Dzwoń: +48 697-688-228

O WOJTKU CO SZUKAŁ PRZYJACIÓŁ

21. 04. 14
posted by: Joanna Łabeńska

Wojtek ma już prawie 6 lat. Z jednej strony to dużo, bo przecież przeżył już tyle: jeździł na rowerze i na hulajnodze, zjadł dużo sernika cioci Zuzi, spróbował malin, brzoskwiń i truskawek...

  

O WOJTKU CO SZUKAŁ PRZYJACIÓŁ

I
Wojtek ma już prawie 6 lat. Z jednej strony to dużo, bo przecież przeżył już tyle: jeździł na rowerze i na hulajnodze, zjadł dużo sernika cioci Zuzi, spróbował malin, brzoskwiń i truskawek (i doszedł do wniosku, że ich nie lubi), biegał dookoła Stawów Jana chyba z 175892 razy, podjął nieskończoną ilość decyzji – co zjeść, w co się ubrać, jaką bajkę oglądać. Poza tym był za granicą, nad morzem i w górach. Był nad jeziorami. Jeździł na sankach. Potrafi bez problemu rozpoznać każdy pojazd. Jedyne czego bardzo by chciał, to polecieć samolotem. A to wszystko przez tatę. Tata nie boi się niczego. Tylko latania. Zawsze powtarza, że gdyby człowiek miał latać, to Pan Bóg dałby mu skrzydła. Ale Wojtek wierzy, że jeszcze tatę przekona i polecą do Ameryki albo Afryki. A może i do innego kontynentu na A. Wojtek ma prawie 6 lat, a za nim już tak wiele! A przed nim? Ho ho ho!
Tego dnia Wojtek czuł, że za każdym rogiem czai się przygoda. Najbardziej lubił te dni kiedy ani mama, ani tata nie mieli planu. Wiecie, jak to jest. Gdy wszyscy wstawali rano, padało pytanie: to co dzisiaj robimy? Mama mówiła wtedy:
– No ja nie wiem.
Tata na to:
– No… ja też nie.
I Wojtek już wiedział, że to może oznaczać tylko jedno:
PRZYGODA!
Przygoda to było ulubione słowo Wojtka. Pamiętał, że kiedyś wujek Sebek mu opowiadał o jego największej przygodzie. A było to tak:
Dawno, dawno temu wujek Sebek z tatą poszli na zakupy do sklepu, na który wszyscy na osiedlu mówią „Korek”. Po drodze tata odebrał ważny telefon i szybko musiał wracać do domu, więc wujek poszedł dalej. Nagle na jego drodze stanęło stado tygrysów! Wujek nic a nic się nie przestraszył, nabrał powietrza w płuca i ryknął tak głośno jak najprawdziwszy król dżungli! Tygrysy tak się przestraszyły, że uciekły. I to daleko! Poza Łódź, bo nikt ich już nigdy nie widział.
Wojtek wierzył wujkowi. W końcu na Chojnach działy się różne rzeczy…
Dzisiaj Wojtek ponownie czuł przygodę w powietrzu. Znacie to uczucie? Wstał skoro świt, pobiegł do taty i powiedział.
– Nie ma spania! Idziemy, działamy, robimy!
A tata odpowiedział na to:
– Wojtuś, ale najpierw kawa, śniadanie. A potem coś wymyślimy… I ziewnął przeciągle, odwracając się na drugi bok…
Mama! Może mama już nie śpi!: – Mamo! Chodź na spacer! Chodź! Idziemy!
– Ale Wojtku, jest dopiero 7 rano, w niedzielę! Daj mi jeszcze chwilę – i przykryła się kołdrą po czubek głowy. – Idź się pobawić.
Wojtek wrócił do swojego pokoju. A tam czekała na niego niespodzianka…

II

Wojtek uwielbiał samochody. Uwielbiał? To mało powiedziane. On się na nich znał!
Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, gdy wszedł do pokoju, a tam: koparka, betoniarka, walec, Maserati, spychacz, dźwig, radiowóz, i co najważniejsze, jego ukochany wóz strażacki stały równiutko i czekały na niego!
– Wojtku! Długo z tym czekaliśmy, ale doszliśmy w końcu do wniosku, że musisz znać prawdę. Nie jesteśmy zwykłymi zabawkami –powiedział Wóz Strażacki. – Mam na imię Sam, po tym strażaku z bajki. To jest Zolo, Lolo, Kolo, Bolo i Byku – betoniarka zakręciła brzuszkiem. Każdego dnia bawimy się z tobą, a wieczorem, kiedy uśniesz, cichutko wyjeżdżamy na ulice Łodzi i pracujemy. Nasza brygada zbudowała już dworzec Łódź Fabryczna, kilka ulic w centrum miasta, stadion Widzewa i zrobiła remont na stawach Jana i stawach Stefańskiego. Specjalnie dla ciebie. Czasami te remonty trwają długo, no ale w końcu jesteśmy jednak mali…
– Hola, hola – powiedział Byku, a inne samochody zatrąbiły ze śmiechu.
– Wiedziałem! Czasami jak się wami bawię, to wydaje mi się, że jesteście zmęczeni… Nic dziwnego, przecież ciężko pracujecie!
– Staramy się wypocząć, ale to często niemożliwe. Mieszkamy u ciebie, bo wiemy, że kiedyś będziesz dyrektorem Łodzi, i chcemy cię do tego dobrze przygotować.
– Chyba prezydentem? – zapytał Wojtek.
– Nie, prezydent robi inne rzeczy. Ty będziesz dyrektorem. Będziesz podejmował bardzo ważne decyzje, żeby mieszkańcom żyło się lepiej. Masz już prawie 6 lat i pomyśleliśmy, że pora na pierwszą lekcję.
– Tak! Uwielbiam się uczyć. Już sam czytam i umiem jeździć na rowerze!
– Wiemy, wiemy. Gotowy?

III

Zabawki rozłożyły przed Wojtkiem wielki plan Łodzi.
– Zobacz, tak wygląda Łódź. Wiesz, że tu, niedaleko stąd, znajduje się najstarszy pomnik w Polsce? Powstał nawet przed kolumną Zygmunta w Warszawie!
– Serio? Widziałem tę kolumnę nie raz, gdy byłem z tatą w stolicy!
– To jest niesamowita historia! Koparka Lolo to nasz znawca historii. Opowiedz Wojtkowi tę historię.
– Wrrrrummm z przyjemnością. Mmmmmmmm… A zatem, wyobraźcie to sobie, dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami…
– Jeju, zaraz strzelę ci rury wydechowej, jeśli się nie uspokoisz! – zaśmiał się Byku. – Opowiedz jak zwykłe auto, a nie jakaś romantyczna dorożka z XIX wieku!
– Dobra, już! Było to tak: dawno temu, ponad 400 lat temu, mieszkał sobie we wsi Chojny pewien Janek, sierota. Całe dnie siedział sobie przy trasie na Rzgów, tu niedaleko, obok „Korka”. Siedział i patrzył na to, co się dzieje. Pomagał podróżnym, liczył wozy, a że ruch wtedy był niewielki, to raczej się nudził. Pewnego dnia tą ulicą przejeżdżał bogaty kupiec z Krakowa, niejaki pan Mulinowicz. I zabrał on naszego Janka do Krakowa i wykształcił. A gdy Janek stał się bogatym panem, wrócił do Łodzi i w podzięce postawił kolumnę. I teraz uważaj: od tego małego sieroty z Chojen mamy w okolicy: ulicę Kolumny (bo przy niej stoi kolumna), ulicę Mulinowicza i Stawy Jana! Niezłe. Co nie?
Wszystkie autka trąbnęły z uznaniem. A Byku poklepał Koparkę po bagażniku.
– Umiesz opowiadać historie, bracie!
– Dobra, panowie. Mapa. Sprawa wygląda następująco. Podczas ostatniej akcji budowlanej zaginęła nam jedyna dziewczyna w naszym towarzystwie – Wywrotka Tola. Musimy ją znaleźć, a bez ciebie jest to niemożliwe.
–Jesteśmy tu! – Sam, narysował x w miejscu, gdzie się znajdowali. I tu ją widzieliśmy po raz ostatni! – kolejny x pojawił się w okolicy Manufaktury. – Potem przyjechaliśmy do ciebie i bawiliśmy się w szkołę. Pamiętasz? Byku się wtedy schował pod łóżko, bo on jest bardzo blisko z Wywrotką…
– Pewnie, że pamiętam. Byku dostał wtedy dwójkę za wagary! Byku, to wymazuję ci tę pałę. Nie było sprawy.
– Dzięki, Wojta!
– Wojtku, my teraz pojedziemy. Zostawimy ci krótkofalówkę. Każdy pojedzie w inną stronę, a ty to musisz koordynować Będziesz szefem tych poszukiwań!
– Dobra! Plan jest taki: Jeździcie we dwóch, żeby nikt się nie zgubił. Koparka z walcem, Maserati z radiowozem, spychacz i dźwig, radiowóz z betoniarką. Byka musi ktoś pilnować! Sam, ty jedziesz… sam! Zsynchronizujmy zegarki. Jest 10.00! Tylko bądźcie cicho. Bo jak się rodzice obudzą, to zaraz coś wymyślą i będę musiał jechać do dziadka Sławka lub cioci Zuzi na najlepszy sernik na świecie.

IV

Koparka Lolo z walcem Kolo pojechali na Bałuty, spychacz Bolo i dźwig Zolo pojechali na Retkinię. Sam i Byku mieli sprawdzić centrum miasta.
– Halo, halo, Lolo, Kolo… Odezwijcie się. Odbiór.
– Tu Koparka. Jesteśmy już na Bałutach. Pytamy inne auta o Wywrotkę Tolę. Bez odbioru.
– Przyjąłem. Bez odbioru.
Bałuty to był inny świat. Koparka i Walec rozglądali się uważnie – stare kamienice, brukowane drogi, ludzie trochę bardziej zmęczeni niż w innych częściach miasta. Dzielnica Bałuty była kiedyś największą wsią w Europie. Przyłączono ją do Łodzi dopiero 105 lat temu. Co to jest 105 lat! To tyle, ile ma mama, tata i pół dziadka Staszka razem wzięci! Koparka skręciła w okolice Starego Rynku. Walec rozglądał się w okolicach Rynku Bałuckiego. Chcieli zapytać jedno auto o Wywrotkę, ale odjechało z piskiem opon…
Koparka na chwilę zadumała się nad losem bałuciarzy. Te domy widziały niejedno. Podjechała po cichu do „Oka śledzia”: może tam ktoś widział Tolę… Ale niestety. Zajrzała tylko lewym reflektorem do koryta rzeki Łódki. Trudno uwierzyć, że przez Łódź płynęło kiedyś 20 rzek, a ta tutaj, Łódka, była na tyle duża, że pracowała dzięki niej Manufaktura! Od wielu lat płynie już w podziemnym kanale. Lolo pochylił się i zawołał:
– Tola, Tolaaaa, Tolaaaaa!
– Ola, la, aaaa – odpowiedziało echo.
W tym czasie Walec Kolo próbował zorientować się w układzie bałuckich ulic. Projektował je chyba jakiś szalony projektant! Ulice na Bałutach szły w cały świat. Urywały się, skręcały, wyginały, przecinały, zaginały. Połapać się w tym to nie lada sztuka! Na szczęście się udało. Wyjechał na tyłach rynku bałuckiego, gdzie znajdował się wielki napis: WSZĘDZIE DOBRZE, ALE NA BAŁUTACH NAJLEPIEJ. Uśmiechnął się pod zderzakiem. Rynek Bałucki to miejsce owiane wieloma legendami. Podobno można tu kupić i sprzedać wszystko. Kiedyś jedna pani kupiła swoim dzieciom uroczego szczeniaczka, który za jakiś czas okazał się najprawdziwszym niedźwiedziem! A jakiś pan za czapkę śliwek kupił prawo jazdy. Kolo tylko o tym słyszał. Nagle poczuł, że dreszcz strachu biegnie mu przez opony!
A może ktoś ukradł Wywrotkę Tolę i chce ją tutaj sprzedać za gruszki na wierzbie albo wróbla w garści!
– O, nie! – zatrąbił, ile sił w klaksonie, i skręcił prosto w Cegielnianą! Wcale się nie bał.
Rozglądał się nerwowo, ale nie, niczego nie zauważył. Na końcu tej ulicy stał najprawdziwszy Fiat 126p, legenda wśród aut. Idealnie pasował do niego cytat z Pana Wołodyjowskiego: "Dał ci Bóg nikczemną postać: jeśli się ludzie nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali”. Malucha był jak pan Wołodyjowski motoryzacji. Nikt się już nie śmiał z Malucha! Kiedyś to był wyznacznik luksusu. Aż trudno uwierzyć, że do tak małego auta wchodziła czteroosobowa rodzina i na trzy tygodnie jechała na wakacje nad morze albo na Węgry! To jest auto! W małym ciele wielki duch! Z uwagi na to, że miał tylko jeden reflektor, wszyscy mówili na niego Ślepy Maks 126 p. Oczywiście było to na cześć największego gangstera dawnej Łodzi, który rządził miastem i Bałutami, pomagał biednym, a jeśli trzeba było, to przeszkadzał bogatym… Ślepy Maks mógł w Łodzi wszystko. Jego zmotoryzowany odpowiednik także. Walec się zawstydził. W końcu stała przed nim prawdziwa legenda! – Przepraszam pana, mogę mieć pytanie? – Walec Kolo zapytał nieśmiało i pomyślał: „Chłopaki mi nie uwierzą”. – Taaaak, w czym mogę pomóc? – Maluszek nagle się obudził i spojrzał na Kola bystrym reflektorem. – Chcesz coś kupić, sprzedać, wymienić?
– Nie, proszę pana. Chciałem zapytać, czy nie widział pan może Wywrotki? – Wywrotkę na Bałutach to ostatnio widziałem w 1999, gdy jechała przez Bałuty na Radogoszcz – zaśmiał się Maluch. – A co? Chcesz kupić Wywrotkę? Zaraz pomyślimy… – Nie, nie. Koleżanka jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie? Szukamy jej. Pomyślałam, że może pan coś widział. – A, to zmienia postać rzeczy. Biiip, biiiip. Biiip, biiip, biiiip. Biiip. Nagle z bram i okolicznych ulic wyjechały czarne BMW. Ślepy Maks 126p powiedział: – Sprawa jest. Szukamy Betoniarki Toli. Jeśli ktoś ją znajdzie, melduje się u mnie. ZROZUMIANOOO? – TAK JEST – zawyły w odpowiedzi czarne „beemki”. – Rozjechać się! Auta pojechały przeczesywać ulice, a Ślepy Maks 126 p powiedział do Walca: – To moje czarne kruki. Zaraz ją namierzą. O nic się nie martw. Możemy zagrać w karty, a one zaraz wrócą. Znajdziemy ją. V
– Sam. Słyszysz mnie? Tu Wojta. Odbiór.
– …
– Sam. Halo. Odbiór.
– …
–Sam!
– Jestem, jestem! Na Piotrkowskiej są pokazy strażackie. Na chwilę się zatrzymałem, ale już jestem. Nie ma wywrotki. Odbiór. Szukam dalej i jadę w okolice dworca Łódź Fabryczna. Może wsiadła w pociąg i pojechała na Widzew? Wspominała ostatnio, że marzy jej się przygoda. Odbiór.
Sam i Byku stali i patrzyli na to, co się dzieje na Piotrkowskiej.
A, jak zawsze, działy się tam rzeczy wyjątkowe. Przy pasażu Schillera ustawiły się wozy strażackie. Od najstarszego do najmłodszego. Sam ze wzruszeniem jeździł wokół tych najstarszych i mówił:
– wygląda dokładnie jak dziadziuś!
Na samej Pietrynie, bo tak łodzianie mówią na Piotrkowską, leżały węże strażackie, a strażacy z jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej ścigali się, kto pierwszy rozwinie wąż i trafi wodą do celu.
Ale to były emocje! Sam i Byku patrzyli na to szeroko otwartymi reflektorami! Jakie tempo, zwinność, celność. Zawody wygrało OSP Pabianice. Wiwatom nie było końca.
Chłopaki mogliby tak jeszcze długo stać, ale Byku zauważył, że przy ławeczce Tuwima jest jakaś draka. Podjechali tam raz dwa. Faktycznie, na ławeczce Tuwima siedział Miś Uszatek i zmartwiony trzymał się za głowę.
– Misiu, co jest? – zapytał Byku.
– Ojeju, jeju! No dramat! Miałem dość tego stania na Piotrkowskiej. Wszyscy, którzy mnie mijali, mówili tylko tych strażakach, a ja tkwiłem jak wmurowany! Idę, myślę sobie, nikt nie zauważy. Zawziąłem się, ruszyłem lewą nogą, potem prawą i udało się. Biegusiem przytuptałem tutaj i wtedy minął mnie taki znany dziennikarz z telewizji, pan Jacek, który powiedział: „Musimy iść, za 15 minut przy Misiu Uszatku ma być konferencja prasowa z udziałem pani prezydent!”. A że po pierwsze, lubię tego dziennikarza, bo on zawsze fajnie o mnie mówi, a po drugie, gdy usłyszałem: PANI PREZYDENT, to tak się przejąłem, że mnie zamurowało. Teraz mamy w Łodzi ławeczkę Tuwima i Misia Uszatka. Co ja zrobię, co ja zrobię!
– Misiu! Luuuz. Pomożemy! – powiedział pewny siebie Byku. – Złap to – podał mu do łapki linkę holowniczą od Sama. – Na trzy! Raz, dwa iii trzyyyy!
Sam ruszył z piskiem opon, włączył syreny, dodał gazu! Miś Uszatek wyglądał, jakby serfował po Piotrkowskiej! Byku ich wyprzedził i w miejscu, gdzie stał Miś, wylał odrobinę świeżego betonu…
Zdążyli w samą porę. Dziennikarze z TVP ŁÓDŹ, TOYA, „Dziennika Łódzkiego” i Radia Łódź zbliżali się do pomnika, ale na szczęście z naprzeciwka energicznym krokiem szła już pani prezydent i wszyscy skupili się na niej. A Misiu bezpiecznie stanął na swoim miejscu!
– Dzięki, chłopaki! Zajrzyjcie jeszcze kiedyś! Znowu coś odstawimy! Jakieś piruety na Piotrkowskiej.
Sam i Byku zatrąbili wesoło i pojechali w stronę dworca, a przy Misiu ustawiła się już grupka dziennikarzy. Miś wyglądał na zadowolonego, pani prezydent także.
– Sam. Odbiór, Byku. Gdzie jesteście? – w radioodbiorniku usłyszeli głos Wojtka.
– Jesteśmy na dworcu, ale nikogo tu nie ma… Nikogo. I nikt jej nie widział. Pociąg się na nas wkurzył, bo go obudziliśmy z drzemki. Była mała awantura… Już niedługo z chłopakami i Wywrotką zrobimy tu porządek i przekopiemy tunel z dworca Łódź Fabryczna do dworca Łódź Kaliska. I wtedy skończą się drzemki, a zacznie ciężka praca! – Sam się zdenerwował. Byku aż sapał ze złości. Nigdy nie widział wkurzonego pociągu, ciągle jeszcze słyszał ten gwizd w uszach!

V

– Spychacz Bolo i Dźwig Zolo. Odbiór. Gdzie jesteście?
– Kszkszlszs.
– Odbiór.
– Wjechaliśmy do tunelu! Ale już kierujemy się w stronę Retkini, widzimy już Atlas Arenę. Zajedziemy tam, bo Wywrotka lubi muzykę i może wcisnęła się na jakiś koncert. Bez odbioru.
Bolo i Zolo wiedzieli, że mają misję. I że wszyscy szukają Toli. Wierzyli w jej rozsądek i nie mogli sobie odmówić przejechania tunelem W-Z, zwłaszcza że sami go robili. Uwielbiamy przejeżdżać pod dworcem tramwajowym, na który wszyscy w Łodzi mówili Stajnia Jednorożców. Zawsze, gdy byli już pod nim, trąbili przeciągłe JIIHAAA! Jak prawdziwi kowboje na westernach.
Stajnię też lubili, chociaż Dźwig czuł się tam trochę nieswojo, bo zawsze się bał, że stłucze jedno z kolorowych szkiełek i będzie awantura. A Dźwig to był wyjątkowo spokojny pojazd. Nie lubił stresu, nerwów, awantur. Lubił sobie jeździć po tunelu, śpiewać piosenki. Do jego ulubionych należała ta o żyrafie Zuzannie: „Zuzanna żyrafa dotyka chmur, chmur, chmur…”. Lubił myśleć, że jest żyrafą wśród samochodów.
Spychacz Bolo był zupełnie inny, najbardziej lubił… spychać. Po prostu. Jak było coś do zepchnięcia, to zawsze można było na niego liczyć.
Bolo i Zolo bardzo się przyjaźnili i mogli na siebie liczyć. Wpierali się i mieli podobne pomysły, dlatego też, zanim dojechali na Retkinię, przejechali pod tunelem cztery razy!
Atlas Arenę było widać już z daleka.
– Wygląda jak naleśnik – powiedział Dźwig.
– Albo jak statek kosmiczny – odpowiedział Spychacz.
– Albo jak wyciskarka do cytryn.
– Lub jak pół piłki do koszykówki.
W Atlas Arenie odbywają się różne wielkie koncerty, mecze siatkówki, spotkania, targi, festiwale i inne ogromne imprezy. Chłopaki nie mogli uwierzyć w swoje szczęście! THE TRAKTORS! Ich ulubiony zespół właśnie podjechał i zaczął próbę. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
Chwila dobrej muzyki jeszcze nikomu w życiu nie zaszkodziła!

VI
Wojtek się denerwował. Zaznaczył na mapie, gdzie kto się znajduje, i czekał na odzew. 
– Wojta! Halo. Tu Koparka. Jesteśmy na Bałutach. BMW od Ślepego Maksa 126 p namierzyły Tolę. Jechała w stronę lasu łagiewnickiego. Zostaliśmy ostrzeżeni, że to największy las w mieście w Europie. Wywrotki nie są tam mile widziane. Koparki i Walce też nie. Co mamy robić. Odbiór.
Jest trop. Pomyślał Wojtek.
– Zolo, Lolo, Kolo, Bolo i Byku! Mamy trop! Odbiór! Tola była widziana przez czarne BMW, gdy jechała w stronę lasu łagiewnickiego. Uważajcie na siebie. Odbiór.
– Odbiór. Bez odbioru.
– Odbiór. Bez odbioru.
– Odbiór. Bez odbioru.

VII

Łagiewniki to było coś. Auta rozglądały się uważnie. Nigdy tutaj nie były.
Bo i po co. Ich żywiołem jest miasto. Miasto i pokój Wojtka, gdzie mogą się bawić do wieczora.
Auta lubiły swoje życie, wiedziały, że mają ważną pracę – budują ulice i rozmaite budynki. Są potrzebne. A z drugiej strony był Wojtek, który mógł się z nimi bawić, choć najbardziej lubił wóz strażacki. Było to zrozumiałe, bo Sam był wyjątkowy. Zdecydowany, pewny siebie, miał niesamowite poczucie humoru i gasił pożary! Żyło im się bardzo dobrze, godzili życie i obowiązki. Tylko Wywrotka Tola jeździła ostatnio smutna. Nie wiedzieli, o co chodzi. Byku zrobiłby dla niej wszystko! Miała ważną pracę, przyjaciół, ale coś ją gniotło… Martwili się o nią. Gdy zniknęła, wiedzieli, że dzieje się coś poważnego. Ale lasu się nie spodziewali. Auta nie umiały się w nim odnaleźć. W lesie były zwierzęta. Nie było ulic, asfaltu. To nie było miejsce dla nich.
Tymczasem Tola zaparkowała tuż przy stawach w Arturówku. Wszystkie auta stanęły wokół Wywrotki.
– Jesteście, wiedziałam, że mnie znajdziecie. Moi najlepsi przyjaciele! – Uroniła łzę z reflektora.
Chciałam, żebyście mnie tu znaleźli, bo pragnęłam, żebyśmy trochę odpoczęli. Nie pojechalibyście ze mną, gdybym tak po prostu poprosiła… A uważam, że za dużo pracujemy. Wiem, że w Łodzi jest dużo do zrobienia, ale musimy znaleźć równowagę. Odetchnąć. Wojtek jeździ z tatą rowerem. A my nic. Tylko miasto i miasto. Może dzięki temu będziemy budować lepiej i ładniej!
Ale im zrobiło się głupio! Faktycznie, nawet przez chwilę nie pomyśleli o lesie, drzewach czy sarenkach. W końcu las to nie jest naturalne środowisko dla pojazdów budowlanych! Ale każdy, nawet dźwig, spychacz, koparka, betoniarka, wóz strażacki czy wywrotka potrzebują chwili odpoczynku i wytchnienia.
– Mój kochany wywrotkowiec – powiedział z czułością Byku. – Masz rację. Musimy zachwycić się życiem! Kto wie, co nas jeszcze czeka. Może nawet kiedyś polecimy samolotem!

VIII

Wojtek słyszał całą ich rozmowę i odetchną z ulgą. To są przyjaciele! I chyba faktycznie za dużo pracują. Podobnie jak mama i tata. Wojtek obiecał sobie, że teraz też będą się wszystkim zachwycali! Szkoda marnować czasu!
– Wojtek! Ale nam dałeś pospać! Do 10.30! Nie pamiętam, kiedy się tak wyspałam! Jestem zachwycona – powiedziała mama.
– Ooo! Już się udało! – pomyślał Wojtek.
– Mamo, co dzisiaj robimy? – zapytał.
Co robili? To już zupełnie inna historia. Auta wróciły do domu dopiero wieczorem, zadowolone i wypoczęte. Weszło im w nawyk, że trzeba czasami zwolnić tempo.

 

Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/wojtek.html 

Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź