nad nimi. Pajace mrużyły oczy od światła. Zaczęły się kłuć nawzajem i potykać o własne szczudła tak, że jeszcze daleko słyszeli takie przeciągłe krzyki: ała, ałć, aaaaał, aaaaa!
Żółty balonik powędrował do plecaka Misia Stefanka, a przyjaciele zbliżali się do dworca.
V
Miś Stefanek bardzo lubił podróżować, a pociągi uwielbiał najbardziej. Pamiętał, że nieraz opowiadał o nich Olafowi. Zawsze uważał, że już z pierwszym obrotem koła pociągu, samolotu, auta, roweru, a nawet pierwszym krokiem za próg domu zaczyna się wielka przygoda. Trzeba tylko uważnie się rozglądać, nie bać nowego, a wtedy cały świat stoi otworem! Obawiał się, że Olaf zatęsknił za przygodą.
Dworzec Łódź Żabieniec wyglądał bardzo ponuro. Maja zawsze zastanawiała się, skąd taka śmieszna nazwa. Żabieniec.
Zdaje się, że Stefanek znał odpowiedź.
– Widziałem ostatnio w telewizji taką fajną przewodniczkę po Łodzi i ona mówiła, że ta nazwa pochodzi od tego, że kiedyś tu, gdzie jest dworzec, znajdowały się bardzo podmokłe tereny. Niedaleko stąd płynie rzeka Bałutka i podobno ten teren zamieszkiwało kiedyś dużo żab. Stąd nazwa!
– Ale historia! Chyba nawet słyszę żaby! Może jeszcze jakieś tu mieszkają. Kto wie…
Majka rozglądała się dookoła, aż w końcu powiedziała:
– Tak nie może wyglądać miejsce, gdzie zaczynają się podróże małe i duże. Zaraz coś zaradzimy, ale najpierw Olaf!
Misiu podszedł do wąsatego pana kolejarza i zapytał o bałwanka.
– Oczywiście, że widziałem. Nie dało się nie zauważyć. Zobaczcie jak jest szaro, a wasz przyjaciel wniósł tu powiew radości i uśmiechu. Bardzo się cieszę, że u nas był. Szkoda tylko, że tak krótko.
– A wie pan może, co planował?
– Tak! Przyszedł sprawdzić rozkład pociągów do Zgierza. Powiedział, że czeka go rozmowa z kimś ważnym i musi być dobrze przygotowany. Opowiedział mi dowcip i poszedł w Tamtą Stronę.
– A jaki dowcip? Pamięta pan?
– Pewnie: wiesz, co mówi bałwan do bałwana?
– Chcesz marchewkę? – HAHAHAHHAHA! Pan kolejarz nie mógł przestać się śmiać!
Marchewkę! Nosa mu oddał! HAHAHAHAHAHA.
Maja i Stefanek ze śmiechem podziękowali panu z wąsem i poszli w Tamtą Stronę.
– Poczekaj, Misiu. Daj mi, proszę, zielonego balonika! – poprosiła dziewczynka.
Zamknęła oczy i zaczęła mocno dmuchać, a potem wypuściła balonik w powietrze.
Nagle na peronach zakwitła łąka, a dworzec, do tej pory smutny i ponury, pokrył się trawą i kwiatami, które sięgały aż po dach. Na peronie pojawił się staw, a dookoła siedziały żaby! Pan kolejarz nie mógł uwierzyć!
– Dziękuję! Ale z ciebie fajna dziewczyna! Nareszcie Żabieniec nabrał sensu i radości! Teraz będą tu przyjeżdżać turyści, a mieszkańcy naszego miasta chętniej wyruszą w podróż. Wszystko dzięki tobie!
Stefanek uśmiechał się od ucha do ucha. Był dumny, że ma taką przyjaciółkę.
VI
Szli w Tamtą Stronę. Maja nie znała jej za dobrze, więc trzymała Misia za łapkę. Śpiewali sobie razem dla dodania otuchy: „Mam tę moc! Mam tę moc! Rozpalę to, co się tli. Mam tę moc! Mam tę moc!”.
Szli i szli… Już zaczęły ich boleć nóżki, a Misiowi bardzo burczało w brzuchu…
Maja też poczuła, że coś by zjadła. Miała ochotę tylko na jedno: wielką, serową pizzę! Tak! Nie mogą przecież szukać Olafa na głodnego, zwłaszcza wiedząc już, że jest cały i zdrowy!
Miś Stefanek nie chciał nawet śpiewać. Dziewczynka wiedziała, że musi coś zrobić. Głodny Miś to zły Miś, a do tego nie mogła dopuścić.
Nagle zobaczyli! „Bar Puchatek”! Misiu bardzo się ucieszył, bo właścicielem był ktoś z jego dalekiej rodziny. Dla Puchatka pełny brzuszek był ważniejszy niż cokolwiek innego!
Misie długo się ze sobą witały. Coś ustalały machając rączkami, aż w końcu poklepały się zgodnie po plecach.
Za siedem minut na stół podano: pizzę z serem, pieczarkami i szynką dla Mai, a dla Stefanka: pizzę z wędlinami, pizzę cztery sery, pizzę z pomidorami, oliwkami, zieloną sałatą, pizzę z bananem i czekoladą i pizzę z miodem!
– Misiu! Ty to zjesz?
– Jestem bardzo głody. Poza tym nie mogłem odmówić Puchatkowi. Pizza z miodem to specjalność lokalu! Chcesz spróbować?
Maja się zastanowiła, ale przypomniała sobie słowa Stefanka, że każda podróż, nawet ta najmniejsza, we własnym mieście, to przygoda. I że nie wolno bać się nowych smaków, ludzi, zwyczajów. Przecież nic jej nie będzie. Przynajmniej taką miała nadzieję…
– Poproszę mały kawałek… – I, o dziwno, zjadła pizzę z miodem. Wiedziała, że nie będzie to jej ulubione danie, ale była z siebie bardzo dumna, że spróbowała!
– Puchatku, usiądziesz z nami? – zapytał Stefanek.
– Pewnie. Co was do mnie sprowadza? Poza głodem? – zaśmiał się Kubuś.
– Szukamy naszego przyjaciela Olafa – powiedziała dziewczynka.
– Bałwanka? To chyba mogę wam pomóc!
– Naprawdę! Opowiadaj, kuzynie – powiedział Stefanek.
– Był tu jakąś godzinę temu. Bardzo podekscytowany, ciągle powtarzał: 8:58, 9:44, 10:12 itd.
Gdy zapytałem go, o co chodzi, powiedział, że nie chce niczego zapomnieć! Poprosił mnie tylko o coś bardzo zimnego do picia i poszedł dalej. Mówił, że wraca do domu, bo obawiał się, że jego przyjaciele martwią się o niego. Wspominał pewnie o was!
– Tak! Szukamy go po całej Łodzi. Dziękujemy ci Puchatku! Czy możemy coś dla ciebie zrobić? Odwdzięczyć się jakoś?
– Ech, mam jedno takie zmartwienie. Małe, ale nie wiem, czy coś zaradzicie… Otóż, kilka dni temu przyszła do mnie banda pajaców i zjadła mi prawie cały miód. To, co zostało, dałem Stefankowi na pizzę. Bez miodu nie będę mógł rozszerzyć menu, a chciałem robić gofry z miodem, naleśniki z miodem, lody o smaku miodu, nawet surówkę: zielone ogórki z miodem. Ale teraz nic z tego. Muszę zamknąć bar – westchnął smutno Kubuś Puchatek.
– O nic się nie martw! Zaraz coś wymyślimy. Maja sięgnęła do plecaka Stefanka i wyjęła żółto-czarny balonik.
– Puchatku, zostawimy ci nasz zaczarowany balonik. On spełni każdą twoją miodową zachciankę, ale możesz go użyć tylko raz na miesiąc, więc bądź rozsądny! Zobacz, jak to działa. – Maja nadmuchała balonik, przytrzymała go nad talerzem i powiedziała, w tym samym momencie wypuszczając z niego powietrze:
– Proszę uprzejmie o ogórki z miodem! – Pyk! I na talerzu pojawiła się cała sterta zielonych ogórków polanych najlepszym miodem na świecie! Maja bardzo lubiła ogórki, a że z miodem jeszcze ich nie jadła. Znowu postanowiła spróbować czegoś nowego!
– Fantastyczne! Dziękuję wam bardzo! Będę używać tego rozsądnie, chociaż niektórzy nazywają mnie misiem o bardzo małym rozumku. Jesteś bardzo grzeczną dziewczynką! – wszyscy się roześmiali.
– Pora na nas, Stefanku! – ale Stefanek nie miał siły się ruszyć! Zjadł wszystko, co Puchatek dla niego przygotował, i ledwo zipał.
– Maju! Chyba za dużo zjadłem, ale byłem taki głodny – wzdychał.
– Chodź, spacer dobrze ci zrobi! Musisz się rozruszać. Poza tym Olaf na nas czeka i pewnie teraz on się martwi, co się z nami dzieje!
Ociężały Stefanek wstał, wyściskał kuzyna i obiecał, że niedługo znowu go odwiedzi. Sapał i dyszał jak stara lokomotywa. Maja nie mogła przestać się śmiać!
– Misiu, wszystko trzeba robić z umiarem! Nawet przeżywać przygody. Chodź, nic ci nie będzie.
Ruszyli, a Stefanek poczuł się lepiej i za chwilę byli już w domu.
VII
Jeszcze z daleka zobaczyli, że siedząc w oknie, machają do nich Lalki. Podbiegli szybko. W pokoju siedział smutny, trochę przestraszony Olaf…
– Przepraszam… Nie chciałem was wystraszyć. Myślałem, że wrócę, zanim wstaniecie… Ale najpierw poczułem, że topi mi się lewa noga, więc musiałem zjeść zimne lody w kawiarni. Potem ukrywałem się przez pajacami, bo bałem się, że będą ze mną walczyć na śnieżki. Na dworcu musiałem rozśmieszyć smutnego pana kolejarza, a na koniec uzupełnić lód u przemiłego Kubusia Puchatka, który chciał się ze mną podzielić przedostatnią porcją miodu, jaka mu została… Strasznie długo mi zeszło. Majeczko, nie gniewaj się na mnie! Nie wiem, co zrobię, jak będziesz na mnie zła! Przywiążę się do kaloryfera albo wypiję gorącą herbatę! – Olaf prawie płakał, a Maja i Stefanek zaczęli się śmiać!
– Wiemy wszystko, bo szliśmy twoim tropem przez całe miasto! Powiedz nam tylko, co ci przyszło do głowy! Po co była cała ta ucieczka! – zapytała dziewczynka.
– No… bo, no bo, byłem na stacji, żeby sprawdzić, o której odjeżdżają pociągi do Zgierza… Odjeżdżają o 8:58, 9:44, 10:12, 11:36, 12.00…
– A po co chcesz jechać do Zgierza? – zapytał Stefanek.
– Bo tam będzie największe lodowisko, które można odwiedzać cały rok! I na jego otwarcie ma przyjechać cała moja rodzina. Ciocia z Łodzi, wujek z Poznania, kuzynka z Kołobrzegu… Będzie tam wielki zjazd bałwanów…
I chciałem was poprosić, żebyśmy też pojechali. I być na to dobrze przygotowany tak jak tata Mai. On o każdej podróży wie wszystko…
Maja i Miś Stefanek roześmiali się głośno i przytulili przestraszonego Olafa.
– Zaraz wszystko ustalimy i zaplanujemy podróż do Zgierza! Nic się nie martw!
I pojechali. A to, co działo się w Zgierzu, to już zupełnie inna historia…
Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/olaf.html
Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź
