Alan lubi odkrywać nowe rzeczy. Nie boi się próbować nowych potraw – bardzo lubi zielone ogórki, truskawki, arbuza, brokuły, kalafiora. Tylko z pomidorem i papryką ma mały problem. Lubi spacery, jazdę na rowerze. I uwielbia rozwiązywanie zagadek!
O ALANIE I ODKRYCIU ROKU
I
Alan lubi odkrywać nowe rzeczy. Nie boi się próbować nowych potraw – bardzo lubi zielone ogórki, truskawki, arbuza, brokuły, kalafiora. Tylko z pomidorem i papryką ma mały problem. Lubi spacery, jazdę na rowerze. I uwielbia rozwiązywanie zagadek!
W niedzielę Alan trochę się nudził, bo na dworze zrobiło się zimno. Kuba był zajęty, bo musiał gdzieś jechać z tatą, a mama pracowała. Mika i Mikuś spały, a Czika nie miała ochoty na zabawę.
Nagle zadzwonił telefon.
– Cześć, strasznie dawno się nie słyszeliśmy! Co tam?
Tata słuchał uważnie, notował i zadawał pytania. Alan wyczuł, że coś się szykuje…
Miał nosa! Okazało się, że będą grać w supergrę. I to taką, która dzieje się prawie w całej Łodzi. A Alan bardzo lubił Łódź. To było jego miasto, jego miejsce na Ziemi.
Dostali jasne instrukcje:
– zbierz drużynę
– weź klocki lego
– jedź rowerem
– baw się dobrze.
I to lubił! Przygoda i zabawa w jednym!
Drużyna składała się z Alana, mamy Patrycji, taty Michała i babci Marioli. Wzięli też Czikę, która została oficjalną maskotką drużyny!
Alan zabrał wszystkie potrzebne rzeczy i pojechali. Oczywiście rowerami, ale spokojnie i bezpiecznie. Czika szła przy nich dumnie. Gra to nie był wyścig. Mieli się przecież dobrze bawić.
II
Wyjechali na Piotrkowską. I tu czekała na nich pierwsza niespodzianka!
Pod pomnikiem Jednorożca spotkali ciocię Karenę, która – jak zwykle uśmiechnięta – powiedziała:
– Mam wam to przekazać i życzyć dobrej zabawy.
Ciocia podała im kartkę, na której było napisane:
Łódź to miasto czterech kultur.
To jest Łódź w czterech językach: po polsku, po niemiecku, po rosyjsku i po hebrajsku.
Łódź to miasto Czterech Kultur. Dopasuj język do nazwy.
לודז ' Lodsch Лодзь Łódź
– To proste – powiedziała mama. – Hebrajski, niemiecki, rosyjski i polski! Taka jest kolejność! – Chyba łódzki – zaśmiał się Alan i pomyślał, że ma bardzo mądrą mamę! – Idealne zadanie dla Kareny – powiedział tata. – Ona tak kocha języki obce! Nawet pracuje w takiej superszkole! – Masz rację! Ciekawe co będzie dalej… Pojechali Piotrkowską w stronę placu Wolności. Nagle Czika zaczęła tak strasznie szczekać. Tak, że nie mogli jej uspokoić. A musicie wiedzieć, że jak doberman szczeka, to nie ma żartów. Czika stała i szczekała na OFF Piotrkowską! – Czika, co tam czujesz? – zapytał tata. Czika szczeknęła jeszcze głośniej! – Musimy tam iść, ona coś czuje. Czika zachowywała się jak prawdziwy pies myśliwski. Ruszyła przodem, przebiegła przez puste jeszcze stoliki, zatrzymała się na chwilę, powąchała, warknęła i ruszyła dalej. A oni za nią! W końcu Czika stanęła jak wryta. Przed nią leżało pudełko. – Otwieramy? – zapytała zdyszana mama? – Tak! – odpowiedzieli zgodnie.
III
W pudełku była stara mapa, a do niej dołączona legenda:
Kiedy powstawała Łódź przemysłowa, potrzebny był tu geometra. Miał on wyznaczyć układ tworzącej się Łodzi. Geometra miał młodego pomocnika, Karola. Chłopak był bystry i szybki. W czasie jednej z zabaw przy Piotrkowskiej spotkał on piękną pannę, w której od razu się zakochał. Okazało się, że dziewczyna jest córką bogatego fabrykanta. Bogacz nie chciał nawet słyszeć o małżeństwie córki z ubogim robotnikiem. Dlatego zamknął dziewczynę w kamienicy przy Wólczańskiej. Karol śnił o niej każdej nocy i widział ją wszędzie. W końcu wymyślił, żeby jej postać umieścić w planie Łodzi. I tak powstała panna Piotrkowska. Jej głowa to Nowy Rynek. Panna nosiła długie warkocze – są nimi ulice Konstantynowska i Średnia. Tułów to oczywiście ulica Piotrkowska, ręce to Zielona i Dzielna, a nogi to Pabianicka
i Rzgowska. Suknia panny Piotrkowskiej utkana jest z kolorowych kamienic. Jest ona zaklęta w tej mapie 199 lat i jeden dzień. Pomóż jej. Serce panny Piotrkowskiej od lat spowite jest czernią i smutkiem. Tylko Ty możesz coś zaradzić! Idź prosto do jej serca i powiedz, że Karol ją kochał, i opowiedz, ile dla niej zrobił!
Alan i rodzice długo przyglądały się mapie. Wyglądała ona zupełnie inaczej niż te dzisiejsze. Te nazwy nic im nie mówiły.
– To pewnie szyfrem – powiedziała mama. – Nic mi te miejsca nie mówią… – Dzwonimy do babci Marioli – powiedziała mama. Ona będzie wiedziała, o co chodzi. Mama jak zawsze miała rację. Alan zna mamę dość dobrze, w końcu widują się codziennie od pięciu latu i nigdy, przenigdy mama się nie myli! Tym razem także! Babcia Mariola wiedziała, o co chodzi. Głowa to plac Wolności, warkocze – Legionów i Pomorska, ręce – Zielona i Narutowicza, nogi to Pabianicka i Rzgowska. A gdzie serce? Tu też nie miała wątpliwości – Piotrkowska 104. Od zawsze to był jeden z piękniejszych pałaców przy Piotrkowskiej, a teraz to siedziba pani prezydent!
Na szczęście byli już niedaleko. Wystarczyło wsiąść na rowery i jechać przed siebie. Piotrkowska 104 to piękny pałac. Przed nim siedzi sobie dumnie Julian Tuwim. A on pewnie widział niejedno. Może nawet słyszał o pannie Piotrkowskiej?
– Przepraszam, słyszał pan może o pannie Piotrkowskiej? – zapytał Alan Juliana Tuwima.
Tuwim jakby się obudził z głębokiego snu. Uśmiechnął się i powiedział:
– Panna Piotrkowska była najładniejszą dziewczyną w Łodzi… Ale smutek zalał jej serce… Śpi… Na górze, w pałacu.
– O dziękuję panu! To idę z nią porozmawiać.
– A zrobisz coś dla mnie? – zapytał Julian Tuwim Alana.
– Z przyjemnością!
– Możesz mnie podrapać po nosie? Bardzo mnie swędzi!
Alan podrapał pana Juliana, który uśmiechnął się łagodnie i zamienił w posąg na ławeczce przy Piotrkowskiej 104.
Weszli do środka, trochę nie wiedząc, czego szukać, ale Alan usłyszał głośne chrapanie. Ktoś chrapał tak jakby chciał rozsadzić budynek! Co ciekawe tylko on to słyszał!
Znaleźli schody, którymi szli i szli. Skręcili w prawo, a potem w lewo i znowu szli i szli. Schody nie miały końca!
Nagle zobaczyli małe drzwiczki, takie jakie widziała Alicja w krainie czarów. Choć mama i tata na bank przez nie przejdą, Alan ma szansę. Poszedł. Na wszelki wypadek z Cziką.
Ledwo, ledwo się przecisnęli i nagle znaleźli się w prawdziwym pałacu! Na ścianach wisiały piękne obrazy, na samym środku pokoju było ogromne łóżko, stały też stare meble. Alan nigdy nie widział takiego łóżka. Leżała w nim młoda dziewczyna, która chrapała jak stary traktor!
– Przepraszam, obudź się! Musimy porozmawiać! – zawoła Alan, a Czika szczeknęła.
– Mhhmmm – co się stało?
– Chciałem ci przekazać wiadomość od niejakiego Karola. Zawsze cię kochał i bardzo tęskni.
– Kocha! Karol mnie kocha! Pamiętam, jak dawniej chodziliśmy do parku Źródliska na spacery. Pokazywał mi wtedy takie drzewo, wierzbę płaczącą, i mówił… że to drzewo jest zaczarowane, ukrywa skarb! Słyszysz mnie dobrze? Skarb. Park Źródliska. Drzewo! Zmęczyłam się tymi wspomnieniami… Mogę iść spać? Dziękuję ci, chłopczyku, ale idź już. Dobrze? Oczy mi się kleją.
Alan i Czika wyszli przez drzwi.
– Wszystko wiem! Jedziemy do parku Źródliska! – Ale najpierw lody! – powiedziała mama.
IV
Usiedli spokojnie w lodziarni obok Misia Uszatka, z którym Alan oczywiście najpierw się przywitał! Zawsze to robi. Zamówili galante lody i zastanawiali się, co dalej. Aż tu nagle ze wszystkich kominów przy Piotrkowskiej wyleciały kolorowe serduszka! Każdy, ale to absolutnie każdy mieszkaniec Łodzi uśmiechał się szeroko!
Mama uśmiechała się od ucha do ucha, tata powiedział:
– Chyba panna Piotrkowska jest zadowolona! Jedziemy do parku Źródliska. Dawajcie!
W parku Źródliska znaleźli się za kilka minut. Po Łodzi tak fajnie jeździ się rowerem. Alanowi bardzo podobał się ten park, altana, kawiarnia, drzewa, labirynt. To był najstarszy park w Łodzi, ale nie było tego po nim widać.
Stanęli przy altanie i zaczęli się zastanawiać, co robić dalej. Nagle usłyszeli taki dziwny dźwięk, po czym zapadła absolutna cisza! Alan się trochę przestraszył, a Czika nastawiła uszy.
– Zobaczcie to – powiedział tata.
Pod kamieniem przy kawiarni Tubajka leżała mapa parku! Na samym środku alejki! Wystarczyło się schylić i już!
Tata wziął mapę i powiedział:
– O tu! Tu jest coś zaznaczone. Na samym środku stawu! No to mamy mały problem…
– Jak my się tam dostaniemy? – zmartwiła się mama.
– Może łódką? – zapytał tata?
– A widzisz tu jakąś? To może przepłyniemy?
– Wykluczone! Potem wszyscy będziemy chorzy. – Tata stanowczo się nie zgodził!
– Już wiem! Mam pomysł. – Tata wziął telefon i wykręcił numer do wujka Rekina.
Wujek Rekin miał zawsze dobre rady!
– Rekin, jak szybko możesz być w parku Źródliska? Dobra. Czekamy.
Ale było radości, gdy do parku weszła też ciocia Karena i ciocia Magda!
– Właśnie mieliśmy do was dzwonić, żeby wyciągnąć was na lody. A tu telefon od ciebie! Co tam trzeba?
– No musimy się jakoś dostać na tę wysepkę na środku stawu. Macie jakiś pomysł?
– Hmm, a może przeskoczyć?
Raz, dwa, trzy! Wpadli do wody po kolana!
– Wiem! Tu leżą gałęzie, zrobimy kładkę i jakoś przejdziemy!
Wspólną pracą szybko się udało!
Za parę minut wszyscy byli na wysepce. Cali i zdrowi. Tylko Czika przepłynęła, bo dla niej to żaden problem, a nawet wręcz przeciwnie – czysta przyjemność.
– Dobry wieczór!
Ale się przestraszyli! Z drzewa zszedł jakiś pan.
– Nazywam się Karol Scheibler. Witam was. Założyłem ten park, bo to wszystko było kiedyś moje. Pracowałem ciężko, miałem dużo pieniędzy, ale ciągle brakowało mi jednej rzeczy. Widzę, że jesteście fajną rodziną, grupą przyjaciół. Oto prezent dla was. To czasowstrzymywacz, najważniejsza rzecz, jaką zrobiłem, ale nie było mi dane się nim nacieszyć. Mam nadzieję, że skorzystacie z niego mądrze. Długo szukałem takiej fajnej rodziny. Jego działanie jest proste: musicie nacisnąć guzik wtedy, kiedy jest wam razem dobrze, wesoło i pojawia się myśl, że tak mogłoby już być zawsze! Musicie zrobić wszystko, żeby fajnych, wesołych chwil, kiedy jesteście razem, było jak najwięcej! Pokażę wam, jak to działa: Alan naciśnij guzik!
– Panie Karolu, dziękujemy. To była super przygoda! Obiecujemy, że będziemy pilnować czasowstrzymywacza i dbać, żeby był pełen tylko fajnych wspomnień – powiedział Alan.
– Dobrze! Bardzo się cieszę. Muszę teraz iść zobaczyć, co z moim królestwem. Robię taki obchód każdego wieczora. Możecie mnie kiedyś odwiedzić. Będzie mi bardzo miło!
Potem całą paczką pojechali na Piotrkowską na pizzę i desery. A czy użyli wtedy czasowstrzymywacza to już zupełnie inna historia!
Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/alan.html
Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź
