Dzwoń: +48 697-688-228

O BASI I MISIU NA PATYKU

21. 04. 13
posted by: Joanna Łabeńska

Basia wstała dzisiaj w doskonałym humorze. Otworzyła szeroko okno i głośno zawołała:
− HALOOOO, HALOOO! Bawimy się!

  

O BASI I MISIU NA PATYKU

I
Basia wstała dzisiaj w doskonałym humorze. Otworzyła szeroko okno i głośno zawołała:
− HALOOOO, HALOOO! Bawimy się!
Zadziałało to jak magiczne zaklęcie. Nagle otworzyły się wszystkie drzwi i okna i wyskoczyły z nich uśmiechnięte zabawki: rowerek Romek kręcił kółkami jak oszalały, lalki ustawiły się w kolejce, gotowe na zakupy w sklepie z kolorowymi żelkami, Ken spał, ale takie miał zadanie, piłki odbijały się wesoło! Wszyscy byli gotowi! Basia wybiegła na podwórko, pełna energii do zabawy.
Ale, ale… Gdzie jest Miś na Patyku! Czy ktoś widział Misia na Patyku???
Przez podwórko przebiegł szmer. Nikt! Basia usiadła i czekała. Czekała i czekała, czas dłużył się niemiłosiernie. 6 minut i 32 sekundy później postanowiła, że nie ma na co czekać! Idzie szukać Misia na Patyku! Przyjaciół nie porzuca się ot tak! Może Miś jest głodny, albo jest mu zimno, albo tęskni za nią. Zabrała ze sobą: plecaczek w biedronkę, trzy bransoletki, koronę, która świeci w nocy, plastikowego pomidora, puzzle Elsa, tęczową szczotkę, jabłko, pół paczki chrupków i Pandeczkę.
Idę! Misiu na Patyku. Nic się nie bój!
Pozostałe zabawki ciężko westchnęły. Martwiły się o Misia i o Basię. Już same nie wiedziały, o kogo bardziej… Nagle Plastikowy Telefon wpadł na super pomysł! Zadzwonimy do cioci Justynki! Ciocia ma smoka, co prawda z katarem, ale zawsze!
− Halo, tu zabawki Basi. Problem jest!
− Problem? Jak problem?
− Zaginął Misiu na Patyku i Basia rusza na misję poszukiwawczą. Zabrała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, ale… boimy się o nią…
− JADĘ! – krzyknęła ciocia Justynka. – Spotkam się z Basią pod pomnikiem Jednorożca za dokładnie 12 i pół minuty!
Jak powiedziała, tak zrobiła. Wsiadła na swój szybki jak błyskawica rower i pojechała pomóc w poszukiwaniach. Oczywiście wzięła ze sobą zakatarzonego smoka i Kolorka z Łodzi. W końcu mało kto zna tak Łódź jak on!
Spotkały się pod Jednorożcem! Basia faktycznie była przejęta. Ustaliły, że Misiu na Patyku widziany był ostatnio wczoraj wieczorem. Pandeczka uważa, że był trochę smutny i wspominał coś o lodach.
Rano już nikt go nie widział…

II
− Przepraszam, czy widział pan może Misia na Patyku? – Zapytała Jednorożca ciocia Justynka.
− Pani kochana, widziałem tu tyle rzeczy! Klika dni temu obok przechodziła Wiosna, wczoraj jechały dwie jedenastki pod rząd, leciał klucz kaczek, biegł tędy maraton, a jedna duża grupa zrobiła ze mną jakieś 12565 zdjęć – nie wiem po co. Misia na Patyku też widziałem! Szedł Piotrkowską, wołałem nawet za nim, ale zadał mi dziwne pytanie. Nie chcę o tym mówić… I pobiegł krzycząc, że musi zrobić niespodziankę jakiejś Jasi… Nawet mnie nie przeprosił!
− BASI! Powiedział Basi, a nie Jasi! – zaśmiał się Smok i kichnął. A że smoki kichają ogniem, to Jednorożec się trochę przestraszył!
− Jeju! Nie kichaj na mnie! Jestem z metalu! Co prawda szlachetnego, ale zawsze…
− Przepraszam − powiedział smok. − Mam alergię na pyłki traw i drzew…
− Idźcie Piotrkowską w stronę placu Wolności, może spotkanie Misia na Patyku. Widziałem go niedawno, nie mógł dojść daleko! Powodzenia! 

III
Kolorek z Łodzi pokazał kierunek: – Plac Wolności jest na północ. To prosta droga, idziemy!
I poszli.
– Jestem głodna – powiedziała Basia.
– Chce mi się kawy – powiedziała ciocia Justynka. – Musimy zrobić krótką przerwę.
Miały szczęście, bo przerwa wypadła w okolicach fabryki z czekolady (nie mylić z fabryką czekolady)!
Fabryka z czekolady nazywała się OFF Piotrkowska i wszystko było tam zrobione z czekolad, restauracje i kawiarnie były czekoladowe: stoły, krzesła, okna, sufity wszystko było czekoladowe. Ta czekolada musiała być magiczna, nigdy się nie rozpuszczała!
Było to chyba najbardziej popularne miejsce w Łodzi, ale nic w tym dziwnego – wiadomo, że czekolada poprawia nastrój!
Basia zjadła pyszne śniadanie: parówki, kanapki z serem, pomidorem i czekoladą. Do tego wybrała sok pomarańczowo-czekoladowy. Ciocia wypiła kawę i zjadła dwa kawałki czekolady. Smok nic nie chciał, bo bał się, że na czekoladę też ma alergię. Poszli dalej…
Nikt w fabryce nie widział Misia na Patyku.

IV
Na drugiej stronie ulicy siedzi sobie pan. Siedzi tam od dawna i wszystko notuje. On musi coś wiedzieć.
– Czy wie pan może, dokąd poszedł Miś na Patyku? – zapytała Basia.
– Miś na Patyku, Miś na Patyku… – poważny pan zaczął przeglądać swój notes. – MAM!
„Sobota, 28.03, 9.22, Piotrkowska.
Łódź obudziła się wyspana. Piotrkowska była dzisiaj pusta, fabryki nie pracowały, włókniarki odpoczywały. Nagle pod murem kamienicy przemknął Miś na Patyku. Był sam. Wyglądał na takiego, co wie, czego chce. – Misiu, dokąd idziesz? – zapytałem. – Idę do fabryki, do Manufaktury. Co tam, że sobota, może otworzą. Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, nawet w sobotę!” I poszedł.
Tak mam zapisane. A że jestem znanym pisarzem, musi to być prawda. Poważny pan poprawił okulary i wrócił do notowania:
„10.22 − mała dziewczynka ze smokiem, ciocią i Kolorkiem zapytała mnie…”
Kolorek wyjaśnił, że to pan Reymont, autor słynnej powieści o Łodzi Ziemia obiecana. I poszli dalej.
Basia się ucieszyła! Miś jest cały, zdrowy i idzie do Manufaktury! Smok kichnął, przeprosił i potwierdził! 

V
Nagle zrobiło się jakoś dziwnie, ciemno i tak trochę groźnie. Basia wzięła ciocię za rękę. Po drugiej stronie miała Pandeczkę, która za rękę trzymała Kolorka, a ten − za skrzydło zakatarzonego smoka.
Nad zamczyskiem na Piotrkowskiej wisiały czarne chmury…
− Basiu, teraz idziemy szybko. W tym zamczysku podejmowane są bardzo trudne decyzje, nie wszystkim one przypadają do gustu, stąd te czarne chmury. To złość, zła energia i smutek wszystkich mieszkańców Łodzi. Ci, którzy tu pracują, mają bardzo ciężkie zadanie! Nie zatrzymujemy się!
− Teraz to już z górki – powiedział Kolorek. – Minęliśmy Andrzeja, a to najwyższy punkt Piotrkowskiej, idziemy w dół!
Nagle usłyszeli, jak ktoś śpiewa: Jestem sobie mały miś, gruby miś, znam się z dziećmi nie od dziś. Jestem sobie mały miś, śmieszny miś, znam się z dziećmi nie od dziś!
− Dzień dobry! Ale pięknie śpiewasz Misiu! Od razu mi lepiej! – powiedziała Basia.
− Dziękuję! Ty jesteś Basia? – zapytał Miś Uszatek.
− Skąd wiesz?!
− Niedawno szedł tędy mój daleki kuzyn i śpiewał: Już niedługo wrócę do Basi, wrócę do Basi, wrócę do Basi… A potem mi wszystko o tobie opowiedział. Wiem, że lubisz truskawki, śpiewasz piękne kołysanki, lubisz grać z ciocią przez telefon, szybko biegasz, pływasz i lubisz lody jednorożcowe!
− Tak! Wszystko się zgadza – zaśmiała się ciocia Justynka!
Basia się szeroko uśmiechnęła i poprosiła Misia Uszatka, żeby zaśpiewali razem: „Jestem sobie mały miś, gruby miś…”
Nagle smok zaczął kichać jak szalony! Kichał i kichał! Basia i Kolorek zatrzymali się, ciocia zaczęła się śmiać. Okazało się, że smok zobaczył swoich kuzynów i kuzynki i tak się tym podekscytował, że nie mógł przestać kichać! Zdziwione smoki spojrzały z kamienicy przy Piotrkowskiej 86 i zaczęły się śmiać!
– Siemasz Drago! Jak alergia?
− Baltazar, stary druhu, jak widzisz, nadal kicham! Kichnąłem dzisiaj tyle razy, że już nie mam siarki!
− Hahahahahah – zaśmiały się inne smoki.
− Wy tam z góry macie dobry widok. Nie widzicie czasem Misia na Patyku?
− Widzimy! Dochodzi właśnie do ulicy 6 sierpnia!
AAAAAAAA! Basia, ciocia, Panedczka, Kolorek i Smok rzucili się w pogoń!
− Dobrze, że jest z górki! − krzyknął Kolorek, któremu ostatnio się przytyło…
− Misiu na Patyku, Misiu na Patyku! – krzyczeli tak głośno, że niosło się po całej Piotrkowskiej!
− JEJU! Ale się przestraszyłem! Basia, Drago, Kolorek, Pandeczka, nawet ciocia?! Co wy tu robicie?
− Szukamy Cię! Martwiliśmy się bardzo, bo zniknąłeś bez słowa! Basia zebrała ekipę i ruszyła za tobą – powiedziała Pandeczka!
− Tak! Dokąd idziesz? Co ty sobie myślisz? − Basia była trochę zła na Misia, ale bardzo się cieszyła, że w końcu się spotkali.
− Basiu, idę po lody dla ciebie. Wczoraj wieczorem, gdy się bawiliśmy, powiedziałaś, że zjadłabyś lody jednorożcowe. A ja chcę, żebyś była szczęśliwa to poszedłem. Myślałem, że kupię je niedaleko domu. Najpierw zapytałem o nie tego dziwnego konia z rogiem, ale się tylko zezłościł. Nie wiem, o co mu chodziło… Potem trafiłem do fabryki z czekolady, ale oni mieli tylko lody czekoladowe… Pan Reymont notował każde moje słowo, powiedział, że muszę iść do fabryki, bo w Łodzi tak trzeba! No to idę. Resztę historii znasz! Najgorsze jest to, że nie znalazłem tych lodów. A bardzo chciałem sprawić ci przyjemność!
− Oj, Misiu! Ty to jednak masz mały rozumek! Trzeba było coś powiedzieć, poszlibyśmy razem! Tak, jak teraz! Idziemy dalej, już w komplecie!
I poszli! A czy zjedli lody jednorożcowe, to już zupełnie inna historia…

 

Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/basia.html 

Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź