Róża nie wiedziała jeszcze, kim będzie, gdy dorośnie. Może będzie prawniczką albo aktorką, albo lekarką, a może zostanie architektką. Nie wiadomo. Róża ma dopiero pięć lat i świat stoi przed nią otworem!
O RÓZY I WIELKIM TEATRZE
I
Róża nie wiedziała jeszcze, kim będzie, gdy dorośnie. Może będzie prawniczką albo aktorką, albo lekarką, a może zostanie architektką. Nie wiadomo. Róża ma dopiero pięć lat i świat stoi przed nią otworem! Ma fajne życie, super mamę i tatę, którzy zabierają ją w różne niesamowite miejsca. Uwielbia zwiedzać miasto i poznawać nowe rzeczy. Trochę jeszcze jest nieśmiała i boi się niektórych osób, ale zawsze obok są rodzice, dziadkowie lub jej ukochana Zuzia i mały Victorek. Zuzia jest starsza. Ma już 12 lat i jest odważniejsza. Różyczka czuje się przy niej bardzo bezpiecznie. Do tego Zuzia ma super pomysły na zabawę. Z nią nigdy nie jest nudno. Victorek ma dopiero 3 latka i Różyczka go uwielbia, jak przystało na starszą siostrę, cioteczną, ale zawsze, ma do niego mnóstwo cierpliwości i tysiące pomysłów na wspólne zabawy.
Róża mieszka na Radogoszczu, gdzie niedaleko jest najważniejsze miejsce na świecie – plac Słoneczny. To tu codziennie wschodzi i zachodzi słońce. Róża podejrzewa, że słońce mieszka w najwyższym bloku i codziennie musi nastawiać budzik na inną godzinę.
I zaczyna dzień. Słońce po lecie jest pewnie zmęczone. A jesienią świeci trochę inaczej, już nie tak mocno, ale Róża bardzo lubi ten moment. Zbiera wtedy kasztany i suszy liście. W tym roku też wyjątkowo nie może doczekać się jesieni. Jej mama zmieniła pracę i teraz pracuje w pięknym parku, gdzie podobno są najpiękniejsze kasztany w Łodzi.
Słońce po lecie i jesieni jest tak zmęczone, że śpi w bloku na placu Słonecznym przez kila dni, czasami nawet tygodni, potem zregenerowane wychodzi zimą, żeby mocnym światłem zrobić nam rumieńce na twarzy. A potem już czeka na wiosnę, żeby dać światło roślinkom i ludziom. Róża lubi ten moment, gdy wszystko budzi się do życia. Następnie przychodzi lato. I słońce znowu ma dużo pracy. Nic dziwnego, że Róża zawsze w słoneczny dzień się uśmiecha. Sąsiad z osiedla wydaje się być zadowolony, kiedy widzi ją w dobrym nastroju. Swoją drogą Róża zastanawiała się, czy gdzieś w Łodzi jest plac Księżycowy? Księżyc przecież też musi gdzieś spać…
II
Róża ma ulubione miejsca w Łodzi. Poza placem Słonecznym, to oczywiście pasaż Róży.
Nie może być inaczej, to dosłownie jest jej miejsce w Łodzi. Zawsze, kiedy jest z mamą w centrum miasta, zaglądają do bramy przy Piotrkowskiej 3.
To podwórko jest magiczne – całe wyłożone milionem połamanych lusterek. Gdy stoi się w środku, jest tak, jakby się było w środku diamentowej szkatułki! Długie patrzenie w popękaną ścianę sprawia, że przed oczami latają światełka. Podobno artystka, która to wymyśliła, Joanna Rajkowska, też ma córkę Różę.
Nasza Róża lubi ubierać się kolorowo i patrzeć, jak kolory odbijają się w lusterkach. I wyobrażać sobie różne wzory, maziaje, bohomazy.
Kiedyś była w pasażu Róży z mamą, która miała na sobie sukienkę w paski. Róża widziała, jak te paski ożywają, lecą w górę w niebo po to, żeby wylądować na ścianie po drugiej stronie bramy. Róża marzy o tym, żeby zobaczyć pasaż cały w kolorowych światełkach. To by było coś pięknego!
Drugim ulubionym miejscem, a właściwie miejscami, są łódzkie lodziarnie i kawiarnie. Róża lubi, gdy dużo się dzieje. Uwielbia usiąść z lodami na Piotrkowskiej albo w Tubajce i obserwować ludzi. Zawsze opowiada sobie wtedy śmieszne historie. Na przykład o pani w czerwonym swetrze, która je lody malinowe. Róża widzi w wyobraźni, że ta pani mieszka przy ul. Czerwonej, duży pokój ma cały czerwony. Czerwona jest też jej pościel, je tylko czerwone rzeczy. Nawet paznokcie ma pomalowane tylko na czerwono. Ta pani codziennie chodzi do Białej Fabryki, która jest niedaleko ul. Czerwonej, i namawia jej dyrektorkę, panią Anetę, żeby przemalowała fabrykę na czerwono:
– No niech pani zobaczy, czerwony to piękny kolor, nie brudzi się. Nie wymaga czyszczenia. Widać go z daleka. Czerwony to dobra energia, emocje, ruch: wszystko, co jest w waszej fabryce!
– Szanowna pani – odpowiada dyrektorka. – Nawet gdybym chciała, to nie mogę. Biała Fabryka to tradycja! Założył ją Ludwik Geyer, tu pracowała pierwsza maszyna parowa. To on zdecydował się na pomalowanie fabryki na biało! No jakże bym mogła! Łodzianie by mnie z miasta wyrzucili na wieczne wygnanie! Mało mamy w Łodzi czerwonych fabryk? Księży Młyn, Manufaktura… Ta jedna Biała jest naprawdę wyjątkowa.
A po cichu myślała, że w Białej Fabryce będzie łatwiej niż w Czerwonej ukryć pandę. Musicie bowiem wiedzieć, że pani dyrektor i jej zastępca uwielbiają pandy. Marzą skrycie, że kiedyś odwiedzi je prawdziwa panda, a na razie powoli zmieniają muzeum w pandowy raj – pandy są wszędzie. I jak one by wyglądały na czerwonym tle! Na białym są piękne! Ta czerwona pani lubi chodzić na spacery do Skansenu Miejskiej Architektury Drewnianej. Po cichu przynosi tam czerwone kwiaty, sadzi w nocy czerwone róże, maki, tulipany. I to pozwala jej zachować spokój ducha – jest czerwono, a pani dyrektor może spać spokojnie. Czerwona pani codziennie wieczorem przychodzi pod budynek fabryki, bez względu na pogodę – czy to upał, czy deszcz. Po co? Biała Fabryka podobno ma 365 okien, czyli tyle, ile dni w roku. Plan Ludwika Geyera był prosty, Chodziło o tu, żeby każdego dnia w roku promienie słoneczne wpadające przez szyby na maszyny zamieniały się na złote monety. Podobno w dachu jest jeszcze jedno okno – 366, na rok przestępny. Ale teraz, od wielu lat, kiedy maszyny tu nie pracują, podobno duch Ludwika Geyera wygląda co wieczór przez inne okno swojej fabryki, czuwając nad wszystkim… I raz czerwonej pani się udało! Zobaczyła ducha Ludwika Geyera. Przysięgała, że machał do niej czerwoną chusteczką… Teraz wraca, żeby zobaczyć go jeszcze raz. Jeszcze się to nie udało, ale nie ustaje: – Moja cierpliwość będzie nagrodzona! – Tak mówi każdemu, kto pyta ją, po co to robi.
Tak sobie myśli Róża, jedząc lody. O albo ten pan, który idzie na spacer ze swoim pieskiem. Róża kiedyś usłyszała, jak woła na swojego przyjaciela – Węgielek. Historia tego pana, według Róży, związana jest z elektrociepłownią EC1. Była tam kiedyś z mamą na otwarciu wystawy i chociaż niewiele zrozumiała z tego, jak się robiło ciepło i prąd, to doskonale pamięta dwa wielkie kotły, które pracowały w EC1. Ten mężczyzna, w wyobraźni Róży, był palaczem w tej fabryce. Jego praca była bardzo ciężka, ale bardzo ważna – to z tego miejsca wyleciał prąd i oświetlił pierwszą
witrynę sklepową przy ulicy Piotrkowskiej 37, gdzie dzisiaj stoi rzeźba Latarnika. Potem oświetlono ulice, place, kamienice. Teraz bez prądu nie ma życia… I ten mężczyzna, którego Róża widuje z pieskiem, pracował tam właśnie. Dbał o to, żebyśmy mieli prąd, a zimą ciepło w domach. Potem odszedł na emeryturę, ale sentyment do tego miejsca mu pozostał. Razem z Węgielkiem raz w tygodniu idą na długi spacer, przechodzą ulicą Targową pod dzisiejszy budynek elektrociepłowni. I pan opowiada Węgielkowi, jak tu kiedyś było, gdy wszędzie leżał węgiel, było dużo ludzi i hałas. A piesek patrzy na niego czarnymi oczkami i nie może uwierzyć w te opowieści! Przecież dzisiaj to jest jedno z ważniejszych miejsc w Łodzi. Poważna instytucja kultury z muzeum, planetarium, gdzie organizowane są wystawy, festiwale, koncerty. Po tych opowieściach jego pana nie ma ani śladu! Węgielek zawsze musi szczeknąć na dwie wielkie maszyny, które stoją przez Centrum Nauki i Techniki. Zawsze czeka, czy mu jakoś odpowiedzą. Jak na razie milczą. Do domu wracają okrężną drogą. Od niedawna zaglądają do biblioteki przy ulicy Tuwima. Węgielek czeka na zewnątrz, a jego pan wybiera książkę na najbliższy tydzień. Potem czyta mu na głos co fajniejsze kawałki.
Róża nie zauważyła nawet, kiedy zjadła lody do końca. Musi być bardziej uważna, bo przez to zamyślenie i zabawy w wyobraźni może coś ważnego jej umknąć. Babcia Jola zawsze się śmieje, że Róża zostanie sławną pisarką, że ma ogromną wyobraźnie. No, ale Różna jeszcze nie wie, kim będzie, gdy dorośnie… Róża wie jedno – dzięki tym historiom nigdy się nie nudzi.
III
Niedaleko Tubajki znajduje się Muzeum Kinematografii i Róża nie może doczekać się na jego ponowne otwarcie, bo teraz pałac jest w remoncie. Podobno mieszkał tu kiedyś bardzo bogaty i potężny fabrykant – Karol Scheibler. W jej wyobraźni w tym pałacu od zawsze mieszkają postaci z bajek! One tu rządzą, a nie jakiś pan o trudnym nazwisku. Już przy wejściu do pałacu witają ją dwa koty: Filemon i Bonifacy. Filemon siedzi na górze i patrzy, co by tu zbroić, a Bonifacy przygląda mu się z groźną miną. W bajce zazwyczaj było odwrotnie – to Bonifacy siedział na piecu i przyglądał się rozrabiającemu Filemonowi! Na ostatnim piętrze Muzeum Kinematografii znajduje się świat bajek. Róża ma nadzieję, że wszystko wróci, a teraz martwi się o to, gdzie mieszkają Miś Koralgol, Pingwin Pik-Pok, Trzy Misie czy Plastuś. Jest przekonana o tym, że gdy tylko gasły światła na wystawie, a ostatnia osoba wracała do domu, to zabawki przejmowały pałac! W sali balowej organizowały przyjęcia jakich świat nie widział! Pik-Pok tańczył z Plastusiem, Elemelek śpiewał i uciekał przed Filemonem, Plastuś jeździł z profesorem Baltazarem Gąbką jego super autem, a Miś Uszatek dyskutował Mamą Muminka o tym, w czym się wygodniej śpi: w koszuli nocnej czy w piżamie! I tak sobie harcowały, aż słońce nie wstało na placu Słonecznym, a łodzianie nie zaczęli odwiedzać Muzeum Kinematografii.
IV
Innym razem Róża poszła do Teatru, a ponieważ uwielbia Teatr, zawsze mówi o nim przez duże T. Teatr to spełnienie marzeń, fantazja, niepohamowana wyobraźnia. W nim można stać się inną osobą, a nawet psem lub kotem! Najczęściej odwiedza z mamą Teatr Pinokio przy ul. Kopernika. Już z daleka widać konia na dachu lecznicy weterynaryjnej, a to znak, że Teatr jest tuż obok! Bardzo podobają się jej zielone ściany wyłożone kafelkami, bo wyglądają trochę jak dno głębokiego basenu. Czekając na rozpoczęcie przedstawienia, usłyszała nagle: – Pssst, pssst, Róża, chodź za mną. – Rozejrzała się zaskoczona. – Róża, no chodź! Królik! Co on tu robi? Zza rogu wystawały już tylko królicze uszy – Króliku? Ty nie powinieneś być w domu? – Powinienem, powinienem, ale tyle razy opowiadałaś tacie, że dzisiaj zobaczysz Kubusia Puchatka, że nie mogłem wytrzymać. Wślizgnąłem się do auta i przyjechałem tu za tobą. Nie gniewasz się? – Oj, ty niemądry Króliku! Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Mogłeś coś powiedzieć, zabrałabym cię ze sobą. Mogło ci się coś stać! – Kiedy lubię przygody! Lubię dreszczyk emocji! Chodź, pójdziemy odwiedzić aktorów i aktorki. Na widowni było jeszcze zupełnie ciemno. Po cichu weszli za kulisy. Królik stanął jak wryty! – Co tu się dzieje! To, to przecież… ja… – No tak, Króliku, to aktor który gra ciebie – Róża się zaśmiała. – Ale numer! A jest tu Kubuś Puchatek? Muszę mu coś powiedzieć! – Kubusiu, Kubusiu! – Co tak krzyczysz Kłapouchy? Ej, zaraz, a który z was jest prawdziwy? – zapytał zdezorientowany miś. – Ja – odparli chórem. – Aha. Sprawdźmy to. Prosiaczku, pomożesz mi? – Zawsze! – Musicie dokończyć zdanie:
„Jeśli wskutek nadmiernego jedzenia utkniesz w drzwiach frontowych czyjegoś domku, będziesz zmuszony pozwolić swemu gospodarzowi…” na co?
– …żeby cię przepchnął na drugą stronę! – opowiedział aktor, który gra Królika.
– …używać twoich tylnych łapek zamiast wieszaka na ręczniki – powiedział Królik Róży.
– Cóż, tak to bywa! – wykrzyknęli razem.
– Króliku, stary przyjacielu! Brakowało nam ciebie. Musieliśmy zatrudnić kogoś na twoje miejsce – dobrze, że wróciłeś.
– Kubusiu, ale ja nie wróciłem. Chciałem tylko powiedzieć, że już cię teraz rozumiem. To jest Róża, moja najlepsza przyjaciółka, którą kocham nad życie. Z Różą nigdy się nie nudzę i mogę na nią czekać, tak jak ty kiedyś czekałeś na Krzysia… – Kłapouszku, ale się cieszę! Widzisz, znalazłeś to co najcenniejsze. Prawdziwego przyjaciela. Odwiedzaj nas tak często jak możesz. Wygląda na to, że mamy przebój i zostaniemy w Łodzi na dłużej. Poza tym musimy lepiej poznać miasto, w którym urodziła się Irena Tuwim, tłumaczka Kubusia Puchatka na język polski!
– Tuwim? Jak ten poeta z Piotrkowskiej? – zapytała Róża.
– Tak! To jego siostra! Kłapouchy z Maleństwem szukali o niej informacji. Jak się domyślasz, to duet wybuchowy, także zanim coś znajdą, zadomowimy się tutaj!
Wszyscy się roześmiali!
– Musimy już lecieć, bo zaraz zaczyna się nasza przygoda w Stumilowym Lesie! Do zobaczenia wkrótce! Oglądajcie nas!
– Będę się starał zagrać tak dobrze jak nigdy – powiedział Królik do Królika.
V
Spektakl był super! Był brykający tygrysek, dużo miodku, uroczy Prosiaczek. Ale Królik Róży nie był zachwycony:
– Chyba nie jestem taki przemądrzały, prawda? – zapytał w końcu Różę.
–Ty! W życiu! Jesteś najbardziej uroczym królikiem, jakiego znam! – Róża przytuliła swojego przyjaciela i uśmiechnęła się pod nosem.
To była niesamowita przygoda, ale pewnie nikt jej nie uwierzy. W sumie to nie szkodzi, najważniejsze, że ona i Królik świetnie się bawili. Następnego dnia do mamy zadzwonił telefon. Weszła zaskoczona do pokoju Róży i powiedziała: – To do Królika… – Halo. Tak. Dobrze. O której? Będziemy! – Róża, musimy o 18.00 być dzisiaj w pasażu Róży. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Zaufaj mi. – Dobrze. Idę pogadać z mamą i tatą. Punkt 18.00 Róża, elegancko ubrany Królik, mama, tata i Zuzia weszli do pasażu Róży. To miejsce wyglądało przepięknie!
Na środku stała scena teatralna, na widowni były miejsca dla całej rodziny. Rozsunęła się czerwona kotara. Na scenie stał Miś Uszatek i Kubuś Puchatek! –Witajcie, przed wami wyjątkowy spektakl. Na deskach Teatru Róży, w pasażu Róży, zagramy dla Róży i jej najbliższych! Oto Przygody Misia Uszatka i Kubusia Puchatka. Rozpoczęli. – Gdzie jesteśmy? – zapytał Kubuś Puchatek. – Nie wygląda mi to na Stumilowy Las. – Nie, Kubusiu, to Kominogród, czyli Łódź. Jesteśmy w Łodzi! – odpowiedział Miś Uszatek. – Skoro jesteśmy w Łodzi, to na jakim morzu? – zapytał z uśmiechem Kłapouchy. – Ćwir! W mieście Łodzi jesteśmy! W środku Polski. Ćwir! – zaświergotał wróbelek Elemelek i usiadł Kłapouchowi na głowie. – A czy tutaj jest miodek? – zapytał Kubuś. – Na pewno są marchewki – odpowiedział Królik. – I śledzie – zawołał Pik Pok. – Może jest też jakaś fabryka miodu? W końcu tu jest dużo fabryk – powiedziała Sowa. – Chodźmy zatem na Piotrkowską. Zapytamy kogoś. – Przepraszam, pan tu chyba wszystkich zna – zapytał Kubuś Puchatek kota Bonifacego. – Być może. Gdyby pan przeżył w tym mieście tyle lat co ja, też by pan wszystkich znał. W czym mogę pomóc? – Szukamy fabryki miodu. Jestem bardzo głodny! – Miodu? A byliście na ulicy Kubusia Puchatka na Retkini? Może oni coś wiedzą? – To ja mam tutaj ulicę? Kubuś Puchatek wyglądał na zaskoczonego i zachwyconego! Jedziemy! Wsiedli do wozu Baltazara Gąbki i pojechali na ulicę Kubusia Puchatka, tuż obok ulicy Jasia i Małgosi oraz Czerwonego Kapturka. – Tu jest miód! Czuję to! – powiedział Kubuś. Plastuś, Koralgol, Mama Kangurzyca i Mała Mi pobiegli w lewo, Ferdynand Wspaniały, Prosiaczek, Maleństwo i Pik Pok w prawo. – Nie ma miodu. Ani w lewo, ani w prawo… Smutny Kubuś Puchatek siedział na krawężniku. – Poczekaj Kubusiu, zaraz po kogoś pójdę. Zaraz cię nakarmimy – powiedział Uszatek.
Za chwilę na scenę wszedł Piotrek i jego pies Pimpek, bohaterowie bajki Zaczarowany ołówek. Piotrek po prostu narysował 22 beczułki miodku dla Kubusia Puchatka! I było po problemie! Przedstawienie kończyło się sceną, w której Kubuś Puchatek dzieli się miodkiem z innymi, nawet z Bonifacym, Plastusiem czy Trzema Misiami!
Oklaskom nie było końca! W końcu to była pierwsza w historii świata współpraca międzybajkowa! Róża była zachwycona!
I chyba już wiedziała, kim będzie, gdy dorośnie. Zostanie autorką sztuk teatralnych dla dzieci!
Czy tak się stało? To już zupełnie inna historia…
Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/roza.html
Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź
