Kubuś Puchatek jest ukochaną zabawką Nikoli, chociaż zabawka to złe słowo. To jej najlepszy przyjaciel. Znają się prawie całe życie, ponieważ Nikola ma go od ósmego miesiąca życia.
O NIKOLI I BRUKSELKOWYM GANGU
I
– Mamo! Maaamooo! Gdzie jest Kubuś? – Nikola była wyraźnie zmartwiona.
– Nie wiem, kochanie. Jeszcze wczoraj go widziałam. Zaraz poszukamy.
Kubuś Puchatek jest ukochaną zabawką Nikoli, chociaż zabawka to złe słowo. To jej najlepszy przyjaciel. Znają się prawie całe życie, ponieważ Nikola ma go od ósmego miesiąca życia.
Kubuś jest dla niej bardzo ważny.
Maskotkę widziała po raz ostatni wczoraj, gdy wróciła z treningu. Rzuciła szybkie:
– Cześć, Kubusiu – i pobiegła pobawić się ze swoją siostrą Nelą.
Nela ma osiem miesięcy i jest najbardziej uroczą dziewczynką na świecie. Nikola uwielbia pokazywać jej świat, tańczyć i wygłupiać się dla niej. Już nie może się doczekać, kiedy zabierze Nelę na jej pierwszy trening tańca, bo to, że siostra będzie tańczyć tak jak ona, jest oczywiste!
Nikola kocha tańczyć. Uwielbia! Jest wtedy szczęśliwa. I chociaż czasami wraca zmęczona ze szkoły tańca w Manufakturze, to jest to fajne zmęczenie. Mama mówi, że „dobre”.
Nela jeszcze wielu rzeczy nie rozumiała, bo na razie jej świat ograniczał się do ramion mamy, uśmiechu taty, szczekania Lucky, odwiedzin babć i dziadków. Nic dziwnego, że Nikola była dla niej całym światem. Starsza siostra miała mnóstwo energii, była zwinna, szybka i potrafiła ją rozśmieszyć jak nikt inny na świecie.
Nikola i mama szukały Kubusia po całym domu. Zaglądały w każdy kąt, nawet do kosza z praniem, pod łóżka, do szaf. Nic. Nela gaworzyła i machała rączkami, tak jakby chciała im coś powiedzieć…
– Co tak śmierdzi? – zapytała Nikola. – Znam ten zapach… To brukselka!
Nikola nie znosiła brukselki, która pachniała i smakowała okropnie.
Nie lubiła, kiedy jej ktoś mówił: – Wyrośniesz z tego, jeszcze ci zasmakuje.
A co, jeśli nie? Co jeśli nigdy nie polubi tego małego zielonego warzywa? Mama mówi, że to nie koniec świata. Nikt jej w domu nie zmusza do jedzenia oszukanej kapustki, bo rodzice szanują jej poglądy na ten temat w 100%.
Aż tu nagle ten zapach!
– Nie gotowałam brukselki. Przecież wiem, co o niej myślisz – powiedziała mama.
– To skąd ten zapach? I gdzie jest Kubuś? – Nikola była coraz bardziej smutna. No nic, może jej się wydawało. Kubuś musi się znaleźć. Trzeba iść z Nelą na spacer, bo zaczyna marudzić.
Ubrały się szybko. Na szczęście jeszcze było ciepło, więc w parę minut były gotowe.
II
Na spacer poszły do parku Helenów. To miejsce kiedyś wyglądało zupełnie inaczej, bo żeby wejść do środka, trzeba było kupić bilet. Spacerowicze byli bardzo elegancko ubrani, a w środku znajdowało się mnóstwo atrakcji: altana, gdzie odbywały się koncerty, restauracje z wieżą widokową, staw z kaskadą i łódkami, zwierzyniec, lodowisko, piękne drzewa i rośliny…
Nikola wyobraziła sobie, jak tańczy wśród kwiatów w białej zwiewnej sukience. Orkiestra gra na żywo, a wszyscy wokoło biją brawo… Oczywiście ten taniec różnił się od tego, czego uczyła się w szkole pana Agustina, ale jest pewna, że świetnie by sobie poradziła.
Szły sobie przez park i rozmawiały, aż tu nagle na środku alejki Nikola zobaczyła… brukselkę.
– Mamo, zobacz. Ty też to widzisz?
– Tak… Bardzo dziwne.
Nela znowu machała rączkami, jakby chciała im coś pokazać.
– Co jest, Nelcia? Czemu się denerwujesz. Chcesz iść w tamtą stronę?
Niedaleko altany Nela znowu zaczęła głośniej gaworzyć. Nikola pobiegła zobaczyć, co się dzieje.
– O! A to co?
W altanie zrobionej z lawy wulkanicznej leżał duży kamień, a pod nim kartka:
KUBUŚ JEST CAŁY I ZDROWY. NA RAZIE. MUSISZ ROBIĆ, CO KAŻEMY, INACZEJ WSZYSTKO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ… ODDAMY CI KUBUSIA, JAK SPEŁNISZ TRZY NASZE PROŚBY. ZADANIA WYKONUJ DOKŁADNIE!
PIERWSZE ZADANIE:
Zorganizuj na Piotrkowskiej wielką kolację! Dla 123 osób! Wszystkie muszą być pięknie ubrane, na stołach nie może zabraknąć: angielki, śledzia po żydowsku, zalewajki i żulika. No i brukselki!
Do następnego!
Brukselkowy Gang z Bałut
– Mamo! Mamo! Zobacz! Co teraz?
– Jak to co? Idziemy szykować kolację! Dzwonię do babci Bogusi i babci Renaty. I szykujemy!
III
Babcie z mamą ustaliły, że dobrym miejscem na kolację będzie plac przed MAGDĄ, dużym i starym domem handlowym, tuż obok Informacji Turystycznej. Mama wpadła na genialny pomysł i poprosiła o pomoc w nagłośnieniu informacji o tym wydarzeniu najważniejszą osobę, która zajmowała się turystyką w Łodzi, pana Tomka.
– Droga pani, rozumiemy powagę sytuacji, z przyjemnością pomożemy! Natalio, Olgo, Piotrku, poproszę o przygotowanie informacji. Dajemy to na Facebook, Instagram i do mediów. Możecie na nas liczyć. Możemy jeszcze w czymś pomóc?
– Właściwie to tak. Musimy przygotować łódzkie menu, więc może nam pomożecie, bo mamy wątpliwość z jednym daniem:
Na stołach nie może zabraknąć: angielki, śledzia po żydowsku, zalewajki i żulika. No i brukselki! – przeczytała mama. – Angielka to pszenne pieczywo, przepis na zalewajkę mamy, już się robi, żulik to chleb na słodko. Ale nie wiemy, jak się robi śledzia po żydowsku…
– Już mówię! – zawołała pani Natalia. – Śledź po żydowsku to śledź na słodko, z rodzynkami. Mogę zrobić! Porcja dla 123 osób to dla mnie pestka!
– Cudownie! Dziękujemy!
Wszyscy zabrali się do pracy. Przez jeden dzień w Informacji Turystycznej przy Piotrkowskiej 28 zajmowano się krojeniem cebuli, nakładaniem śledzi i podziałem angielki. Śmiechu było co niemiara!
Punkt 18.00 na placu u zbiegu Piotrkowskiej i Jaracza stały zastawione stoły z porcjami dla 123 gości.
Było dużo angielki, kilka kilogramów najlepszego na świecie śledzia po żydowsku, żulik, 15 ogromnych garnków zalewajki. I jedna brukselka, którą na stół z delikatnie złośliwym uśmiechem położyła Nikola.
Wszystko wyglądało pięknie. Łodzianki przyszły ubrane w eleganckie suknie, a niektóre panie miały nawet kapelusze i rękawiczki. Łodzianie założyli eleganckie garnitury i wypolerowali buty.
Pan Tomek z Łódzkiej Organizacji Turystycznej przygotował nie lada niespodziankę. Zadzwonił gdzie trzeba i w ciągu paru minut plac był oświetlony lampkami. Wyglądał jak z bajki! Do tego akurat Piotrkowską przechodziła prześliczna wiolonczelistka, Lady Cello, która wyjęła wiolonczelę i zagrała dla nich piękny koncert… To był magiczny wieczór. Łodzianie bawili się doskonale, a niektórzy zaczęli nawet tańczyć. Wszyscy się do siebie uśmiechali, nikt się nie kłócił, nie krzyczał. Tylko jakoś brukselki nikt nie chciał jeść…
– Musimy to powtarzać częściej – powiedział pan Tomek. Podziękował także swojej niezawodnej ekipie.
Bardzo szybko posprzątali po kolacji dla łodzian, czym babcia Renata była zachwycona, bo wcześniej martwiła się tym, kto to zrobi… Wszyscy wzięli się do pracy i po uczcie nie było ani śladu, poza jedną małą rzeczą. Na stoliku, przy którym siedzą fabrykanci – Karol Scheibler, Izrael Poznański i Henryk Grohmann – właściciele największych fabryk w dawnej Łodzi, leżała koperta.
Nikola otworzyła ją i przeczytała:
BRAWO. PIERWSZE ZADNIE WYKONALIŚCIE NA 5. KUBUŚ TĘSKNI. KOLEJNA PRÓBA BĘDZIE TRUDNIEJSZA. JUTRO W PAŁACU FABRYKANTA NA LITERĘ H ZNAJDZIECIE SZKATUŁKĘ, A W NIEJ COŚ, NA CZYM NAM ZALEŻY. UWAŻAJCIE JEDNAK! NIE LUBIĄ TAM WŚIBSKICH GOŚCI. WYKAŻ SIĘ SPRYTEM I POCZUCIEM HUMORU.
Brukselkowy Gang z Bałut
– Hmmm… fabrykant na literę H, o co tu chodzi? – zapytała mama.
– Pałac Herbsta – wykrzyknęli zgodnie wszyscy pracownicy Informacji Turystycznej!
– Dziękujemy! Bardzo!
Wróciły do domu, a Nela spała jak mały aniołek. Nikola jednak nie mogła usnąć: czekała na jutro i zastanawiała się, co teraz robi ukochany Kubuś…
IV
Z samego rana tata zawiózł ich na Księży Młyn do pałacu Edwarda Herbsta. Ledwo stanęli pod drzwiami, a już cztery panie kustoszki znalazły się obok nich:
– Niczego nie wolno dotykać!
– Proszę wytrzeć buty!
– Nie wolno robić zdjęć!
– Proszę cicho mówić!
– My widzimy wszystko – powiedziały razem. Wyglądały trochę jak z jakiegoś strasznego horroru. Tata zauważył, że są do siebie bardzo podobne…
Chodzili po pałacu, który wyglądał przepięknie! Wszystkie pokoje były bogato udekorowane. Największe wrażenie na Nikoli zrobił jednak pokój dziecięcy, w którym znajdowały stare lalki, misie i inne zabawki.
W jadalni stół uginał się od ciężaru pozłacanych talerzy i sztućców, na ścianach wisiały ogromne obrazy. Cała rodzina oczywiście szukała szkatułki, ale musiała robić to bardzo dyskretnie – panie pilnujące muzeum były wszędzie, śledząc każdy ich krok.
– Mam pomysł – powiedział tata. – Nelu, cała nadzieja w tobie. Ja z małą zajmiemy się paniami, a wy szukajcie szkatułki. Mamy mało czasu, więc uwaga! Teraz!
– Przepraszam, może pani mi pomóc? Córka ma dopiero osiem miesięcy, żona gdzieś poszła, a ja nie wiem, o co małej chodzi!
Pani spojrzała na uśmiechniętą Nelę.
– Wydaje się w porządku, nic jej nie jest.
Nela się zaśmiała. Najpiękniejszym swoim śmiechem, który w tym pałacu zabrzmiał jak kropelki deszczu w upalny dzień. Pani kustosz się uśmiechnęła! Wyglądała jakby nie robiła tego od dawna!
– Agato, chodź na chwilę, coś ci pokażę – zawołała koleżankę.
„To działa” – pomyślał tata!
– O, jaka dziewczynka! Jakie ma małe paluszki i bystre oczka! Józefina musi to zobaczyć! – zawołała kolejną koleżankę.
Już we trzy stały nad śmiejącą się Nelą. Mama z Nikolą biegały od pokoju do pokoju, ale nigdzie nie widziały szkatułki! Został ostatni pokój! Ale tam stała czwarta pani. Miała bardzo surową minę i nie reagowała na wołania koleżanek:
– Anastazjo, Anastazjo! Nie widziałaś czegoś tak pięknego! Chodź na chwilę!
– Nie mogę! Pracuję! – prychnęła Anastazja z wyższością.
I wtedy Nela zaczęła płakać! Ale jak! Zdawało się że trzęsą się kryształowe żyrandole, panie kustoszki próbowały ją uspokoić, ale na próżno.
– Uspokoicie w końcu to dziecko! – przybiegła do nich pani Anastazja. – Nie słyszę własnych myśli! To jest muzeum! A nie…!
Nikola tylko na to czekała! W ostatnim pokoju stała szkatułka. Szybko ją otworzyła. Był tam liścik i… brukselka! Raz dwa wszystko zabrała i wróciła z mamą do taty i Neli.
– Już, już. Co tam się stało? – Nela natychmiast przestała płakać. Pożegnali się i wyszli z muzeum, a cztery kustoszki mogły spokojnie wrócić do pilnowania pięknych wnętrz.
V
BRAWO! PRZED TOBĄ OSTATNIE ZADANIE. MUSISZ ZATAŃCZYĆ W MANUFAKTURZE TANIEC BRUKSELKI. WTEDY ODZYSKASZ KUBUSIA. CZEKAMY NA POKAZ DZISIAJ O 17.17. MASZ DOKŁADNIE 7 GODZIN!
Brukselkowy Gang z Bałut
– Taniec brukselki? Jak to się tańczy, Nikola, wiesz? – zapytała mama.
– Chyba tak, ale muszę to z kimś przegadać. Jedziemy do Manufaktury!
Poszli prosto do szkoły tańca, która znajduje się w starym budynku fabryki Izraela Poznańskiego. Nikola zna to miejsce bardzo dobrze. Wiedziała, że na swoich przyjaciół i nauczycieli może liczyć.
Szybko wyjaśniła, o co chodzi, przedstawiając problem. Tak jak podejrzewała, rozwiązanie przyszło natychmiast. W sprawę włączył się sam pan Agustin Egurrola, który powiedział, że
dla jego uczniów taniec brukselki to żaden problem. Ćwiczyli tak długo, jak było to możliwe. Niektórych bolały ręce, innych nogi, ale wszystko musiało być perfekcyjne!
W akcję zaangażowali się wszyscy obecni uczniowie szkoły i bardzo wielu absolwentów. O 17: 17 Rynek Włókniarek Łódzkich w Manufakturze wypełniły setki osób! Wyglądało to niesamowicie. Na znak Nikoli mama włączyła muzykę i zaczęli tańczyć! Lewa, prawa, noga ręka – chorografia wyglądała cudownie, a każdy tancerz trzymał przed sobą brukselkę! Wirowali, skakali, robili podrzuty i przerzuty – cały czas trzymając brukselki w dłoniach! WOW! Gdy skończyli, cała Łódź biła im brawo! Nela i rodzice byli zachwyceni i bardzo dumni z Nikoli.
Nikola również była zadowolona. Odczuwała co prawda „dobre” zmęczenie, ale czuła też niepokój. Czy brukselkowa mafia będzie zadowolona?
– Nikola – odezwał się pewien mężczyzna. – Było dobrze! Brukselkowa mafia to akceptuje. Odzyskasz Kubusia. Chcieliśmy ci pokazać, że brukselki nie są takie złe. Też lubią tańczyć i dobrze się bawić. Spisaliście się na medal! Brawo! A teraz wracaj do domu! – dziwny pan rozpłynął się w powietrzu, pozostał za nim specyficzny zapach gotowanej brukselki. Nikola zatkała nos, a Nela zrobiła śmieszną minę. Raczej też jej się ten zapach nie podobał…
Nikola podziękowała wszystkim, bo chciała wreszcie jechać do domu.
Pobiegła do swojego pokoju i… był!
– Mamo, tato, Nela! Jest! Kubuś się znalazł!
Przy maskotce leżała kartka:
Brukselkowy gang z Bałut to tak naprawdę miłośnicy brukselki. W ten nietypowy sposób chcieliśmy Cię przekonać do jedzenia tego najlepszego warzywa na świecie! Kubusiowi nigdy nic nie groziło. Nie skrzywdzilibyśmy nawet muchy! Nikola masz super rodzinę i przyjaciół. Razem możecie wszystko! I pamiętaj! Jedz brukselkę!
Pozdrawiamy
Brukselkowy Gang z Bałut
Nikola zaśmiała się głośno, ale czy przekonała się do brukselki, to już zupełnie inna historia…
Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/nikola.html
Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź
