Dzwoń: +48 697-688-228

O OLI, I ŁÓDZKIEJ KSIĘŻNICZCE

21. 04. 15
posted by: Joanna Łabeńska

Ola obudziła się dzisiaj bardzo zadowolona. W Łodzi panował ład i spokój. Ludzie byli uśmiechnięci i zadowoleni. Natasza i Karol, czyli rodzice Oli, jedli spokojnie śniadanie, słuchając przez okno śpiewu ptaków...

  

O ILI, I ŁÓDZKIEJ KSIĘŻNICZCE

I 
Ola obudziła się dzisiaj bardzo zadowolona. W Łodzi panował ład i spokój. Ludzie byli uśmiechnięci i zadowoleni. Natasza i Karol, czyli rodzice Oli, jedli spokojnie śniadanie, słuchając przez okno śpiewu ptaków. Przed nimi dzień po brzegi wypełniony zabawą, wyścigami, grami i rozmaitymi atrakcjami. Od pewnego czasu tak wyglądała codzienność ich rodziny.
Ola była fajną dziewczynką, miała już 6 lat, swoich przyjaciół, cudowną rodzinę, uwielbiała zabawę i poznawanie nowych miejsc i ludzi. Od niedawna Ola jest I Łódzką Księżniczką. Jak to się stało? Był rok 2020. Ciężkie to były czasy. Świat na chwilę się zatrzymał. Było dużo chorób, wirusów i innych problemów. Każdy, ale to każdy mieszkaniec Łodzi zadawał sobie pytanie: co dalej? Czy tak ma wyglądać moje życie? Odpowiedź była bardzo prosta. Ludzie chcieli czegoś innego, chcieli się bawić, wygłupiać
 i śmiać. Wtedy ktoś wpadł na pomysł, że w mieście, poza panią prezydent, która podejmuje ważne decyzje, potrzebny jest ktoś, kto zajmie się innym ważnym aspektem życia łodzian: zabawą i wygłupami. Gdy pewnego dnia cała rodzina siedziała w domu, grając w karty, a tata jak zawsze wygrywał, rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju weszła pani prezydent, wszyscy jej zastępcy i rzecznik prasowy. Ola uśmiechnęła się
 i przywitała z panią prezydent, która powiedziała: – Szanowni państwo, zebraliśmy się tutaj w bardzo ważnej sprawie. Problem jest następujący. Łodzianie są zmęczeni. Potrzebują trochę zabawy, oderwania od rzeczywistości, oddechu. Popytałam na mieście, kto w Łodzi umie się najlepiej bawić, jest koleżeński i ma fajne pomysły. Wiele osób wskazało na ciebie, Olu. Przyszliśmy prosić, żebyś została naszą specjalistką do spraw zabawy. Mój rzecznik, Marcin, wymyślił, żebym nadała ci tytuł Księżniczki Łódzkiej, który dobrze się kojarzy i powoduje, że wszyscy się uśmiechają – pani prezydent wskazała na uśmiechniętych wiceprezydentów. – Mama i tata automatycznie zostają królową
 i królem. Będziecie mieli bardzo ważne zadanie, ale, obiecuję, żadnych ograniczeń. Chcemy, żeby mieszkańcy Łodzi byli zadowoleni. Co wy na to? – Pani prezydent! To dla nas zaszczyt. Nasza Ola, oj, przepraszam, księżniczka Ola, jest najlepsza na świecie. Ma takie pomysły, że wszyscy się uśmiechają! – powiedział tata. – Od kiedy zaczynamy? – zapytała mama. – Musimy się jakoś przygotować! – Od jutra! Nie ma na co czekać! – powiedział pan rzecznik. – O godzinie 11.00 zorganizujemy wielką konferencję prasową, na której przedstawimy księżniczkę. Dobrze by było, gdyby Ola miała jakiś pomysł na pierwszą zabawę dla mieszkańców. Przepraszam, muszę uciekać, przede mną dużo pracy. Czeka mnie mnóstwo rozmów telefonicznych. Do jutra! – Dobrze. Już nawet mam pomysł!
– Olu, w takim razie jesteśmy umówione! Od dzisiaj jesteś specjalistką do spraw zabawy i I Łódzką Księżniczką. Ale będzie się działo! Wymyśl coś fajnego na jutro!

II 
Poniedziałek. Dzień konferencji prasowej był pierwszym dniem panowania Oli. Od rana dziennikarze czekali już na nią i rodziców. Po miłym powitaniu o zabranie głosu poprosił pan rzecznik. – Dzień dobry, mam na imię Ola. Od dzisiaj jestem księżniczką, ale nie taką, do której nie ma dojścia, która jest w wieży zamknięta. Jestem taką księżniczką, która pokaże wam, jak się bawić. Wam, czyli wszystkim, także dorosłym. Pani prezydent obiecała mi, że mogę wymyślać różne gry i zabawy, bo zgodzi się na wszystko. Moją pierwszą propozycją jest zabawa w chowanego, ale dla… pani prezydent, wiceprezydentów, radnych miasta, dyrektorów wydziałów, muzeów, teatrów. To wy nam powinniście dać najlepszy przykład! Nawet pan rzecznik też się będzie bawił z nami! I całe jego biuro! Państwa dziennikarzy też namawiam, może będzie wam się lepiej pisało o Łodzi, gdy w telewizji, radiu i gazetach pojawią się same dobre wiadomości! Gotowi? Zaczynamy zabawę? – Olu, tak jak ci obiecałam: możesz wszystko. – Ale mam dużo pracy! Muszę zadzwonić… – pan rzecznik nie był zachwycony. – Przyda się to panu! To tylko parę godzin, a świat się nie zawali. Obiecuję – powiedziała Ola. – No dobrze… Bawmy się! Co to się działo! Pani prezydent szukała po całym urzędzie swoich dyrektorów! Dyrektor wydziału kultury schował się w szafie na dokumenty. Dyrektorka Muzeum Włókiennictwa pobiegła do w willi w skansenie Miejskiej Architektury Drewnianej, ale zaraz ją tam odnalazł dyrektorka wydziału edukacji. Szefowa Centrum Dialogu zaś na „Falę”, żeby pływać pod wodą, a dyrektor EC1 schował się w ZOO. Dziennikarz z TVP wybrał kryjówkę w bramie przy ulicy Więckowskiego 4, a dziennikarka z radia siedziała cicho za drzwiami w Muzeum Miasta Łodzi! Ile było śmiechu, kiedy wszyscy się odnaleźli! Pan rzecznik założył ciemne okulary, wyłączył telefon i całą zabawę przesiedział spokojnie, pijąc kawę w kawiarni przy ulicy Piotrkowskiej. Po dwóch godzinach zabawy wszyscy wrócili do swoich obowiązków, ale każdy był trochę bardziej odprężony, uśmiechnięty i, co najważniejsze, miał głowę pełną pomysłów! To był dobry początek panowania Oli. Mieszkańcy zobaczyli, jak świetnie się bawi pani prezydent i chcieli tak samo! Nawet pan rzecznik powiedział Oli, że to był dobry pomysł, bo dawno się tak nie uśmiał jak wtedy, kiedy widział dyrektora MPK, który zaczaił się w bramie na dziennikarkę gazety. Ola wiedziała, że przed nią jeszcze długa droga, ale powoli, powoli wszyscy będą w Łodzi zadowoleni.

III 
Do kolejnej zabawy potrzebowała pomocy. Sama nie dałaby rady tego ogarnąć. Na szczęście zawsze mogła liczyć na Hanię, którą znała całe życie, Borysa – najlepszego kumpla z przedszkola, no i mamę. Na mamę mogła liczyć zawsze! Zabawa polegała na tym, że przed każdym przystankiem tramwajowym w centrum miasta narysowali grę w klasy. Na ziemi pojawiły się więc różne wzory ponumerowane od 1 do 9. Każde pole to była jedna klasa. Gra polega na tym, żeby skakać po kolei lub wyrywkowo po polach. Na jednej nodze, na dwóch albo żabką. Jak kto woli.
Pierwsze klasy narysowali tuż przy największym dworcu tramwajowym w Łodzi, czyli Stajni Jednorożców. Chyba wszyscy tak mówili w mieście na to miejsce, a niedaleko tej stacji stanął nawet pomnik Jednorożca, który powoli stawał się symbolem Łodzi. Oli to się podobało. W końcu kto nie lubi jednorożców! Nawet przez chwilę rozważała, czy w ramach powszechnego zabawiania ludzi nie postawić jeszcze kilku pomników jednorożca, ale wpadła na inny pomysł. O tym… trochę później.
Byli na przystanku o godzinie 7 rano. Pełni energii i podekscytowani zastanawiali się, co to będzie. Chwilę po godzinie 7 pojawił się pierwszy tramwaj, ale ludzie byli tak zaspani, że nikt nie chciał skakać. Ola była trochę zmartwiona. O godzinie 7.30 zaczęło się! Z tramwajów zaczęły wychodzić dzieciaki, każdy skakał, śmiał się. Gdy już jedna osoba zaczęła, to potem nie było końca. Skakała nawet starsza pani, która łapała się za głowę i mówiła: – W moim wieku, takie rzeczy! – Choć uśmiech nie schodził jej z twarzy. Podjechali tramwajem na skrzyżowanie Kościuszki i Zielonej, gdzie ustawiała się kolejka. Jakieś dziecko miało kredę i dorysowało jeszcze dwa punktu do gry! Przy dworcu Łódź Fabryczna było trochę mniej osób, ale i tu znaleźli się amatorzy gry w klasy. A ci, którzy nie chcieli skakać, z uśmiechem się temu przyglądali. I tak wtorek łodzianie rozpoczęli od fajnej zabawy. 

IV 
Środa to ciężki dzień tygodnia. Do weekendu jeszcze daleko, a już wszyscy są zmęczeni. Ola wiedziała, że musi wymyślić coś fajnego. Tym razem atrakcja była naszykowana na zakończenie dania pracy. Na znak od Księżniczki, do łódzkich fontann, zdrojów ulicznych, a także do specjalnie przygotowanych armatek dolano płynu do robienia baniek! Czegoś takiego jeszcze świat nie widział! Nad całym miastem, nad każdą dzielnicą fruwały bańki. Widzew był zachwycony, a ludzie stali na balkonach. Na Retkini dzieciaki ganiały je po placach zabaw, na Polesiu stanęły wszystkie auta, bo kierowcy wysiedli i z uśmiechem patrzyli na to, co się dzieje. Na Górnej bito brawo! Na Śródmieściu robiono zdjęcia. Cały Facebook i Instagram był już w zdjęciach Łodzi. Bałuciarze stali z głowami zadartymi do góry i uśmiechali się do siebie. Na Łódź spadł prawdziwy deszcz kolorowych baniek mydlanych. Ola wiedziała, że to będzie fajna środa. Bańki poprawiły każdemu nastrój,
ale w końcu było lato, a pogoda piękna. Warto by się w coś pobawić… Wpadła na genialny pomysł. O tej grze opowiadał jej dziadek Włodek. Dzisiaj wprawdzie trudno w to grać, bo nie ma już tak wielu rzeczy do zabawy, ale może gdy Ola skrzyknie całą Łódź, coś się jeszcze znajdzie. – Łodzianie, dzisiaj o godzinie 18.00 zapraszam was na Piotrkowską. Zorganizujemy zawody gry w fajerkę. Gra jest bardzo prosta – będziemy toczyć okrągłą fajerkę za pomocą pogrzebacza. Komu dłużej uda się ją poprowadzić, ten wygra! Zaczynamy na placu Wolności.
Tak brzmiał apel do łodzian. I, nie uwierzycie, na naszej najważniejszej ulicy stawiło się ponad 100 osób. Każdy z fajerką i pogrzebaczem. Niektórzy szukali ich na strychu lub w piwnicy. Byli i młodzi, i starsi, mężczyźni i kobiety, mali i duzi. W fajerkę chciała grać cała Łódź. A nie była to zabawa łatwa. Mama Oli próbowała kilka razy, aż w końcu ze śmiechem oddała pogrzebacz dziadkowi Włodkowi. Jeden z panów opowiadał, że doskonale pamięta, jak bawił się w to z kolegami na podwórku. Podkradali mamom fajerki i pogrzebacze, uciekali ze śmiechem na dwór. Robili specjalne tory, a zabawa trwała tak długo, aż już trochę zezłoszczone mamy chciały przygotować kolację. Wybiła godzina 18.00. Ola przez wielki megafon powiedziała: – Kochani mieszkańcy, celem naszej zabawy jest… dobra zabawa. Każdemu, kto tu dzisiaj przyszedł, stawiam lody. Tak jest! Niech to będzie najfajniejsza środa w tym roku! I ruszyli! Niektórzy odpadli już na samym początku i nie dobiegli nawet do ulicy Próchnika. Cały wyścig wygrał starszy mężczyzna, który wcale się nie spieszył. Wiedział, że tu potrzebna jest precyzja i skupienie. Wyobraźcie sobie, że ten pan dotoczył fajerkę aż do placu Niepodległości, czyli przez całą ulicę Piotrkowską. A od placu Wolności do placu Niepodległości jest trochę ponad cztery kilometry! Ola ogłosiła go zwycięzcą i nadała tytuł Dożywotniego Mistrza Gry w Fajerkę. Potem cała Łódź jadła lody. Środa dobiegła końca.

V
 
Wszyscy wiedzą, że czwartek to taki mały piątek. Już myślano o weekendzie, choć czekało jeszcze trochę obowiązków.
Ola postanowiła, że dzisiaj w Łodzi odbędzie układanie puzzli i gra w gry planszowe. A musicie wiedzieć, że Ola i mama były całkiem dobre w układaniu puzzli. Lubiły tak spędzać wieczory, rozmawiając sobie o wszystkim i o niczym. Ola uwielbiała spędzać czas z mamą. Bardzo się cieszyła, że od kiedy jest specjalistką do spraw zabawy, mama jest przy niej cały czas i razem wymyślają kolejne fajne rzeczy. Po to, żeby grać w gry, potrzebne są stoły. Ola wpadła na genialny pomysł – wykorzystamy do tego parki. W Łodzi jest ponad 40 parków i zieleńców. W wielu miejscach są nawet stoliki szachowe. Ola czasami widziała panów grających w parku śledzia, ale marzyła jej się zabawa na wielką skalę. By w każdym parku dostawiono jeszcze 100 stołów i przygotowano różne gry, karty i puzzle. Zabawa zaczęła się wczesnym popołudniem. Okazało się, że do godziny 17 w gry bawi się 140 tysięcy mieszkańców! Ludzie wynosili stoły z domów, grali na trawnikach, w tramwajach, nawet w urzędach, czekając na załatwienie ważnych spraw. Ola była w parku Źródliska, w najstarszym parku w mieście, który założył najbogatszy w Łodzi fabrykant Karol Scheibler. W Łodzi mówi się, że duch Scheiblera przechadza się po tym parku, obserwuje spacerowiczów i sprawdza, co się dzieje. Jeżeli to jest prawda, to dzisiaj pan Karol musiał być nieźle zaskoczony! Tyle ludzi, a wszyscy grzeczni, zadowoleni, uśmiechnięci. Ktoś gra w „chińczyka”, ktoś w makao lub
w kalambury. Podobno do godziny 20.00 grało już 250 tysięcy osób! Tym samym Łódź ustanowiła rekord Guinessa, a o tym czwartku mówiły wszystkie media na świecie! 

VI 
Piątek, piąteczek, piątunio. Tego dnia Ola bała się najbardziej. Nie wiedziała, czy mieszkańcy będą chcieli dołączyć do kolejnej zabawy, którą wymyśliła. Może mają już dość? Będą woleli iść do domu i odpocząć. Ale nie! Wszyscy od rana rozmawiali tylko
o jednym: co Ola, I Łódzka Księżniczka, wymyśli dzisiaj! Nie mogli się już doczekać. A plany Oli były ogromne. Każdy z mieszkańców miasta otrzymał dzisiaj w prezencie pudełko kolorowej kredy. Takiej zwyczajnej, do tablicy, bo każdy przecież w dzieciństwie lubił rysować po chodniku. Ogromną zaletą kredy było to, że znika po pierwszym deszczu. Miasto pozostawało czyste, bez śladu malunków. Plan był prosty: pomalować kredą całą Łódź. Najpierw zaczęto od pustych placów: na Rynku Starego Miasta ktoś narysował setki kolorowych kwiatów, na placu Wolności były jabłka, na placu Dąbrowskiego czerwoną cegłę (ten plac nazywał się kiedyś Cegielniany), na placu Zwycięstwa powstały kolorowe koła, na placu Niepodległości kolorowe paski. Potem przyszła kolej na ulice. Ktoś Zieloną pomalował na zielono, a Czerwoną na czerwono, ulica Podrzeczna miała namalowaną rzekę, a Łagiewnicka drzewa, na Reymonta ktoś narysował Ziemię obiecaną, a na Tuwima Lokomotywę. Cała Retkinia była w zwierzątka, bo przecież niedaleko jest ZOO. A najpiękniejsza była Piotrkowska: cała kolorowa, wyglądała jak w baśniowej sukience. Ludzie malowali podwórka, małe uliczki, każdy kawałek miasta.
Następnego dnia w gazetach pojawiły się nagłówki: „Koniec z szarą Łodzią”, „Kolorowa Łódź. Precz ze stereotypami”.
A najlepsze było to, że w nocy spadł deszcz i rano po zabawie nie było ani śladu! I dzięki temu nie narzekali ci, którzy zawsze narzekają, a ludzie jeszcze długo rozmawiali o tym, gdzie co namalowali.

VII
 
Sobota to był pracowity dzień dla Oli, mamy i taty. Już we wtorek zlecili wykonanie kilku nowych rzeźb, które miały stanąć w mieście ku radości mieszkańców. Ola wymyśliła pięć posągów w różnych częściach miasta. Na Bałutach miał stanąć pomnik Syrenki. Ola bardzo lubiła syrenki i uważała, że są to najmądrzejsze i najlepsze postaci z bajek. Syrenka miała stanąć w Parku Staromiejskim. Ola zawsze tak mówiła, używając oficjalnej nazwy. Nie lubiła określenia „park śledzia”, bo nie znosiła śledzi. Kiedyś była na spacerze z mamą, tatą, ciocią Eweliną i wujkiem Jarkiem. Oprowadzała ich pewna przewodniczka, która powiedziała, że ta nazwa pochodzi stąd, że kiedyś handlowano tutaj rybami, głównie śledziami. Bleee, śledzie są okropne. Jakbyśmy mieli w Łodzi park Pomidorówki, to co innego! Ola po cichu liczyła, że może pomnik zmieni też okolicę i ludzie zaczną mówić, że to jest park Syrenki, a nie śledzi… Kolejny pomnik stanął na Rudzie Pabianickiej – była to Pippi Långstrump, ruda zabawna dziewczynka, która idealnie pasowała do tej części miasta. Była trochę zawadiacka, ale w gruncie rzeczy dobra. No i była ruda, a to miało ogromne znaczenie. Na Polesiu stanął pomnik Siedmiu Krasnoludków. A to dlatego, że krasnoludki lubią las i kiedyś miałyby tu jak w raju! W końcu nazwa dzielnicy pochodzi od tego, że kiedyś był tu las, a więc jest… po lesie. Mędrek, Wesołek, Gburek, Śpioszek, Nieśmiałek, Apsik i Gapcio mieliby się tu dobrze. Na Widzewie stanął Słoń Trąbalski. Dlaczego? Bo w Łodzi mówi się, że Widzew to taka sypialnia miasta i że niczego tam nie ma poza stadionem, stacją kolejową i fabryką w remoncie. To teraz będzie słoń! Ale jaki! OGROMNY! Słoń tak duży, że będą go widzieli pasażerowie samolotów latających nad Łodzią. Ostatni pomnik stanął w parku Podolskim. Był to wielki Transformers, zabawka, którą uwielbiają wszyscy mali i duzi. Z zrobił ją pan, który tuż obok parku robi takie cuda bez żadnego większego powodu. Lubi, to robi.
Kiedy łodzianie się obudzili, wyszli na spacery i zobaczyli te pomniki, rozdzwoniły się wszystkie telefony. Każdy dzielił się tym, co zobaczył. Przewodnicy już planowali wycieczki
trasami pięciu pomników. To był dzień spacerów, oddychania świeżym powietrzem i odkrywania Łodzi. Niektórzy, by zobaczyć Słonia, wybrali się na Widzew pierwszy raz w życiu!

VIII 
Niedziela była trochę spokojniejsza. Ola marzyła o tym, że spędzić dzień w domu, z ukochaną mamą i tatą. Ale życie I Łódzkiej Księżniczki nie było łatwe. Ola nie mogła zwieść łodzian, zwłaszcza że rano do mamy zadzwonił pan rzecznik i powiedział, że jutro odbędzie się konferencja podsumowująca pierwszy tydzień jej panowania. Ola miała pomysł, ale znowu bała się, co z tego wyniknie. Jednak nauczyła się już, że kto nie próbuje, ten nie wie, co będzie dalej. Ogłosiła więc wieczór bez samochodu! Ale tak zupełnie! Na ulicę nie mógł wyjechać żaden samochód. Powód był prosty – wszędzie urządzono parkiety do tańca. Różne zespoły z Łodzi grały koncerty, a całe miasto wypełniła muzyka i taniec. Okazało się, że można przeżyć bez auta. Na alei Kościuszki 2300 osób tańczyło poloneza, w pierwszej parze szła pani prezydent z uśmiechniętym rzecznikiem, na ulicy Sienkiewicza 345 par tańczyło tango, na ulicy Rewolucji 7549 stepowało, na ulicy Rzgowskiej tańczono breakdance, na ulicy Tatrzańskiej walca, a na Olechowie miłośnicy mocnego brzmienia pogowali. Cała Łódź tańczyła.

IX
 
Poniedziałek. Mijał pierwszy tydzień kadencji Oli jako specjalistki do spraw zabawy i I Łódzkiej Księżniczki. O godzinie 11 pod Urzędem Miasta Łodzi zebrał się tłum dziennikarzy. Było ich dużo więcej niż ostatnio. Przyjechali także goście z Polski, a nawet zagranicy! Pani prezydent uścisnęła Olę i powiedziała: – Szanowni państwo, minął tydzień od kiedy Ola mówi nam, jak w życiu ważna jest też zabawa. I przypomina, że musimy pamiętać o tym, że w każdym z nas kryje się dziecko. Pomimo wielu obowiązków bawmy się w chowanego, śmiejmy, zachwycajmy Łodzią! Nie możemy zapomnieć o zabawie! Przez ten tydzień pracowaliśmy lepiej i bardziej wydajnie, zarobiliśmy mnóstwo pieniędzy pracując krócej niż zazwyczaj! O Łodzi pisały media na całym świecie! Wszystko dzięki Oli, I Łódzkiej Księżniczce! Hip hip hurra! Wszyscy bili brawo i wiwatowali. A Ola powiedziała: – Pani prezydent, chciałam podziękować za ten tydzień! Było super, zrobiliśmy dużo dobrego, ale muszę wam powiedzieć, że zabawa to też praca. A ja tęsknię za moją Owieczką, moim pokojem, rozmowami z mamą. Mam taką propozycję, żeby co tydzień specjalistą do spraw zabawy był ktoś inny. Nominuję Borysa, który ma super wyobraźnię i wymyśli inne zabawy niż ja! Będę mogła pobawić się z Bimem, bawić się w zabawy Borysa lub następnego księcia lub księżniczki. Wszyscy będą zadowoleni.
– Olu, jak zwykle, masz świetny pomysł! Pamiętaj, że już na zawsze zostaniesz I Łódzką Księżniczką.
Tak też się stało. Ola i rodzice byli szczęśliwi, Borys i jego następcy świetnie się bawili. Łodzianie nie nudzili się i byli uśmiechnięci, chętnie ze sobą rozmawiali. A to, w co się bawili, to już zupełnie inna historia…

 

Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/ksiezniczka.html 

Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź