Dzwoń: +48 697-688-228

O KRYSI I JURKU CO MIELI SUPER MOCE

21. 04. 18
posted by: Joanna Łabeńska

Krysia od zawsze wiedziała, że pochodzi z wyjątkowej rodziny. Czuła, że mają supermoce! No bo jak to inaczej wytłumaczyć?

  

O KRYSI I JURKU CO MIELI SUPER MOCE

I
Krysia od zawsze wiedziała, że pochodzi z wyjątkowej rodziny. Czuła, że mają supermoce! No bo jak to inaczej wytłumaczyć? Mama Krysi jest najodważniejszą osobą pod słońcem – nie boi się powiedzieć prawdy, zawsze znajdzie czas, żeby pomóc innym, a serce to ma o!, jak stąd na księżyc! Kocha wszystkie pieski tego świata! Mama ma też wielką moc – gdy mówi, to wszyscy słuchają. I to nie tylko tata, ale wszyscy. Kilka tysięcy ludzi każdego dnia! Wyobrażacie to sobie? I mama wcale się nie boi. Mówi, co myśli! Z tatą jest trochę inaczej, jego moc jest zupełnie inna – tata potrafi zmieniać świat… tańcem. Tata tak tańczy, że nie ma osoby, która by się przynajmniej nie uśmiechnęła, a niektórzy śmieją się tak głośno, że trzeba ich uciszać, żeby nie zagłuszali muzyki i nie przeszkadzali tacie. Bo jak wyjdzie z rytmu, to nie wiadomo, co się może wydarzyć. Lepiej nie ryzykować. Krysia podejrzewa, że tata swoim tańcem utrzymuje równowagę na świecie i że gdy tańczy, to gdzieś tam daleko, daleko, w Indiach albo Kairze ktoś nagle się uśmiecha, sam nie wiedząc dlaczego. Nazywa to „efektem tańczącego taty”.
Jurek, młodszy brat Krysi, też ma supermoce. Potrafi wzrokiem przekonać innych ludzi do wszystkiego. Najczęściej namawia ich na zabawy lub jakieś dobre jedzenie, np. lody albo ciastka. Jurek jest też super odważny i nie boi się niczego. Jeździ na rowerze trzymając się tylko jedną ręką za kierownicę i lubi przeszkody. No i ma super modną fryzurę. Krysia musi na niego uważać, bo jeszcze jest za młody na dziewczyny, a te ze starszaków już się za nim oglądają! Co to będzie kiedyś…
Krysia uwielbia zabawy z mamą, tatą i Jurkiem. Tata jest mistrzem świata w wymyślaniu zabaw. Ostatnio wygłupiali się w deszczu. Byli cali mokrzy, a tata namawiał ich do jeszcze większych szaleństw! Nic nie rządziło. Robili wjazdy i zjazdy, ślizgi i wślizgi.
Innego razu tata robił tor przeszkód, który musieli pokonać, niczym w filmie sensacyjnym.
Długo by tak wymieniać. Krysia i Jurek raczej nie narzekają na nudę.
Krysia lubi swoje życie. Ostatnio dostała plecak i poszła do szkoły. Mama mówiła, że to będzie super przygoda. I że nauczy się dużo nowych rzeczy. Na razie Krysia powoli odkrywa, że najwięcej uczy się przez podróże i poznawanie innych osób. Wtedy wszystko jest takie naturalne i prawdziwe. Koleżanka mamy kiedyś powiedziała, że ludzie lubiący podróże mają najfajniejsze głowy: otwarte. Jest w nich dużo miejsca na nowe przeżycia i emocje, a to, co zbędne, zostaje wywalone. Bo po co głowę sobie zaśmiecać złą energią czy głupimi pomysłami. Krysi trudno się było z tym nie zgodzić. Lubiła podróże, i te krótkie, poza Łódź, jak i nawet te po mieście. Wyobrażała sobie, że kiedyś zostanie turystką w Łodzi. Weźmie plecak, mapę, Jurka i pójdą zwiedzać Łódź. Czeka ich jeszcze tyle do odkrycia! Krysia ma tylko jeden problem. Nie wie, jakie ma supermoce… 

II
Kilka dni temu do mamy zadzwonił telefon.
– Tak, to ja. Jak to? My? Kiedy? Co? – aż wstała z krzesła. – Damy znać za chwilę.
– Rodzinna narada! Wszyscy do salonu, zapraszam!
– Słuchajcie, odebrałam przed chwilą ważny telefon. Dzwoniła do mnie pani prezydent. Jest poważna sprawa i tylko my możemy pomóc. Powiedziała, że nikt inny.
Naszemu miastu zagraża duże niebezpieczeństwo. Jeżeli nic nie zrobimy, będzie po Łodzi, która zamieni się w smutne i opuszczone miasto. Ale jeżeli nasza misja się powiedzie, to Łódź będzie najlepszym miejscem do życia. Co robimy? To musi być decyzja całej rodziny. – Oczy mamy aż błyszczały z emocji!
– Wchodzimy w to! – powiedział tata.
– Tak! Tak! – zawołali Krysia i Jurek.
– Wiedziałam – uśmiechnęła się mama. – Czekamy na pierwszą misję. Naszykujcie się.
Krysia wzięła swój nowy plecak i wsadziła do niego: rolki, opaskę na włosy, dwie gumki do ścierania, jabłko, czerwony mazak i żelki. Jurek zabrał: czekoladę, napój, resoraka, czapkę, gumki do włosów, zielony mazak i jajko niespodziankę. Mama zabrała ładowarkę do telefonu, a tata nic, stwierdzając, że wszystko co ważne ma przy sobie.
Mama dostała SMS:
JEDŹ NA PLAC, KTÓRY KIEDYŚ CEGŁĄ STAŁ
A DZISIAJ WYCHODZI Z NIEGO WIELKA FALA,
KTÓRA LUDZIOM JEŹDZIĆ NIE ZABRANIA
NA PLACU WEŹ SIĘ W GARŚĆ
POKONAJ PRZESZKODY A BĘDĄ NAGRODY!
– Kurcze pieczone – powiedział tata. – Nie mam pojęcia, o co chodzi!
– Tato, to przecież proste! Chodzi o plac Dąbrowskiego! – powiedziała pewna siebie Krysia.
– Ale jaką cegła? To mi bardziej do Manufaktury pasuje… – spierał się tata
– Mówię ci! Plac Dąbrowskiego. Zaufaj mi.
W aucie mama wyjęła telefon i przeczytała: – Plac im. gen. Jana Henryka Dąbrowskiego – plac w centrum w Łodzi. Plac ten pełnił w XIX wieku rolę centrum sprzedaży wyrobów pobliskiej (znajdującej się w miejscu dzisiejszego hotelu Polonia-Palast) cegielni – stąd jego nazwa Rynek Cegielniany. – Brawo, Krysiu! Miałaś rację! Krysia dobrze znała to miejsce, bo latem jeździła po nim na rolkach. Raz nawet zjechała z wielkiej fali, chociaż wydaje jej się, że słyszała też inną nazwę tej fontanny, ale nie pamięta jaką. Plac Dąbrowskiego był cały z betonu, ale dzisiaj ustawione były na nim przeszkody z czerwonej cegły. I to jakie! Wyglądało to bardzo dziwnie, jakby coś tam było napisane… Krysia raz, dwa założyła rolki, przejechała kawałek, ale nadal ciężko było się zorientować, o co chodzi… – Mam pomysł – powiedziała. – Jurek, daj mi swój mazak i gumki do włosów.
– Ona jest genialna – wyszeptała po cichu mama. Krysia przymocowała do rolek mazaki i pojechała. W końcu dało się coś przeczytać: MIŚ JEST SMUTNY – Miś jest smutny? Jaki znowu miś? – tata wyraźnie się denerwował. – Mało mamy misiów w Łodzi? – No, a jakie mamy misie? – dopytywał Jurek. – Miś Uszatek na Piotrkowskiej. – Coralgol na Sienkiewicza. – Otto w Ośrodku Kultury Górna. – Trzy Misie w skansenie przy Białej Fabryce. – i jeszcze misie w ZOO. Skończyli wymieniać. I aż usiedli ze zmartwienia. – To co teraz? – Ja bym coś zjadł – powiedział Jurek. – W sumie ja też – powiedziała mama. – I mam pewien pomysł! – wyjęła telefon i z tą ogromną siłą w głosie powiedziała do ekranu: – Cześć! Potrzebujemy waszej pomocy! Prośba będzie nietypowa – jeżeli widzieliście gdzieś w Łodzi smutnego misia, to dajcie mi znać w wiadomości prywatnej! Czekamy! To sprawa życia lub śmierci! 

III
Poszli na pizzę na Piotrkowską. Mama co chwilę zaglądała w telefon, bo nieustannie przychodziły powiadomienia. – W większości to żarciki, które nam za bardzo nie pomogą – wzdychała zmartwiona. – Ale jest jedna wiadomość. Słuchajcie: „Widziałam wczoraj smutnego misia w bramie na Bałutach. Siedział sam, opuszczony. Często tam przechodzę, ale nigdy wcześniej go nie widziałam” – mam adres. Jedziemy. Za kilka minut byli już na Wojska Polskiego i rozpoczęli poszukiwania misia. Weszli do wskazanej bramy. Jurek był zachwycony! Bałuty to był inny świat niż reszta Łodzi. Tu wszystko było jakieś prawdziwsze. Bardziej wyraźne. Jurek lubił takie niegrzeczne klimaty. Wolał to od zwiedzania pałaców i gładkich kamienic. – Jest, jest! Znalazłem – zawołał. – Tu siedzi!
I faktycznie, pod jedną ze ścian siedział sobie pluszowy miś i widać było, że był to miś po przejściach. Miał naderwane jedno ucho, był trochę brudny. Na pluszowym pyszczku widać było doświadczenie życiowe.
Krysia z mamą i tatą dobiegli do Jurka. Patrzyli chwilę na misia i zastanawiali się, co robić… – Wiem! Poczekajcie chwilę na mnie! Tata wrócił za 5 minut z gitarą. – Była w samochodzie po ostatnim weekendzie – uśmiechnął się tata i zaczął śpiewać: – Hej dziewczyno, spójrz na misia On przypomni, przypomni chłopca ci Nieszczęśliwego białego misia, Który w oczach ma tylko szare łzy. … Nic się nie działo, miś nadal siedział smutny. – Grzesiu! To proste! Ty nie śpiewaj, ty tańcz! – zaśmiała się mama. I tata zaczął tańczyć! Ale jak! Nigdy w życiu nie wykonywał takich ruchów. To było wspaniałe. Ludzie stali w oknach, wszyscy, ale to wszyscy szeroko się uśmiechali! Nad Bałutami świeciło piękne słońce! Ale miś nadal siedział smutny. Krysia go przytuliła i powiedziała: – Już nigdy nie będziesz sam! Od tej pory jesteś częścią naszej rodziny. Co ty na to, Misiu? Misiu się uśmiechnął, tata przestał tańczyć, a mama z Jurkiem musieli przestać się śmiać, bo już ich brzuchy od tego rozbolały.
– Kochani, kolejna misja. „Świetnie poradziliście sobie z misiem i przeszkodami. Pora na łódzką zagadkę. Musicie jechać w najbardziej łódzkie miejsce w Łodzi. I rozwiązać zadanie”.
– Kolejny raz to samo! Najbardziej łódzkie miejsce w Łodzi? Gdzie to może być? – zapytał, trochę zmęczony, tata. – Dla mnie to Piotrkowska – powiedziała mama. – Dla mnie nasze przedszkole – zaśmiał się Jurek. – Dla mnie Manufaktura – odpowiedziała Krysia.
– A dla mnie Stary Rynek. Sami widzicie, to może być wszędzie… – Pora na telefon do przyjaciela – mama wybrała numer i czekała chwilę na połączenie. – Siema, Czarek! Pytanie mam, potrzebujemy świeżego spojrzenia – jakie jest najbardziej łódzkie miejsce w Łodzi? Wujek Czarek faktycznie mógł znać odpowiedź na to pytanie, bo patrzył na Łódź jak nikt inny. Do tego robił dobro, kręcił super filmiki, umiał się bawić, no i mama go lubiła. – To proste. Najbardziej łódzkie miejsce w Łodzi to krańcówka. I to ta w parku Śledzia. Nikt, poza łodzianami, nie wie, gdzie to jest. 


IV
Pojechali. Czarek faktycznie miał rację. Nie było chyba bardziej łódzkiego miejsca – park Śledzia, tak naprawdę nazywa się park Staromiejski, a krańcówka to po łódzku pętla tramwajowa. I tam na tej krańcówce czekała na nich kaczka, a dokładnie tracz nurogęś, która bardzo lubi małe rybki. I muzykę. Najbardziej lubiła zagraniczne piosenki. Mogłaby ich słuchać godzinami. ABBA, Britney Spears, Baby Shark!
- Zaśśśśśpiewajcie sssssoś! Opłaci wam sssssię.
– Ale co? – zapytała Krysia.
– Baby ssshark!
No nie mieli wyjścia!
Baby shark to doo doo doo
Mama shark to doo doo doo doo
Daddy shark to doo doo doo doo
Baby shark to doo doo doo
Ale się roztańczyli! Układ mieli opanowany do perfekcji. Kaczka wyglądała na zadowoloną.
– Kaczko, czy teraz powiesz nam, co mamy zrobić? – zapytał Jurek.
 – SSSSSSOOOO! SSSSAPOMNIJ! SSSA MAŁO!
– Co? Jeszcze raz? – zapytał tata. – Nie ma mowy, nie będziemy z siebie robić wariatów przed kaczką. Idziemy!
–SSSSSTÓJ! SSSSSSSSAGRAJ SSSSTRZYYYY! SSSSGODA?
– Sssa dużo – przedrzeźniał ją tata. – Sssjedne.
– SSSSGODA – syknęła kaczka. Zaśpiewali raz jeszcze. Tym razem kaczka się dołączyła. – BAAABYY SSSSARK! – darła dziób na cały park.
Skończyli.
– SSSSAMNĄ! – syknęła. Doprowadziła ich do Oka Śledzia w parku Śledzia.
– PATRZCIE SSSSPOKOJNIE. SSSSNIKAM!
A oni stali dookoła włazu i patrzyli, jak w dole przepływa rzeka Łódka. A nawet może rzeczka, a nie rzeka. Trudno uwierzyć, że przez Łódź przepływa 20 rzek, a może i więcej. Te rzeki kiedyś napędzały miasto, a dzisiaj płyną podziemnymi kanałami, tylko czasem wyglądają na powierzchnię.
Nagle kaczka wróciła. W dziobie trzymała paczkę.
– USSSSPOKOJENI? SSSSUPER SSSSPIEWACIE! SSSSOŚ DLA WASSSS MAM.
PROSSSSZĘ. Kaczka.
– A co my mamy z tym zrobić? – zapytała Krysia.
– SSSSSGADUJ!
– Dziękujemy, kaczko. Jesteś super. – I Krysia pogłaskała kaczkę po głowie.
– SSSSSUPER? SSSSUPER! SSSSSSSSSS – odeszła uśmiechnięta. Nucąc pod dziobem BABY SHARK.
 
V
– No to co teraz? – zapytała Krysia.
– Zjadłbym lody – powiedział Jurek.
– Lody to zawsze dobry pomysł – wtórował mu tata.
Kupili sobie po wielkiej porcji lodów, a paczkę otworzyli dopiero na placu Wolności. Była to mała książka, w której było napisane: „Macie ogromne szczęście. Rozwiązaliście zadania. Ta książka trafia do rąk wyjątkowych osób. Gratulacje. Teraz możecie zmienić wszystko. Zróbcie tak, żeby Łódź była szczęśliwym miastem. Użyjcie wyobraźni. Pamiętajcie. Nie ma ograniczeń, ale każdy może powiedzieć tylko jedno pragnienie, które spełni się natychmiast”.
– Ojaaaa! – zawołała mama. – Wiedziałam, że wspólnymi siłami możemy wszystko! – Ja już wiem, czego chcę! – powiedział Jurek. – Mogę? – Pewnie, synu! – To ja bym chciał, żeby w Łodzi było więcej placów zabaw i żeby obok każdego z nich była lodziarnia.
Pyk. Stało się. – To teraz ja – powiedział tata. – Chciałbym, żeby łodzianie więcej tańczyli, żeby nie bali się, że ktoś ich źle oceni lub skrytykuje! To przecież nie ma znaczenia. Pyk. Klika osób na przystanku zaczęło tańczyć. – Moja kolej – mama zacisnęła mocno oczy. – Chciałabym, żeby ludzie się do siebie uśmiechali. Żeby byli milsi i bardziej wyrozumiali. Pyk. Stało się. – A ja bym chciała, żeby w Łodzi było więcej słońca, ciepłego wiatru i żeby było trochę bardziej jak we Włoszech.
No i stało się. Na ulice Łodzi wyszło słońce, a ludzie uśmiechali się do siebie. Ktoś podrygiwał radośnie, przechodząc przez Piotrkowską. Prawie wszędzie były lodziarnie, gdzieniegdzie pachniało pizzą.
– Krysiu, a skąd ten pomysł? – zapytała mama.
– A już na wakacjach wymyśliłam, że jak będę duża, to zrobię wszystko, żeby połączyć Włochy i Łódź. I jest! Udało się. I to wszystko dzięki naszym połączonym mocom!
Jesteśmy najlepsi!
A jak się żyło we włoskiej Łodzi to już zupełnie inna historia…

 

Autor: Justyna Tomaszewska, Just in Lodz
http://justbajka.pl/krysia.html 

Tagi: atrakcje Łodzi, zwiedzanie Łodzi, bajki o Łodzi, Łódź